Tomasz Frankowski: Szeroko i z polotem

Dwie efektowne bramki zdobył ?Łowca Bramek? z Zagłębiem. Od 70. minuty myślał już o derbach.

Michał Białoński: Tak dobra druga połowa Wiśle nie zdarzyła się już dawno.

Tomasz Frankowski: Przede wszystkim już w pierwszej połowie mecz się nam dobrze układał. W końcu zaczęliśmy stwarzać dobre sytuacje, grać szeroko, szybko i z polotem. Nie było skuteczności. Wszystko zmieniła ta druga połowa. Ważne były szybko strzelone dwa gole.

Co się stało na początku meczu? Upadł Pan, będąc w dogodnej sytuacji.

- Powinien być rzut karny. Z całą pewnością byłem faulowany. Obrońca Zagłębia popchnął mnie od tyłu, nie miał zamiaru atakowania piłki. Z panem Siedleckim [sędzia tego spotkania - przyp. red.] mamy zatargi już od meczu w Katowicach, kiedy ewidentnie nas skrzywdził. Teraz niepotrzebnie prowokował sytuacje, jak w końcówce, gdy pokazał kartkę Maćkowi Żurawskiemu, a przecież Maciej na to nie zasłużył.

Jest Pan zadowolony z pierwszej połowy, a przecież Zagłębie się w niej dobrze broniło i nic nie zapowiadało gradu goli. Nie bał się Pan, że będzie bezbramkowy remis?

- Zagłębie dobrze blokowało naszą prawą stronę, a lewą "odpuszczało". Nie mieliśmy obaw, bo sytuacje stwarzaliśmy i sądziliśmy, że przynajmniej jedną bramkę na wagę zwycięstwa strzelimy.

Przy pierwszej bramce dosyć długo Pan zwlekał ze strzałem.

- Strzelałem na siłę, ponieważ na treningach w zeszłym tygodniu przyłożyliśmy się do ćwiczenia uderzeń z woleja. Widać, że dało to skutek.

Czy w trakcie tego spotkania myśleliście już o derbach?

- Około 70. minuty zacząłem myśleć o spotkaniu z Cracovią. Nie chciałem już forsować tempa, bo zdarzyło się już tak - bodajże w Lubinie, że do końca atakowaliśmy, walczyliśmy o kolejne bramki, a kilka dni później w Tbilisi zabrakło nam poweru i przegraliśmy z Dinamem.