II liga: ŁKS - Radomiak 2:1

Dwa kardynalne błędy w defensywie spowodowały, że będąc zespołem zdecydowanie lepszym, Radomiak Radom musiał przełknąć w Łodzi gorycz porażki. Szkoda, że wrażenia z tego emocjonującego meczu zepsuło naganne zachowanie piłkarzy gospodarzy i łódzkiej publiczności

Mimo panującego upału spotkanie rozgrywane było w dużym tempie i stało na niezłym poziomie. Gdyby nie jego końcówka, można by powiedzieć nawet, że było bardzo dobre. Niestety, na trzy minuty przed upływem regulaminowego czasu gry nad sytuacją zupełnie nie zapanował sędzia pojedynku Robert Setla. Zaczęło się od tego, że niespodziewanie usunął z boiska napastnika Radomiaka Macieja Lesisza. Za co? - Za uderzenie rywala w plecy - wyjaśniał arbiter. - Tylko go lekko dotknąłem - zarzekał się Lesisz.

Kilka chwil później Abela Salami poturbował Zdzisław Leszczyński i stało się jasne, że musi otrzymać czerwoną kartkę. Zanim sędzia po nią sięgnął, piłkarzom puściły nerwy. Doszło do przepychanek, a łódzcy kibice nie po raz pierwszy zaczęli wyzywać pomocnika gości Macieja Terleckiego. Skandalicznie w tej sytuacji zachował się lider ŁKS-u Igor Sypniewski, który zaczął publice bić brawa i gestami zachęcać do dalszych okrzyków. Po meczu wyraźnie zaskoczony pytaniem o swoje zachowanie zaprzeczał. - Znam Terleckiego i go szanuję. Ja tylko zachęcałem kibiców do dopingu - tłumaczył. Gestów swojego podopiecznego nie chciał komentować trener ŁKS-u Dragan Dostanić. - Sypniewski to świetny piłkarz, co wy od niego chcecie - rzucił w stronę dziennikarzy, jakby nie zrozumiał pytania. - Nie będę tego komentował - dodał jednak po chwili. Jeszcze gorzej zachował się bramkarz gospodarzy Bogusław Wyparło, rzucając się z pięściami na Terleckiego. Ten ostatni stwierdził nawet, że golkiper z Łodzi uderzył go głową. - Terlecki przez cały mecz nas prowokował - wypalił później Wyparło. Czym? - Słowami - odparł. Czy to usprawiedliwia chęć Wyparły do rękoczynów?

Po meczu zachowujący się jak w amoku tłum nadal ubliżał Terleckiemu. Jeden z "kiboli" nawet wdarł się na murawę i chciał uderzyć piłkarza Radomiaka. Powstrzymała go ochrona, ale kolejni pseudokibice czekali przy tunelu. Wiszącemu w powietrzu nieszczęściu zapobiegła dopiero zdecydowana reakcja kierownika ŁKS-u Jacka Żałoby, który powstrzymał napastników.

Po ostatnim gwizdku sędziego najbardziej niepocieszonym człowiekiem był trener Radomiaka Mieczysław Broniszewski. Podkrążone oczy, blada cera, pochylona sylwetka - szkoleniowiec "zielonych" wyglądał, jakby stracił najbliższą osobę. - Jak to się mogło stać? - zachodził w głowę. - Mogliśmy mieć teraz 32 punkty i wyjść ze strefy barażowej - żałował. Jego rozgoryczenie było w pełni uzasadnione, bo goście przez większą część meczu przeważali, stwarzali sytuacje podbramkowe, oddawali strzały, walczyli do upadłego. Wszystko na nic. - Do gry rzeczywiście nie można się przyczepić - oceniał kolegów kontuzjowany pomocnik Radomiaka Jacek Kacprzak. - Zabrakło jedynie skuteczności i piłkarskiego szczęścia - stwierdził.

Ze zdaniem Kacprzaka trzeba się zgodzić, ale o porażce "zielonych" zadecydowały w głównej mierze dwa potworne błędy w obronie. Już na początku meczu Nikołaj Branfiłow wszedł wyprostowaną nogą w Arkadiusza Mysonę, za co zarobił żółtą kartkę, a ŁKS rzut wolny. Rafał Niżnik wrzucił piłkę w pole karne, a nieobstawiony Robert Łakomy skierował ją do siatki. - Zawalił Adam Bała, który powinien ubiec Łakomego - zawyrokował Broniszewski.

Minął nieco ponad kwadrans, a szkolną gafę popełnił Tomasz Brzyski, podając piłkę pod nogi Niżnika. Ten "uruchomił" Sypniewskiego, który mimo interwencji Pawła Gałczyńskiego skierował futbolówkę wprost w okienko radomskiej bramki.

Radomianie nie odpuścili. Niczym dobermany spuszczone ze smyczy rzucili się na rywala. Niespodziewanie lepiej radzili sobie w środku pola (Terlecki i Raimondas Vileniskis), bo po karygodnym błędzie Brzyski nie mógł odnaleźć się już do końca pojedynku.

W zespole gości na listę strzelców powinni wpisać się wielokrotnie: Salami, Bała, Terlecki, Zbigniew Wachowicz i Grażvydas Mikulenas. Ten ostatni jeszcze przed przerwą zdołał wepchnąć piłkę do bramki rywala, ale później radomscy kibice mogli skupić się tylko na liczeniu zaprzepaszczonych szans.

BRAMKI

n ŁKS: Łakomy (4. - głową, po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Niżnika), Sypniewski (24. - w sytuacji sam na sam).

n Radomiak: Mikulenas (35. - dobitka, po uderzeniu piłki głową w poprzeczkę przez Terleckiego).

SKŁADY

n ŁKS: Wyparło - Łakomy Ż, Leszczyński CZ, Sierant (83. Wodniok), Centkowski, Kłus Ż, Łochowski, Niżnik, Mysona (88. Kljajević), Nuckowski (72. Sotirović), Sypniewski.

n Radomiak: Gałczyński - Sadzawicki, Branfiłow Ż (75. Barzyński), Wachowicz, Brzyski, Cieciura (81. Grudzień), Vileniskis, Terlecki, Bała (72. Lesisz CZ), Mikulenas Ż, Salami.

n Sędziował: Robert Setla (Katowice).

ŁKS - RADOMIAK