Aleksandra Urbańczyk, Trójka Łódź: - Jadę pobić rekordy

Łódzka pływaczka startuje w mistrzostwach świata w pływaniu

18-letnia zawodniczka ma już na swoim koncie międzynarodowe sukcesy, ale na krótkim basenie. W grudniu ubiegłego roku zdobyła tytuły mistrzyni (100 m zmiennym) i wicemistrzyni Europy (200 m zmiennym). Przed nią najważniejsze w karierze zawody na długim basenie - mistrzostwa świata. W Kanadzie łodzianka wystąpi w stylu motylkowym - na 50 m (jest rekordzistką Polski) i na 100 m. Na tym pierwszym dystansie w rankingu światowym ma 10. czas - 26,94 s, na drugim próżno jej szukać wśród 25. najlepszych rezultatów.

- 50 m Ola jest w stanie popłynąć w granicach 26,30 s, choć tak krótki dystans to loteria. Nie wiadomo, które miejsce może dać ten wynik. Liczę jednak na występ w finale. Na 100 m powinna poprawić życiówkę - uważa jej trener Mariusz Wędrychowicz.

Do Kanady Urbańczyk razem z trenerem wyleciała dopiero wczoraj, kilka dni później niż pozostali reprezentanci Polski. Doszło bowiem do konfliktu między Wędrychowiczem a Polskim Związkiem Pływackim. Na początku stycznia ustalono, że Urbańczyk będzie przygotowywać się ze swoim szkoleniowcem poza kadrą, a na zawody będą jeździć na koszt związku. Przed MŚ okazało się, że dla Wędrychowicza zabrakło miejsca w samolocie i akredytacji na zawody.

- Umowa była taka, że na zawody, na które Ola się zakwalifikuje, jesteśmy razem powoływani. Niestety, stało się inaczej. Na szczęście przelot opłacił sponsor, ale najgorsze jest to, że nie ma dla mnie związkowej akredytacji. Trener kadry Paweł Słomiński, a jednocześnie wiceprezes ds. szkoleniowych, czyli swój własny wiceprezes doskonale wie, co to oznacza dla Oli. Będzie musiała trenować sama - martwi się Wędrychowicz. - Wziąłem na siebie olbrzymią odpowiedzialność, bo Ola trenuje poza kadrą. Każdym niepowodzeniem, startem poniżej oczekiwań będę obarczany ja.

Najpierw przetarcie, potem finał

Andrzej Klemba: Już w niedzielę wystartujesz w największej imprezie podczas Twojej kariery.

Aleksandra Urbańczyk: Do mistrzostw świata w Montrealu przygotowywałam się przez cztery tygodnie w Ostrowcu. To był bardzo pracowity miesiąc, bo składał się wyłącznie z treningów i odpoczynku. Miałam tylko dwa wolne dni. Niestety, w trakcie przygotowań doznałam kontuzji stawu stokowego i przez jakiś czas musiałam oszczędzać nogi. Teraz właściwie nie czuję urazu.

W Montrealu będziesz ścigać się na dwóch dystansach - koronnym 50 m stylem motylkowym i dwa razy dłuższym. Jakie są Twoje oczekiwania?

- Najpierw będę płynęła na 100 m i to ma być przetarcie. Do czołówki światowej jeszcze mi trochę brakuje, ale w planach jest pobicie rekordu życiowego. Skupiam się na wyścigu na 50 m. Podczas treningów regularnie schodzę poniżej 28 sekund. W rankingu światowym jest przede mną dziewięć zawodniczek, ale wszystkie w Kanadzie nie wystartują. Liczę, że wywalczę start w finale. To na razie szczyt moich możliwości. Na 50 m celem też jest poprawienie rekordu życiowego, a zarazem rekordu Polski.

Nie żałujesz, że zabraknie Cię w wyścigu na 200 m stylem zmiennym, na którym zdobyłaś tytuł wicemistrzyni Europy na krótkim basenie?

- Nie, bo wtedy przygotowania musiałyby być inne. W Ostrowcu pracowaliśmy tylko nad szybkością, a przypadku 200 m zmiennym trzeba by też pomyśleć o wytrzymałości. Wolałam skupić się na 50 m i 100 m delfinem.

Mało brakowało, a Twój trener musiałby zostać w Łodzi. Jak wpływał na Ciebie konflikt z Polskim Związkiem Pływackim.

- To raczej jest poza mną, choć nie wyobrażam sobie, by zabrakło trenera na mistrzostwach. On poświęcił się, by tylko mnie trenować. Nie jeżdżę na przygotowania z kadrą, ale ćwiczę wyłącznie pod jego okiem. Znamy się długo i sobie ufamy. Niestety w Montrealu będę musiała ćwiczyć sama, bo trener jedzie jako zwykły widz. Ważne jednak, że dzięki pomocy sponsora będzie przynajmniej na trybunach.