Andreas Jonsson piąty w Grand Prix Wielkiej Brytanii

To najlepszy w tym sezonie w cyklu IMŚ wynik żużlowca Budleksu/Polonii

- Mój żołądek jeszcze przypomina o sobie. Fizycznie jestem jeszcze osłabiony, ale nie myślę o tym. Moje myśli skupiają się wyłącznie na dobrej jeździe tu, na Millennium Stadium. Może być już tylko lepiej - mówił 25-letni Szwed tuż przed startem do 4. turnieju finałów indywidualnych mistrzostw świata'2005. Dla bydgoskiego "straniero" był to dopiero drugi występ w minionym tygodniu. Wcześniej stracił tydzień, leżąc w łóżku w Hallstavik, zmorzony zatruciem pokarmowym. Po trzech godzinach zmagań na czasowym, zaledwie 275-metrowym torze w stolicy Walii, powtórzył osiągnięcie z pierwszego w tym cyklu turnieju GP - skończył jazdę na półfinale. Tyle, że wówczas we Wrocławiu wszedł do ósemki z ledwością. W sobotę natomiast, na świetnie spasowanej jawie od tunera Petera Johnsa, jako najlepszy zawodnik 20-biegowej rundy zasadniczej.

Wprawdzie zgromadził tyle samo punktów co późniejszy zwycięzca Tony Rickardsson i drugi Jarosław Hampel, ale na jego korzyść przemawiał regulamin GP. Miał więcej zwycięstw biegowych od swego rodaka i identyczny bilans jak Polak. Hampela wyprzedził jednak w bezpośrednim starciu na torze.

W V biegu obu pogodził mistrz świata sprzed dwóch lat Nicki Pedersen, który kontynuował serię biegowych zwycięstw zawodników, startujących z najbardziej zewnętrznego pola. Chwilę wcześniej Jonsson właśnie ruszając spod bandy, zaskoczył na pierwszym wirażu zeszłorocznego zwycięzcę z Cardiff Grega Hancocka, czwartego w klasyfikacji GP Leigh Adamsa i Lee Richardsona, który w poprzedniej GP na Millennium był trzeci. Najbardziej spektakularne zwycięstwo Jonsson odniósł na koniec trzeciej serii. Spóźnił bowiem start z wewnętrznego pola i dał się zamknąć na pierwszym wirażu. na prostej szybko jednak minął innego późniejszego półfinalistę Antonio Lindbaecka, na drugim okrążeniu przeszedł atakiem przy krawężniku Tomasza Chrzanowskiego. Tracił wówczas 20 metrów do Tomasza Golloba. Zbliżał się do niego z każdym przejechanym wirażem i prostą. W końcu Gollob na ostatnim okrążeniu pojechał zbyt szeroko, a na to tylko czyhał Szwed i ku rozpaczy polskich fanów na mecie miał nad Gollobem przewagę motocykla. Jonssonowi nie wyszedł w rundzie zasadniczej tylko XIV wyścig, gdy po nieudanym starcie z najgorszego drugiego pola (na 23 biegi, z tego miejsca wygrał tylko Hans Andersen) nie miał szans dogonić Davida Norrisa i Jasona Crumpa (nie liczył się poobijany Ryan Sullivan, który za chwilę wycofał się z ostatniego biegu). Pierwsze miejsce po 20 wyścigach przypieczętował zwycięstwem nad innymi, pewnymi już miejsca w półfinale rywalami - Rickardssonem, Andersenem i Bjarne Pedersenem. Wszystkich zamknął w pierwszym wirażu po błyskawicznym starcie z akurat bardzo korzystnego tego wieczora trzeciego pola.

Przed półfinałem Jonsson wybrał - jako pierwszy - tor pod bandą. Myślał, że go poniesie na przyczepnej nawierzchni po awans do finału. Niestety, spóźnił start, uciekli Duńczycy B. Pedersen i Andersen, a Jonsson do końca walczył - bezskutecznie - o trzecią lokatę z Lindbaeckiem. Ostatecznie został sklasyfikowany na piątym miejscu - miał najwięcej punktów spośród tych, którzy odpadli w półfinałach (Lindbaecka, Golloba i Scotta Nichollsa).

W klasyfikacji generalnej cyklu Jonsson przesunął się na 12. pozycję. Przed nim 25 czerwca drugi z kolei - i ostatni - turniej na czasowym torze, na kopenhaskim Parken. Wcześniej jednak, w najbliższą niedzielę spróbuje z bydgoskimi żużlowcami pokonać w ligowym meczu mistrzów Polski z Unii Tarnów - z Rickardssonem i braćmi Gollobami na czele.

Liczby GP

38460

widzów w Cardiff to rekordowa frekwencja na turnieju finału IMŚ od 24 lat (wtedy na Wembley było 72 769 kibiców)

12

razy (niechlubny rekord tego cyklu) zawodnicy upadali na tor Millennium Stadium