Praski: Liga Mistrzów to zadanie, a nie sen

- Wisła to profesjonalny klub, który nie marzy, nie śni, tylko konsekwentnie realizuje założone cele. A awans do Champions League to nasze główne zadanie. Co więcej, jest ono dla Wisły realne - zapewnia ?Gazetę? przewodniczący Rady Nadzorczej Wisły SSA Hubert Praski.

Po zdobyciu przez Wisłę mistrzostwa Polski poprosiliśmy o wywiad właściciela klubu Bogusława Cupiała. Prezes woli pozostać w cieniu i przekazanie swoich celów i zamiarów powierzył prezesowi Rady Nadzorczej Wisły i wiceprezesowi RN Tele-Foniki, Hubertowi Praskiemu.

Michał Białoński: Proszę zdradzić, czy prezes Cupiał nadal chce się pozbyć udziałów w Wiśle?

Hubert Praski: Tak, ale pod trzema mocnymi warunkami. Po pierwsze, ewentualnym nabywcą musi być potężna i stabilna finansowo firma. Po drugie, nowy właściciel ma zagwarantować Wiśle walkę o najwyższe cele. Po trzecie, Tele-Fonika Kable spodziewa się zwrotu poniesionych na klub nakładów. Byłoby mile widziane, gdyby kandydat na przejęcie akcji Wisły miał doświadczenie w sporcie, a najlepiej w piłce nożnej.

Sto milionów zł na zakup Wisły mógłby wydać tylko polski Abramowicz. Tymczasem jedynym, kogo można tak określać, jest... Bogusław Cupiał.

- Stać na to niejedną zagraniczną firmę. Sęk w tym, że taką może przyciągnąć do Krakowa tylko spektakularny sukces. Nie tylko dominacja w Polsce, ale gra w Lidze Mistrzów czy inne osiągnięcia w europejskich pucharach.

W tej chwili nie ma chętnego na kupienie akcji Wisły, ale po meczu z Górnikiem (kibice krzyczeli do trenera Wernera Liczki i prezesa Janusza Basałaja "wypier..." - przyp. red.) rozważane są inne formy odejścia Tele-Foniki z klubu. Oczywiście przy zachowaniu trzech podstawowych założeń, o których wspomniałem.

Czy po zimowych i ostatnich przejściach Wisła śni jeszcze o Lidze Mistrzów?

- Wisła to profesjonalny klub, który nie marzy, nie śni, tylko konsekwentnie realizuje założone cele. A awans do Champions League to nasze główne zadanie. Co więcej, jest ono dla Wisły realne. Skoro Sparta Praga i Rosenborg mogą tego dokonać, to my również. Nie możemy sobie pozwolić tylko na powtórkę z Valerengi i Dynama Tbilisi [Wisła odpadła z tymi rywalami w I rundzie Pucharu UEFA - red.]. Nie muszę chyba dodawać, że naszym świętym obowiązkiem jest permanetne zdobywanie mistrzostwa Polski.

Chcecie grać w Lidze Mistrzów, dysponując najsłabszym składem w historii spółki?

- Nie zgadzam się, że jest najsłabszy. Jest na pewno inny, ale czy Radosław Majdan jest słabszy od Artura Sarnata czy Angela Huguesa [poprzedni bramkarze Wisły - red.]? A Tomasz Kłos jest gorszy od Bogdana Zająca czy Maciej Stolarczyk od Grzegorza Kaliciaka? Drużyna jest w trakcie przebudowy. Pokolenie Macieja Żurawskiego odchodzi. Chociaż zrobiliśmy i robimy wszystko, żeby zatrzymać Maćka w Wiśle, to mentalnie już go tu nie ma. Jego decyzja jest taka, że absolutnie chce odejść. Nie możemy powiedzieć: "kategorycznie nie", bo Żurawski jest piłkarzem niesłychanie zasłużonym dla naszego klubu.

Z drugiej strony, jeśli odejdzie Żurawski, szansę gry dostanie Paweł Brożek. Zostanie Żurawski, Brożek będzie musiał przesiedzieć w rezerwie kolejny rok, a to może zniszczyć jego karierę. A przecież w opinii wielu fachowców jest największą nadzieją polskiej piłki.

Proszę zauważyć, że dzięki temu, że odszedł Gorawski, pojawił się u nas Kuba Błaszczykowski. Gdybyśmy Gorawskiego nie sprzedali do Rosji, nie byłoby u nas Błaszczykowskiego, a już teraz niektórzy mówią, że po pięciu, sześciu meczach ten chłopak jest lepszy od Gorawskiego. Rozumiem żale kibiców, bo choć w piłkarskim biznesie nie wolno się przywiązywać do nazwisk, ja również się do nich przywiązuję.

Latem przyjdą Jean Paulista i Konrad Gołoś.

