Astoria znowu gorsza od Turowa w ćwierćfinale EBL

Drugi mecz i druga zasłużona porażka, znowu w kiepskim stylu. Teraz bydgoscy koszykarze muszą ratować twarz w Łuczniczce, by przedłużyć rywalizację z Turowem w ćwierćfinale Era Basket Ligi

- Zabrakło nam armat. Wczoraj zafunkcjonował Artur Gliszczyński, za dzisiejszą postawę pochwalić mogę tylko Paweł Wiekiera, To za mało, by wygrać - nie krył w poniedziałkowy wieczór w Zgorzelcu trener Astorii Wojciech Krajewski. - Te porażki to nie jest problem motywacji, bo my chcieliśmy wygrać. Po prostu umiejętności naszych zawodników są mniejsze od rywali z Turowa. W całym sezonie, by wygrywać, potrzebowaliśmy punktów od minimum czterech zawodników. Bo u nas nie ma indywidualności. Piąte miejsce przed play off wywalczyliśmy zespołową grą - dodał.

Po niedzielnej klęsce różnicą 40-punktów, gdy w drugiej połowie meczu po parkiecie Turowa biegali niemal wszyscy rezerwowi "Asty", bydgoscy zawodnicy, trenerzy i ich kibice (wczoraj fanów zabrakło już na trybunach hali Turowa - przyp. red.) liczyli na przełamanie się. Po rannym treningu i obiedzie, koszykarze na wideo przeanalizowali swoje niedzielne wyczyny. Niestety, wniosków nie wyciągnęli.

Wyrównanej gry z gospodarzami starczyło na sześć minut. Na "trójkę" Aleksandara Avlijasa i akcję Charlesa Bennetta potrafili odpowiedzieć serią punktów - gdy z dystansu trafił Grzegorz Arabas, było 7:5 dla Astorii. Zawodził jednak nasz kluczowy gracz podkoszowy Kevin Fletcher. W ataku pchał się z piłką w gąszczu rywali i dwukrotnie tracił ją. Trener Krajewski szybko zmienił Amerykanina na Wiekierę, To był dobry ruch. bo kapitan "Asty" natychmiast zebrał piłkę pod koszem Turowa, wycofał się na obwód i trafił "za trzy" (w całym meczu miał 7 zbiórek, trafił 5 na 6 rzutów z półdystansu). Był remis 11:11. Potem zabrakło już zespołowej gry bydgoszczan i w ataku, i pod własnym koszem. Irytowała zwłaszcza bezradność w obronie wobec kombinacyjnych akcji zgorzelczan. - Uczulałem moich zawodników, że jeżeli po tak dobrym występie jak w niedzielę, drugi podobny się nie zdarzy, nie mają czuć się przedwcześnie przegrani. Kiedy jednak nie wpadły dwa-trzy pierwsze rzuty, zespół się usztywnił. Zmieniliśmy wtedy taktykę. Poleciłem grać pod kosz i to przyniosło efekty - opowiadał później trener Turowa Mariusz Karol.

Nasi zawodnicy nie mieli pomysłu zwłaszcza na dwójkowe akcje Yanna Mollinariego z Chrisem Youngiem (8 pkt w kwarcie). - Są sposoby na ich pick'n rolle. Ćwiczyliśmy obronę przed taki zagraniami, ale dziś zabrakło do tego wykonawców - tłumaczył Krajewski. Young zrehabilitował się za statystowanie w niedzielnym meczu. - Dziś przed spotkaniem powiedziałem mu, że nie wyobrażam sobie by znowu zszedł z parkietu z zerowym dorobkiem. Wziął to sobie chyba do serca, bo trzymał wynik w pierwszej kwarcie, gdy było nam ciężko - nie krył opiekun Turowa. A ciężko gospodarzom było dlatego, że pudłowali raz za razem z dystansu (tylko 2 trafione próby z 7 w kwarcie). - Nie wykorzystaliśmy tego, że Turów grał przeciętnie w tych pierwszych minutach. Gdybyśmy wtedy zagrali skuteczniej, być może nawiązalibyśmy walkę przez cały mecz. Przez to rywale szybko uwierzyli, że my jesteśmy jednak słabi i nas zdominowali - dodawał Krajewski.

