Piłkarskie derby regionu bez bramek

Ekscytujący kibiców czwartoligowy mecz MKS-u Myszków z Rakowem Częstochowa zakończyły się bezbramkowym remisem

Kibice na stadionie w Myszkowie, w tym spora grupa fanów z Częstochowy, nie zobaczyli nadzywczajnego widowiska. W derbach regionu - czego można się było domyślać - dominowała walka na całej długości i szerokości boiska, ale klarownych sytuacji było w sobotę jak na lekarstwo.

- Uważam, że remis jest sprawidliwy - podsumował kapitan Rakowa Krzyszof Kołaczyk. - Dla rywali, którzy cały czas walczą o utrzymanie, punkt z liderem to na pewno jakiś sukces. My też cieszymy się z jednego oczka. Przy porażce GKS-u Tychy powiększyliśmy przecież przewagę do piętnastu punktów.

Oba zespoły grały cofnięte pod własną bramką. Bały się wychylić i zaatakować większą ilością zawodników. Mogło to spowodować kontrę ze strony przeciwników i utratę bramki.

Po pierwszym gwizdku arbitra gospodarze odważnie ruszyli na bramkę strzeżoną przez Grzegorza Cyrulińskiego. W 5 minucie w sytuacji sam na sam znalazł się Sebastian Stemplewski, ale nie wykorzystał najlepszej okazji w meczu na zdobycie bramki.

W początkowym okresie gry przewagę wypracowali sobie gospodarze, którzy na szczęście dla Rakowa strzelali niecelnie. Gra toczyła się głównie w środku boiska. Wśród gości zagrożenie pod bramką Tomasza Stańczyka próbowali stworzyć Piotr Malinowski i Piotr Bański. ,,Malina" w pierwszym swoim strzale próbował zaskoczyć Stańczyka uderzeniem głową, ale brakło celności.

Po zmianie stron aktywniejszą stroną byli bardziej zdeterminowani myszkowianie, którzy muszą szukać punktów dających utrzymanie w każdym meczu. Groźnie pod częstochowską bramką zrobiło się w 53. minucie. Celny strzał z rzutu wolnego oddał Przemysław Szczygieł. Za chwilę po rzucie rożnym również celnie strzelał Stemplewski, ale za każdym razem na posterunku stał Cyruliński.

Podopieczni trenera Andrzeja Samodurowa w ostatnich meczach wygrywali, ale różnicą jednej, góra dwóch bramek. W sobotę w Myszkowie nie zachwycili. Brakowało im pomysłu na skonstruowanie akcji dającej gola. Raków na ataki gospodarzy nie potrafił odpowiedzieć groźną akcją. W stronę bramki MKS-u udało się oddać strzały tylko Malinowskiemu i Rafałowi Popko, który kwadrans przed końcem spotkania zmienił w ataku Tomasza Czoka.

MKS Myszków - KS Raków 0:0

MKS: Stańczyk - Gajecki, Piwoński, Maternik, Grim (.89. Szczepaniak), Jarosz, Majchrzak, Szczygieł, Stemplewski, Kamiński, Sołtysik.

Raków: Cyruliński - Jankowski, Kowalczyk, Sroka (75. Lesik), Ojczyk (56. Rogalski), Kołaczyk, Mastlaerz, Przybylski, Bański (86. Lisowski), Czok (76. Popko), Malinowski

Dla Gazety

Andrzej Samodurow, trener Rakowa: - Według mojej oceny było to brzydkie i nieciekawe spotkanie. Gospodarze zagrali z dużą ambicją i determinacją. Dzięki temu zdobyli jeden upragniony punkt. Obydwie drużyny starały się atakować, ale nieiwele z tego wychodziło. Gospodarze najlepszą sytuację zmarnowali chyba na początku spotkania. Bardzo dobrze wtedy zachował się nasz barmakrz Grzesiek Cyruliński, który wygrał akcje sam na sam. O grze Rakowa nic dobrego nie da się po tym meczu powiedzieć.