- Interesują nas przede wszystkim zawodnicy, którzy realizują założenia taktyczne, agresywnie walczą przez 90 minut. Takich szukamy. Mamy już dosyć pięknych meczów i pięknych porażek. Tworzenie drużyny, której gwiazdy świecą tylko na polskim poletku nie ma sensu. Wisła jest budowana pod kątem sukcesów europejskich. Tylko w konfrontacji z zagranicznymi zespołami może pokazać swoją wartość.

Ale i tak wprowadziliście ostatnio program oszczędnościowy. Po sprzedaży Damiana Gorawskiego i Mirosława Szymkowiaka na zasadzie wolnego transferu zatrudniliście Radosława Sobolewskiego, a Jakub Błaszczykowski kosztował tylko 70 tys. zł.

- Zapewniam Pana, że nie było tak, iż opracowaliśmy budżet, a dopiero do niego dopasowaliśmy koncepcję, tylko na odwrót: stworzyliśmy koncepcję i wyposażyliśmy ją we właściwy budżet. To nie jest tak, że spółka-matka Wisły - Tele-Fonika mówi: "Macie dwadzieścia parę milionów i bawcie się za tyle", tylko w pierwszej kolejności profesjonalnie ustalamy cele, dobieramy do nich właściwą strategię, zawodników i wyposażamy w odpowiedni budżet. Jest różnica między oszczędnością a racjonalizacją wydatków. Po co mamy tracić 35 mln zł, gdy to samo możemy osiągnąć za 25 mln zł. Co nie znaczy, że gdyby zaszła taka potrzeba, nie moglibyśmy zapewnić klubowi większej kwoty.

Sobolewski przyszedł wprawdzie za darmo, ale proszę mi pokazać piłkarza z naszej ligi, który na środku pomocy grałby jak on, choćby nie wiem, ile kosztował. Niedawno w "Piłce Nożnej" Radek został uznany za najlepszy transfer w ekstraklasie.

Na kim się wzorujecie przy tworzeniu klubowej strategii?

- Z jednej strony przykładem dla nas powinny być nie Real i Manchester, ale Sparta Praga i Rosenborg. Nie mają mocniejszego potencjału kadrowego, ale wykazują się konsekwencją taktyczną i osiągają swoje cele. Staramy się czerpać też z doświadczeń Liverpoolu, który nie stawia na drużynę gwiazd, tylko na dyscyplinę taktyczną. Przy zachowaniu odpowiednich proporcji, pod względem koncepcji kadrowej bliższa nam jest Chelsea niż Real Madryt.

Czy w myśl tej strategii Wisła ma zagrać w Lidze Mistrzów już w tym roku? A może wystarczy tylko nazbierać sobie punktów w Pucharze UEFA, by za rok z pozycji rozstawionej walczyć o Champions League?

- Co roku walczymy o Ligę Mistrzów. Trzeba sobie jednocześnie zdać sprawę, że drużyna jest w trakcie przebudowy.

Czyli nic się nie stanie trenerowi Liczce, jeśli nie awansuje w sierpniu do LM?

- Każdy trener Wisły podlega weryfikacji za wyniki i styl gry. Czy to będzie Kasperczak, czy Liczka, czy nawet Mourinho, będzie podlegał ocenie według tych samych kryteriów.

Ostatnio długo rozmawialiśmy z trenerem Liczką. Muszę powiedzieć, że miałem kontakt z wszystkimi jego poprzednikami i nikt jeszcze nie mówił tak rozsądnie, nie imponował skromnością. Do tej pory słyszeliśmy: "Macie tu wypaloną ziemię", "Nie ma nic - ani bazy, ani drużyny", "Trzeba wszystko od nowa". Liczka mówi, że w Wiśle jest wszystko poukładane jak należy, są świetni piłkarze i brakuje tylko prawdziwego sukcesu, a za jego osiągnięcie on bierze odpowiedzialność. Gdy zapytaliśmy go, o ile Wisła jest słabsza od Sparty Praga, powiedział: "Mamy lepszych piłkarzy, ale gorszą drużynę" i obiecał, że za rok będziemy mieli taki zespół jak Sparta.

Nawet najlepszy trener nie pomoże, jeśli nie będzie szczęścia w losowaniu na ostatecznym etapie eliminacji Ligi Mistrzów.

- Zgadza się. Oczekujemy jednak, że ta drużyna, z tym trenerem zostawi na boisku całe serce i zdrowie, nawet gdybyśmy trafili znowu na równie mocny zespół jak Real Madryt. Poprzedni zespół Wisły tego nie gwarantował. Jak należy walczyć z Realem, pokazał nam Bayer Leverkusen.

Od 1999 r. najłatwiej i najszybciej zdobyliście mistrzostwo Polski. Jak w takim razie, po sezonie w słabej lidze, wspiąć się na wyżyny w dwumeczu III rundy eliminacji?

- Równie dobrze można powiedzieć, że to Wisła była mocna, a nie liga słaba.

Ale dawno drugi i trzeci zespół na wyścigi nie gubiły punktów, jak w tym wypadku Legia i Groclin.

- Mamy stabilizację finansową i kadrową. Przeciwnicy w tym nam nie dorównują.

