Kabaret starszych panów

Niezapomniane skecze mistrzów Wasowskiego i Przybory wypełniał czasem gorzki humor. Niedzielna porażka Wisełki, mimo że spodziewana, była bardzo cierpka. Wyjątkowy w Płocku początek ligowej wiosny zbudził nasze nadzieje na - wynik. Ostatnie niepowodzenia tonują nastroje. A my żałujemy tym bardziej, że nasze apetyty były do zaspokojenia.

Jeden z dzisiejszych bohaterów łęcznian Grzegorz Wędzyński powiedział po meczu swojej drużyny z Legią, że warszawianie są znacznie gorsi niż przed laty, kiedy to on kopał w tym klubie futbolówkę. Wtedy to, z ekipami klasy Łęcznej - prawił "Wędzonka" - zaczynaliśmy na Legii liczyć wynik od 3:0.

Nie wiem, kiedy Wędzyński zaczął liczyć wynik w niedzielę, ale punkty zdobyła tylko jego drużyna. Wisła zagrała po raz kolejny tak, że powróciły pytania o jej faktyczną klasę. Czy jesteśmy drużyną dobrą tylko dlatego, że gramy w słabej lidze, czy po prostu wreszcie prezentujemy obiektywnie dobry poziom?

W niedzielę polegliśmy w potyczce z drużyną bardzo przeciętną, która nie ma żadnych perspektyw. Ton jej grze nadaje kilku starszych panów "kopaczy". Oczywiście doświadczenie w piłce nożnej jest istotne (w Łęcznej na pewno na wagę złota), jednak nie jest to dyscyplina tylko dla starych wyg. W każdej z najlepszych lig świata coraz więcej do powiedzenia mają młodzi zawodnicy. W Wisełce jest kilku takich, jednak w niedzielę przegrali z nudną rutyną. Strasznie szkoda tego wyniku, bo Łęcznej nic on nie przyniesie, a nam przyprawi wiele trosk. Górnik nie spadnie z ligi, ale i nie awansuje do europejskich pucharów. Wisła w tym samym czasie (chyba mimo wszystko perspektywiczna drużyna) utknie w środku tabeli, czyli znowu będzie nigdzie.

A czas biegnie. Nim się obejrzymy, to taki młody i ponoć znakomity Wahan Geworgian, już jako rutyniarz bez sukcesu, będzie filarem grającego w szarą kratkę klubu. Ten zawodnik nie ma siedemnastu lat, ale bite dwadzieścia trzy. Jeśli nie dostanie nowego impulsu, kariery nie zrobi. Tak samo jest w przypadku innych naszych młodych znakomitości. Geworgian jest jednak symbolem. To właściwie chłopak stąd, utalentowany i lubiany. Wielu z nas nie spało tej pamiętnej letniej nocy, by zobaczyć, jak debiutuje w kadrze Polski. Wszedł w 90. minucie na kilka sekund gry. Byliśmy wtedy dumni. Teraz, po kolejnym zawodzie, bardzo trudno o optymizm. Nie chcemy być w środku, chcemy być w czołówce. Chcemy patrzeć, jak rozwijają się na naszych oczach talenty, jak idą do reprezentacji. W niedzielę zrobili krok w tył, ale jest jeszcze Puchar Polski. Pula nadal otwarta...