Po zwycięskim meczu bydgoskich żużlowców

W Zielonej Górze - można rzec ironicznie - zwyciężyło piękno sportu. Piękno, bo wygrał osłabiony zespół Budleksu/Polonii skazywany na porażkę. Ironicznie, bo żużlowy mecz odbył się w anormalnych warunkach torowych

- To jest sport. Wszyscy mają równe szanse. Tor jest równy dla wszystkich - to jedne z ulubionych, oklepanych zwrotów najlepszego polskiego żużlowca Tomasza Golloba przed zawodami. W niedzielę w Zielonej Górze szanse nie były wyrównane, bo ZKŻ Kronopol pierwszy raz pojechał w pełnym składzie z wracającym po kontuzji Rafałem Okoniewskim (po złamaniu nogi i rehabilitacji powinien jednak dać sobie jeszcze spokój ze startem na tak ciężkim torze jak przedwczoraj), a wśród bydgoszczan zabrakło chorego najlepszego żużlowca całej ligi'2004 Andreasa Jonssona. Potem okazało się, że po opadach warunki na torze - z błotnistą, śliską nawierzchnią - były sprzymierzeńcem głównie polonistów. To oni z reguły wygrywali straty i gdyby mieli więcej szczęścia (defekt Piotra Protasiewicza, upadek Krystiana Klechy, kłopoty z opanowaniem motoru przez zabłoconych Michała Robackiego i Krzysztofa Buczkowskiego), kilka biegów wygraliby po 5:1 i sukces w meczu zapewnili sobie wcześniej niż w ostatnim wyścigu.

Mecz najsłabszej drużyny ekstraligi (ZKŻ, który przegrał ósmy raz z rzędu) z drużyną walczącą o jak najkorzystniejszą pozycję przed ćwierćfinałami (Budleksem/Polonią) trzymał wprawdzie w napięciu do ostatniego biegu, ale był tak naprawdę antyreklamą żużla. - Kto wygrał start, częstował 20 kilogramami błota jadących z tyłu - komentował po meczu krajowy lider ZKŻ Piotr Świst, bardzo niezadowolony z tego, że działacze jego klubu - wietrząc szansę na zwycięstwo nad gośćmi bez Jonssona - naciskali na rozegranie meczu, ryzykując zdrowie zawodników. - Jakby puścić ten mecz w telewizji, oglądający ludzie zniechęciliby się do żużla. Po starcie do wyprzedzeń dochodziło tylko wtedy, jak ktoś zrobił błąd, za bardzo się rozpędził i "płynął" pod bandę. Często się tak zdarzało, więc to był mecz przypadków - wtórował prezes BTŻ Bogdan Sawarski. Ci odważni, którzy odkręcali gaz i zarazem płynnie technicznie pokonywali cztery okrążenia, to Robert Sawina, Protasiewicz, Krzysztof Buczkowski, Michał Robacki, Krystian Klecha czy Nicki Pedersen. Mariusz Staszewski próbę szarży przypłacił zderzeniem z bandą i potłuczeniami. Pedersen, choć ryzykował i w czterech startach zdobył 9 pkt, okazał się antybohaterem gospodarzy. Odmówił bowiem startu w ostatnim biegu, kiedy drużyna potrzebowała zwycięstwa Duńczyka na miarę utrzymania zwycięstwa w całym meczu. - Powiedział, że nie ma już siły i bolą go nadgarstki. Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek usłyszę coś takiego od takiej klasy zawodnika - zdradził menedżer ZKŻ Jarosław Szymkowiak. Prezes ZKŻ Robert Dowhan rozumie natomiast postawę Duńczyka. - Zawodnikowi odnowiła się kontuzja ścięgien, operowanych w zimowej przerwie nadgarstków - powiedział. - Przecież on po dwóch okrążeniach nie miał siły jechać dalej. W parkingu lekarze robili mu okłady z lodu, ale to nic nie dawało. Nie możemy mieć pretensji do żużlowca, który walczy z bólem - tłumaczy Dowhan Duńczyka.