Udało się odbudować atmosferę po grudniowych zawirowaniach, gdy w Wiśle doszło do zmiany trenera, a właściciel klubu ogłosił, że odchodzi?

- Wydawało się, że idziemy w dobrym kierunku. Wygrana z Cracovią, historyczne zwycięstwo we Wronkach, to są te kroki, które wszyscy obiektywnie patrzący na Wisłę powinni zauważyć. Tymczasem podczas meczu z Górnikiem Zabrze, gdy zapewnialiśmy sobie trzecie z kolei mistrzostwo Polski dochodzi do sytuacji, którą można by pokazywać na całym świecie jako zupełne kuriozum. Zdobycie trzeciego z kolei mistrzostwa kończy się zbiorowym obrażaniem trenera i prezesa klubu. Ludzi, których właściciel niejako namaścił na te stanowiska. Jesteśmy zdegustowani tą sytuacją wszyscy: właściciel, rada nadzorcza, piłkarze.

Dlaczego kibice tak mogli zareagować?

- Trudno odpowiedzieć jednoznacznie. Wydaje się, że poza klubem jest grono osób, którym zależy na tym, aby atmosfera w Wiśle była zła.

Z dziennikarzami współpracuje nam się generalnie bardzo dobrze, ale istnieje niewielka grupa, która notorycznie spekuluje i szuka na siłę sensacji. Tworzy fakty. Najlepszym przykładem jest paradoksalna sytuacja, do jakiej doszło ostatnio. Zmiana w strukturze obsługi prawnej Tele-Foniki, która pozostaje pod moim nadzorem w ramach rady nadzorczej, była powodem do spekulacji jednej z lokalnych gazet na temat zmian w składzie sztabu trenerskiego i zarządu Wisły. Z jednej strony, jak się coś takiego czyta, trudno się nie śmiać, ale z drugiej - czy służy to poprawie atmosfery? Gdzie rzetelność takiej informacji?

Nic jednak nie poprawia atmosfery tak, jak wyniki sportowe, a te Wisła osiąga. Nasz klub stanowi o sile reprezentacji Polski, a po Macieja Żurawskiego zgłosiło się kilka znanych zespołów.

Czy wiara w Liczkę nie została zachwiana po tym, jak jego zespół został rozgromiony przez Legię 5:1?

- Trzeba pamiętać, że drużyna jest w trakcie przebudowy, zmieniamy system gry.

Z Legią w Warszawie zawsze ciężko nam się grało. Proszę sobie przypomnieć, że w zeszłym sezonie przegraliśmy 1:4 w momencie, gdy nie było mowy o rozstrzygnięciu walki o mistrzostwo, jak tym razem. Wtedy jechaliśmy do Warszawy jako wicelider, a po porażce spadliśmy na czwarte miejsce i nikt nie domagał się głowy trenera Kasperczaka, podobnie jak po dwóch jego porażkach ze słabą Odrą w Wodzisławiu. Trzeba też powiedzieć, że tak wysokiej porażki 1:5 się nie zapomina, ale bądźmy profesjonalistami. Na uczciwą weryfikację dokonań Wernera Liczki przyjdzie jeszcze pora. Podsumujemy wtedy wszystkie plusy i minusy. Proszę pamiętać, że przegrał dopiero pierwszy mecz [rozmawialiśmy przed porażką 1:3 z Lechem - red.]. A przed nim osiągał niezłe wyniki. Wystarczy porównać derby Krakowa rozegrane na naszym stadionie jesienią do ostatnich, które odbyły się na boisku Cracovii. Na Reymonta Wisła grała w o wiele mocniejszym składzie niż w rewanżu. I co? Zaledwie zremisowaliśmy, grając w jedenastu na dziesięciu. A na stadionie Cracovii gospodarze mieli niewiele do powiedzenia i praktycznie poza pierwszym kwadransem nie stworzyli żadnej sytuacji bramkowej.

Czy po wydarzeniach z meczu przeciwko Górnikowi, Wisła może mieć jeszcze dobre relacje z kibicami?

- Mimo wszystko w to wierzę. Ale kibice powinni się zastanowić nad sobą. My również musimy pomyśleć nad tym, w jaki sposób wyeliminować równie skandaliczne incydenty ze stadionu.

Każdy ma prawo do własnych poglądów, ale wyrażać je trzeba w sposób elegancki. Wulgaryzmów, zwłaszcza pod adresem pracowników Wisły nie będziemy akceptować. Chcemy być klubem elitarnym pod każdym względem: sportowym i kibicowskim. Dotychczas się to udawało. Kibice do meczu z Górnikiem zachowywali się niemal zawsze wzorowo.

Jaką część premii za mistrzostwo Polski dostanie Henryk Kasperczak, który przyczynił się do tego tytułu?

- Kontrakt gwarantował mu premię pod warunkiem, że będzie prowadził zespół do momentu zdobycia mistrzostwa. Poza tym myślę, że i tak niemałą sumę wpłacamy co miesiąc na konto trenera Kasperczaka.