Turów Zgorzelec - Prokom Sopot 88:80

PÓŁFINAŁ PLAY-OFF ERA BASKET LIGI. To jeszcze nie koniec rywalizacji Prokomu z Turowem. Beniaminek ze Zgorzelca zagrał najlepsze spotkanie w serii i obronił pierwszego meczbola, ale nadal to mistrz Polski jest o krok od awansu do finału

Po końcowej syrenie w hali trwała feta, jakby gospodarze właśnie awansowali do finału lub przynajmniej odnieśli jakieś kluczowe zwycięstwo, a przecież - obiektywnie patrząc - Turów tylko oddalił egzekucję, bo to mistrzowie Polski nadal pozostają niemalże pewniakami do finału. Mało kogo to jednak obchodziło, w końcu w tej rywalizacji każde zwycięstwo zgorzeleckiego zespołu jest sporym sukcesem. Nic dziwnego, że Chris Young, zanim w końcu dotarł do szatni, najpierw był podrzucany przez kibiców, a później robił sobie z nimi zdjęcia i rozdawał autografy. Trwało to jakiś kwadrans.

Amerykanin z litewskim paszportem rozegrał świetny mecz i był dla wszystkich w Zgorzelcu bohaterem dnia. Rozpoczął od potężnego wsadu nad głowami rywali, a później nie mylił się i spod kosza, i z półdystansu. Spudłował dopiero przy dziesiątej próbie, ale zebrał i dobił. Później został jeszcze raz zablokowany przez Aleksandra Radojevicia, ale w końcówce pewnie wykorzystał dwa rzuty wolne. W całym meczu trafił 11 z 13 rzutów z gry, 4 z 5 wolnych i zaliczył osiem zbiórek. To zdecydowanie jego najlepszy występ w sezonie.

- Bardzo dużo pomagaliśmy przy obwodowych zawodnikach i pozostali mieli wówczas więcej swobody - tłumaczył kłopoty z Youngiem środkowy Prokomu Radojević. - Zwłaszcza przy wejściach Mollinariego podchodziliśmy do niego, a on oddawał, m.in. do Younga. Z czystych pozycji to już łatwo było rzucać.

Mollinari również rozegrał świetne spotkanie, najlepsze w tej serii. Do przerwy był skuteczny, w drugiej połowie doskonale dogrywał piłki kolegom. Praktycznie każda akcja gospodarzy wyglądała tak samo: najpierw były problemy z wyprowadzeniem piłki, a gdy w końcu dostawał ją francuski rozgrywający, do końca akcji pozostawało około 10-12 sekund i nie było już czasu na ustawianie zagrywki. Wszystko pozostawało wówczas w rękach Mollinariego, który mijał pierwszą linię obrony i albo rzucał, albo świetnie odgrywał (11 asyst). Goście nic nie potrafili na to poradzić.

Gdy jednak goście po raz drugi mozolnie odrobili straty (w II kwarcie wygrali fragment 16:1, wykorzystując fatalną grę rezerwowych Turowa) i w 38. minucie po rzutach wolnych odzyskali prowadzenie 77:78, wiele wskazywało na to, że skończy się jak w poprzednich dwóch meczach. Tym razem jednak szczęście było przy gospodarzach, którzy - faulowani - bezwzględnie wykorzystywali rzuty wolne i w ten sposób zdobyli 11 ostatnich punktów. W Prokomie w decydujących momentach zawiedli liderzy: Jagodnik zaliczył dwa niedoloty, natomiast Tomas Pacesas dał sobie wyrwać piłkę.

- Dla takich spotkań warto uprawiać koszykówkę - cieszył się trener Turowa Mariusz Karol. - A dopóki jest szansa, to trzeba wierzyć w sukces.

Teraz Turów musi wygrać w czwartek w Sopocie, ale zdecydowanym faworytem będą rywale.

- Jak zagramy tak jak w pierwszych dwóch spotkaniach, wówczas łatwo pokonamy Turów - uważa Radojević. - To dobry zespół, ale nie tak dobry jak my. Wszyscy w Polsce to wiedzą.

Kwarty: 24:21, 18:27, 25:15, 21:17.

Turów: Young 26, Mollinari 22 (2), Szawarski 9 (1), Bennett 7, Avlijas 4 oraz Machowski 14 (1), Łopatka 6 (1), Laksa 0, Czerwonka 0, Zabłocki 0, Lozancić 0.

Prokom: Jagodnik 18 (1), Wójcik 8 (2), Pacesas 5 (1), Masiulis 3, Maskoliunas 3 (1) oraz Radojević 16, Nemeth 13 (1), Miller 10, Dylewicz 4, Farmer 0, Bacik 0.

Koszykarz meczu: Chris Young.

Stan rywalizacji (gra się do czterech wygranych) - 3:1 dla Prokomu, piąty mecz w czwartek w Sopocie.

DLA GAZETY

Aleksander Avlijas

obrońca Turowa Zgorzelec

Tym razem mieliśmy więcej szczęścia niż w poprzednich spotkaniach. Przede wszystkim jednak byliśmy przygotowani na ich twardą grę. Wiele razy to już podkreślałem - rywale są przygotowani na taką grę po występach w Eurolidze, a my nie, bo w sezonie zasadniczym sędziowie do niektórych kontaktów nie dopuszczają, natomiast w play-off pozwalają na twardszą grę. I w rywalizacji najlepszych drużyn w Polsce musi tak być.

W pierwszych dwóch spotkaniach dobrze grał Wojtek i ja, natomiast reszta zespołu nie i trochę nam zabrakło do zwycięstw. My potrzebujemy trzech koszykarzy na wysokim poziomie w meczu i dwóch-trzech, którzy są tuż za nimi. Dziś to byli Chris Young, Sebastian Machowski, Yann Mollinari i w drugiej połowie Wojtek Szawarski. I to już wystarczyło. W piątek zabrakło ludzi, którzy pociągnęliby grę razem z Yannem i Sebastianem.

Wreszcie skuteczniej zagraliśmy w ataku, ale defensywa ogólnie cały czas jest niezła. Świetnie udało nam się ograniczyć Jagodnika, który wcześniej w ćwierćfinale rzucił w trzech spotkaniach jakieś sto punktów. Przeciwko nam ma problemy. Teraz udało się nam też zatrzymać Adama Wójcika, który narobił nam wiele problemów we wcześniejszych spotkaniach. Trochę odpuściliśmy w defensywie na Jagodniku, ale bardziej uważaliśmy na Adama. Gdy on opuścił parkiet po dwóch przewinieniach, chyba jednak za bardzo się rozluźniliśmy pod koszami i wykorzystał to Radojević. To wszystko kwestia psychiki - jak najlepszy zawodnik rywali siada na ławce, podświadomie czuje się, że teraz będzie łatwiej. Radojević zagrał dobrze, ale na szczęście dla nas Chris rozegrał najlepsze spotkanie ze wszystkich wysokich zawodników.

Teraz szanse wynoszą jakieś 70 procent dla Prokomu, 30 dla nas. Kolejny mecz w Sopocie, ale pokazaliśmy już, że możemy tam grać z nimi na równym poziomie. W drugim meczu prowadziliśmy przecież przez 35 minut. Prokom na pewno nie będzie sobie odpoczywał w piątym spotkaniu.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.