Na początku drugiej kwarty trzy faule na koncie miał już Aleksander Kudriawcew i zastąpił go Piotr Szczotka. który nic efektywnego nie wniósł do gry. Nawet, jak minął pod koszem jednego rywal, zaraz nadziewał się najczęściej na Charlesa Bennetta i tracił piłkę. W obronie bydgoszczanie nadal grali bardzo niemrawo. Wzbudzili śmiech w hali, gdy dali się minąć jak tyczki slalomowe i oddać celny rzut Mollinariemu. Gdy jeszcze świetną zmianę dał Adrian Czerwonka (dobitka, efektowna indywidualna kontra i trafienie z 6 m), było już 38:23 dla Turowa. Krajewski bezradnie rozkładał ręce, brał czas, ale jego podopieczni losów meczu nie mogli już odwrócić. Niby Fletcher zdobył 10 pkt w kwarcie, ale to nie był ten Fletcher, którego znamy - pewny pod koszem rywali, zbierający piłki, dobijający rzuty. W drugiej kwarcie połowę punktów zdobył po rzutach wolnych, trafił z dystansu, za to w strefie podkoszowej nie istniał (w całym meczu 2/7). W ogóle bydgoszczanie do przerwy mieli fatalną skuteczność - 12/28 rzutów z gry, słabo też wykonywali wolne (7 zmarnowanych, z czego sam Krzysztof Wilangowski 3). Krajewskiego irytowały też głupie straty piłek. Gdy dużo rzucający Greg Harrington zgubił piłkę, na ostatnie 12 sekund pierwszej połowie zmienił Amerykanina Gliszczyński. I ten zamiast rozegrać akcję do końca, szybko zdecydował się na rzut z nie przygotowanej pozycji "za trzy" - oczywiście niecelny.

Po przerwie nadal bydgoscy koszykarze dalej zawodzili. W trzeciej kwarcie mogli tylko patrzeć, jak sam Avlijas trafia trzy "trójki" i dokłada pewnie punkty z rzutów wolnych. O bezradności Krajewskiego o drugiego trenera Tomasza Herkta niech świadczy fakt, że za Kudriawcewa, który popełnił faul w ataku, momentalnie wchodzi Marcin Grocki i zaraz traci piłkę przy podaniu na obwodzie. za chwilę powtórka: strata Harringtona i grę zaczyna już prowadzić Gliszczyński. Minutę przed końcem trzeciej kwarty strata do Turowa sięga już 20 pkt (49:69). W play off na tym poziomie taką stratę trudno odrobić - przyznał potem szkoleniowiec Turowa. Tak zostało już do końca meczu. - Założenie mamy proste: zakończyć rywalizację jak najszybciej, czyli wygrać 3:0. Jesteśmy teraz w świetnej dyspozycji, adekwatnej do etapu rozgrywek, a Astoria jest po prostu słabsza - skwitował rezerwowy skrzydłowy Turowa, Czerwonka.

mac

Dla Gazety

Paweł Wiekiera

Przegraliśmy z dwóch powodów. Mieliśmy za niską skuteczność rzutów za dwa punkty i zagraliśmy całkowicie inaczej niż zakładaliśmy przed meczem. Na parkiecie robiliśmy zupełnie co innego niż było ustalone. Mieliśmy ograniczyć poczynania Mollinariego, a to w ogóle się nie powiodło. Jest więc 0:2, ale jesteśmy w grze. Wracamy do domu i mam nadzieję, że tam się odegramy.

Jure Lozancic

rezerwowy środkowy Turowa

Dziś kluczem do sukcesu była dobra obrona. Trener polecił nam zatrzymać rzucających obrońców Astorii i z łatwością się nam to udało.

not. mac

Kwarty: 21:12, 18:19, 24:19, 21:25

Turów: Avlijas 16 (4), Mollinari 15 (1), Young 12, Szawarski 6 Bennett 4 oraz Lozancic 10, Laksa 9 (1), Machowski 9 (2), Czerwonka 6, Zabłocki 3 (1), Łopatka 2, Mordzak 2

Astoria: Fletcher 16 (1), Harrington 14 (2), Kudriawcew 7, Wilangowski 5, Arabas 3 (1) oraz Wiekiera 15 (1), Szczotka 6, Dryja 4, Grocki 3 (1), Gliszczyński 3 (1), Gierszewski 0,

Stan rywalizacji: 2-0. Trzeci mecz w środę w Bydgoszczy

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.