W piątek i niedzielę półfinały Turów Zgorzelec - Prokom Trefl Sopot

Prokom musi się przygotować, że w naszej hali będzie mu się grało zdecydowanie trudniej - zapowiada skrzydłowy Turowa Wojciech Szawarski. - Będzie ciężko, ale chcemy wygrać 4:0 - odpowiada Filip Dylewicz z Prokomu

Kiedy skończył się drugi mecz w Sopocie, pełen walki i wymiany ciosów, trener i koszykarze Turowa byli zadowoleni ze swojej gry, ale dodali od razu, że w ich drużynie są jeszcze spore rezerwy. - Możemy lepiej rzucać za dwa punkty, za trzy też - wyliczał oglądający statystyki Szawarski. - Właściwie wszystko możemy poprawić, we wszystkim możemy być lepsi.

Podobnego zdania był trener Mariusz Karol, który powiedział nawet, że mimo porażki jest szczęśliwy. - Takiej walki oczekiwałem, ale... potrafimy grać znacznie lepiej.

Prokom wygrał dwa pierwsze mecze w Sopocie, ale były one różne. Pierwsze spotkanie Turów oddał bez walki (84:67), w drugim walczył do ostatnich minut (88:78). Gracze ze Zgorzelca zrozumieli, że na stojąco nie da się wygrać z Prokomem, który ma silniejszy skład, większe możliwości. W meczu nr 2 walczyli więc z całych sił. - Ale i tak przegrali - zauważa Dylewicz, bohater spotkania (13 punktów, 9 zbiórek). - Znowu potwierdziło się, że naszym atutem jest wyrównana kadra. W naszej drużynie rezerwowy wcale nie oznacza słabszy.

Zdaniem skrzydłowego Prokomu mistrzów Polski stać na dwie wygrane w Zgorzelcu i zakończenie rywalizacji wynikiem 4:0. - Oczywiście nie będzie to łatwe, ale jeżeli się sprężymy, będziemy skoncentrowani, to jest to jak najbardziej możliwe.

- W Zgorzelcu nikomu nie gra się łatwo, teren jest trudny, gospodarzy gorąco wspierają kibice. Liczę jednak, że zachowany dyscyplinę, będziemy grali w swoim stylu i uda nam się dwa razy wygrać - dodaje rozgrywający Prokomu Tomas Pacesas. Od niego będzie dużo zależeć, bo to głównie on ma wyłączyć z gry lidera Turowa Yanna Mollinariego. W Sopocie Francuz grał słabo, nie mógł sobie poradzić z twardym Pacesasem, którego wspomagali Istvan Nemeth, Darius Maskoliunas czy Mark Miller. Ten ostatni znowu jest w fantastycznej formie z początku roku, znowu czerpie radość z gry, a zespół czerpie z tego korzyści. - Kiedy wróciłem z USA, gdzie leczyłem zatoki, powiedziałem sobie, że już od pierwszego meczu chcę jak najbardziej pomóc drużynie. Już nie pamiętam, kiedy ostatnio grało mi się tak luźno. Nic mnie nie boli, skupiam się tylko na grze - opowiada Miller.

W rundzie zasadniczej Prokom przegrał w Zgorzelcu 85:97, ale grał wtedy bez Millera, Gorana Jagodnika i Andriji Ciricia. - Teraz jest play off, czyli zupełnie inna gra - podkreśla środkowy Prokomu Adam Wójcik. Jemu gra się przeciwko Turowowi znakomicie, co potwierdziły wszystkie cztery mecze w tym sezonie. Wójcik zdobywał w nich kolejno 16, 20, 17 i 21 punktów, co daje świetną średnią 18,5 punktu na mecz. - Nie patrzę na to. Nie jest dla mnie ważne, jaki zawodnik stoi po przeciwnej stronie tłumaczy Wójcik. - W Zgorzelcu chcemy wygrać dwa razy i zapewnić sobie grę w finale. Nie będzie to łatwe, ale na tym właśnie polega gra w półfinale. Zacięta rywalizacja podoba się kibicom i o to właśnie chodzi.

LIDERZY NA RAZIE W CIENIU

Goran Jagodnik to lider Prokomu, Yann Mollinari rządzi w Turowie. Obaj są gwiazdami Era Basket Ligi, ale w dwóch pierwszych meczach obie gwiazdy były w cieniu. Trenerzy Eugeniusz Kijewski (Prokom) i Mariusz Karol (Turów) ustawili swoje zespoły na grę przeciwko liderom i zrobili to dobrze. Krytemu przez Wojciecha Szawarskiego i Sebastiana Machowskiego Jagodnikowi ciężko znaleźć wolne miejsce, kiedy decyduje się już na rzut najczęściej z trudnej pozycji. Ciężkie życie ma również kryty przez Tomasa Pacesasa Mollinari, który popełnia sporo strat, rzuca niecelnie, nie ma miejsca na wejścia pod kosz. Zdaniem trenerów i koszykarzy obu drużyn, Jagodnik i Mollinari mogą się jednak w każdej chwili obudzić, a ich postawa może mieć kluczowe znaczenie dla spotkań w Zgorzelcu.

Goran Jagodnik w dwóch pierwszych meczach: 43 minuty, 12 punktów (4/15 z gry), 14 zbiórek, 1 asysta, 4 straty.

Yann Mollinari w dwóch pierwszych meczach: 73 minuty, 19 punktów (7/22 z gry), 8 zbiórek, 11 asyst, 7 strat.

KTO WYGRA MECZ?

O opinie poprosiliśmy Mirosława Noculaka i Tomasza Jankowskiego, którzy oglądali oba mecze w Sopocie.Mirosław Noculak trener koszykarski, komentator telewizyjnyTurów ma zbyt mało atutów, aby wyeliminować Prokom. Przede wszystkim trener Karol nie ma zmiennika dla Yanna Mollinariego, który musi grać niemal 40 minut. Znam dobrze tego gracza, sprowadzałem go do Polski i prowadziłem przez cały sezon w Noteci Inowrocław. Jego gra opiera się na szybkości i precyzji rzutów. Jeśli jednak gra cały mecz, to traci szybkość, precyzja znika. W końcówce obu meczów w Sopocie wyraźnie opadł z sił. W Turowie zastępuje go Aleksander Avlijas, który jest solidnym graczem, ale nie nadaje się do rozgrywania. Jeśli beniaminek chce choć raz pokonać mistrza Polski, musi zagrać na poziomie, jakiego dotąd nie prezentował. W większym stopniu powinni być wykorzystywani gracze podkoszowi Turowa, którzy mają możliwości, ale nie w pełni je pokazali. Tomasz Jankowski były koszykarz reprezentacji Polski, obecnie komentator telewizyjnyTurów może zapomnieć o awansie do finału, ale może myśleć o wygraniu jednego meczu. Jest taka szansa na własnym parkiecie. Zgorzelecki zespół musi przede wszystkim zagrać tak w obronie, jak w drugim spotkaniu w Sopocie, gdy był bliski zwycięstwa. Koszykarze Turowa wyłączyli wtedy z gry Jagodnika. Muszą jednak poprawić skuteczność w ataku. W Zgorzelcu, gdy Turów będzie grał na dobrze znane kosze, powinno być dużo lepiej. Myślę, że trenerowi Karolowi nie będzie trudno zmobilizować graczy. Po ostatnim meczu atmosfera w zespole była dobra, co podkreślał sam szkoleniowiec. Turów przegrał, ale zagrał dobrze. Zawodnicy mimo porażki podbudowali się psychicznie, co może mieć duże znaczenie.

not. dk