Turów Zgorzelec - Astoria Bydgoszcz 102:64

ERA BASKET LIGA. To była deklasacja! Koszykarze Turowa wręcz upokorzyli Astorię w pierwszym meczu ćwierćfinałowym. - Wyszliśmy przestraszeni, a po 15 minutach było po meczu - stwierdził skrzydłowy Astorii Paweł Wiekiera. Dziś drugie spotkanie

- Czuję się faworytem tego pojedynku. Nie wyobrażam sobie porażki - zapowiadał przed pojedynkiem z Astorią Bydgoszcz trener Turowa Zgorzelec Mariusz Karol. I chyba wiedział, co mówi, bo w niedzielnym spotkaniu ani przez chwilę nie było wątpliwości, który zespół jest lepszy. Jeśli zgorzeleccy koszykarze utrzymają tak wysoką formę, jaką zaprezentowali wczoraj, to rywalizacja w tej parze ćwierćfinałowej skończy się już bardzo szybko.

W niedzielę nie było żadnych emocji. Obserwując mecz, można było odnieść wrażenie, że rywalem czwartego po sezonie zasadniczym Turowa jest najsłabszy zespół ligi, a nie drużyna, która uplasowała się zaledwie o pozycję niżej po pierwszej rundzie.

Zgorzeleccy koszykarze dominowali od początku do końca meczu. W ataku gospodarzom wychodziło niemal wszystko, a skuteczność z dystansu była imponująca. W pierwszych dziesięciu minutach trafili aż sześć razy na siedem prób za trzy punkty, natomiast do przerwy aż 30 punktów zdobyli po rzutach z dystansu. Goście nie mieli pomysłu na powstrzymanie Turowa. Zmieniali system obrony, próbowali defensywy na całym parkiecie, ale nic nie przyniosło powodzenia.

- Z takim Turowem jak dziś niejeden zespół by padł. Gospodarze zaprezentowali niesamowitą skuteczność. To rzadko się zdarza - tłumaczył trener Astorii Bydgoszcz Wojciech Krajewski, ale też przyznał, że jego zespół w znacznym stopniu ułatwił gospodarzom zdobywanie punktów. - Tak grać w obronie po prostu nie można. Nasza gra była zdezorganizowana.

- Byliśmy zbyt przestraszeni w tych pierwszych dwóch kwartach - dodał skrzydłowy Astorii Paweł Wiekiera. - A gdy minęło 15 minut, było już po meczu.

Po kwadransie gry gospodarze prowadzili już 48:22. Ten wynik to także efekt świetnej gry w defensywie zgorzeleckiego zespołu. Gospodarze wyłączyli z gry trzech podstawowych graczy Astorii: Grega Harringtona, Aleksandra Kudriawcewa oraz Kevina Fletchera. Dwaj pierwsi zawodnicy zdobyli w sumie tylko 16 punktów, a do przerwy żaden z nich nie trafił z gry! Z kolei Fletcherowi, który dotąd w lidze spisywał się rewelacyjnie (średnio 18 punktów i ponad 12 zbiórek), udało się zaledwie uzbierać sześć oczek (po rzutach za trzy punkty) oraz pięć zbiórek.

- Gospodarze bardzo dobrze rozpracowali nasz zespół, zatrzymując naszych czołowych graczy - mówił po meczu Wiekiera.

Spora w tym zasługa jak zwykle świetnie dysponowanego Yanna Mollinariego, który dobrze pilnował Harringtona, a do tego znakomicie spisywał się w ataku i prowadzeniu gry (od przerwy miał 11 punktów i aż sześć asyst). W końcu jednak do znakomitej gry Francuza dostroili się inni gracze Turowa. Bardzo dobry mecz rozegrał Aleksandar Avlijas, który większość spotkania grał na pozycji rzucającego obrońcy, zastępując chorego Sebastiana Machowskiego (nie wystąpił z powodu zatrucia pokarmowego). Bośniak był najskuteczniejszym graczem zespołu, gromadząc 23 punkty. Zapewne mógł mieć dorobek większy, gdyby grał dłużej.

Trener Mariusz Karol w połowie trzeciej kwarty, gdy wynik był już wysoki, ściągnął z parkietu podstawowych graczy i wpuścił na parkiet rezerwy. Na boisku pojawił się nawet Grzegorz Mordzak, który ostatnie mecze ligowe przesiedział na ławce rezerwowych. Przywitany został taką owacją przez zgorzeleckich fanów, jak żaden inny zawodnik Turowa. Wpuszczenie na parkiet zmienników nie zmieniło obrazu gry. Tym bardziej że zrezygnowany trener Astorii również posadził na ławce swoich podstawowych zawodników i ostatnia kwarta to już był tylko pojedynek rezerw obu zespołów.

Spotkanie nieco straciło na poziomie, więcej było błędów, strat, kilka niedolotów, ale przewaga zgorzeleckiego zespołu była niezagrożona do końca.

- Najważniejsze jest nasze zwycięstwo, nie jego rozmiary. Cieszę się z gry zespołu i myślami jestem już przy kolejnym pojedynku - mówił po meczu trener Turowa Mariusz Karol.

Drugi mecz w poniedziałek o 17. - Gra toczy się dalej. Nie poddajemy się i walczymy wciąż o awans - mówił po meczu Krajewski.

- Nie obawiam się, aby po takim spotkaniu moi koszykarze zlekceważyli rywala - podkreślał Karol. - W zespole nie mam 14-latków, ale poważnych ludzi.

Kwarty: 34:13, 24:20, 28:17, 16:13

Turów: Avlijas 23 (2), Szawarski 19 (5), Mollinari 17 (3), Bennett 5, Young 0 oraz Laksa 11 (1), Łopatka 10 (2), Zabłocki 8 (2), Lozancić 4, Czerwonka 3, Mordzak 2

Astoria: Kudriawcew 10, Szczotka 8, Fletcher 6 (2), Wilangowski 4, Harrington 4 oraz Gliszczyński 9 (1), Arabas 8, Dryja 5 (1), Wiekiera 5, Grocki 3 (1), Gierszewski 2,

Stan rywalizacji: 1:0 dla Turowa

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.