Pretensji do sędziego międzynarodowego Marka Wojaczka nie mieli natomiast poloniści o to, że odebrał im w X biegu dwa punkty (zamiast 5:1 było 4:2). Przypomnijmy, że Alan Marcinkowski na ostatnim wirażu uderzył w Pedersena, sam upadł, a Duńczykowi tak utrudnił jazdę, że na drugim miejscu - za mijającym już metę Protasiewicza - bieg ukończył ostatni do tego momentu Robacki. Po biegu wykluczył Marcinkowskiego i przyznał 2 pkt Pedersenowi. - Mógł tak postąpić zgodnie z regulaminem, bo działo się to na ostatnim łuku - wyjaśnia kierownik drużyny Budleksu/Polonii Andrzej Polkowski. - Nie ma tutaj mowy o odpowiedzialności zbiorowej, tzn, że obaj uczestniczący w kolizji byli z tego samego klubu. Zawodnik utrudnił jazdę drugiemu na ostatnim łuku do tego stopnia, że ten drugi stracił zajmowane miejsce. Sędzia miał więc prawo wykluczyć Marcinkowskiego i zaliczyć kolejność sprzed zdarzenia, pomijając juniora ZKŻ - dodaje. Całe szczęście dla bydgoszczan, że decyzja Wojaczka po tej sytuacji, nie miała wpływu na losy meczu i nie kosztowała Budleksu/Polonii zwycięstwa.

Teraz poloniści - na pewno podbudowani wyjazdowym sukcesem - mają dwa tygodnie przerwy (w weekend jest Grand Prix Wielkiej Brytanii w odległym Cardiff, a nazajutrz mistrzostwa Europy par w Gdańsku) przed prestiżowym meczem z Unią Tarnów braci Gollobów. Do pełni szczęścia brakuje triumfu nad mistrzem Polski i to przynajmniej 49:41 (w Tarnowie było 48:42 dla "Jaskółek"), by w trzecim kolejnym dwumeczu zdobyć punkt bonusowy - być może na wagę udziału w rozgrywce o medale.

TEN OSTATNI RAZ

Miesiąca zabrakło, by aż dwa lata dzieliły już od ostatniego zwycięskiego meczu polonistów poza Bydgoszczą. 6 lipca 2003 wygrali w Gdańsku z Wybrzeżem 48:42. Wtedy jeszcze - ostatni sezon - jeździli z gryfem na plastronie bracia Gollobowie oraz Australijczyk Todd Wiltshire. Bydgoszczanie objęli prowadzenie po IV biegu i już go nie oddali. Odskoczyli nawet na 8 pkt (34:26 i 40:32 po dwóch kolejnych remisach). Gdańszczanie w XIII wyścigu wygrali podwójnie (para Laukkanen-M. Cieślewicz nie dała szans Jackowi Krzyżaniakowi). Poloniści nie dali sobie wyrwać zwycięstwa: najpierw Wiltshire dowiózł remis, a na koniec tylko Tomasz Chrzanowski przedzielił braci Gollobów (wcześniej jak jedyny pokonał T. Golloba). Mecz był bardzo dramatyczny. Obojczyk po upadku z własnej winy złamał Mirosław Kowalik, a w trakcie X biegu omal nie doszło do tragedii, bo na tor - gdy o zwycięstwo ścigali się T. Gollob i Chrzanowski - wbiegli gdańscy pseudokibice, uciekający przed fanami Polonii po tym, jak próbowali gościom ukraść klubową flagę.

LOTOS - PLUSSSZ/POLONIA 42:48

Lotos: Chrzanowski 12 (3, 1, 2, 2, 2, 2), T. Cieślewicz 5 (1, 2, 0, w, 2), Fajfer 3 (2, w, -, 1), Kościecha 5 (w, 2, 2, 1, 0), Laukkanen 6 (2, 0, 1, -, 3), Giżycki ns, M. Cieślewicz 10 (1, 2, 2, 2, 2, 1), Duszyński 1 (1)

Plusssz/Polonia: T. Gollob 14 (2, 3, 3, 3, 3), Kowalik (0, -, w), Wiltshire 11 (1, 1, 3, 3, 3), Robacki 8 (3, 3, 1, 1, d), J. Gollob 13 (3, 3, 3, 3, 1), Umiński 0 (0, 0, u, 0, 0), Krzyżaniak 2 (1, 0, 1)