Po meczu z Irlandią Płn. - analiza gry Polaków

Po zwycięstwach z Azerbejdżanem i Irlandią Płn. Polscy piłkarze mają dużą szansę awansu na mundial w Niemczech. Selekcjonera Pawła Janasa bronią rzecz jasna wyniki, ale styl gry zespołu, w którym jest co najmniej kilku dobrych graczy, wciąż przemawia przeciw niemu.

Zacznijmy od optymizmu. Piłkarska reprezentacja Polski ma 15 pkt po sześciu meczach eliminacji MŚ i jest naprawdę niedaleko bezpośredniego awansu na niemiecki mundial. Jestem pewien, że piłkarze Pawła Janasa są lepsi od Austriaków, Walijczyków, Irlandczyków Płn. i Azerów, ale też wygranie z nimi wszystkich meczów to zadanie nadzwyczajne (ile razy Polacy tracili punkty ze słabszymi?). Teraz kadrowicze są już poza połową drogi, zdobyli 15 z 24 pkt możliwych do wywalczenia na tych, których wyprzedzają w tabeli. Jestem pewien, że poza Anglikami rywale z grupy szóstej nie mają swojego Frankowskiego, Żurawskiego, Krzynówka, Dudka, a także Bąka i Kłosa. Ci gracze to polskie atuty.

Byłem autentycznie zachwycony, gdy po meczu z Azerami (8:0) Paweł Janas nie łyknął jak młody karp słodkich pochlebstw brazylijskiego mistrza świata Carlosa Alberto, że Polska jest już lepsza od Anglii, że gra pięknie, a na mundialu olśni wszystkich. Ale też nie mogę zrozumieć uporu, z którym selekcjoner powtarza, że Radosław Kałużny w meczu z Irlandią Płn. spełnił swoje zadania. Nie spełnił, bo nie miał choć jednego udanego zagrania.

Mit Kałużnego, który powstał w poprzednich eliminacjach, gdzie po Olisadebe był najbardziej bramkostrzelnym graczem drużyny Jerzego Engela, trwa do dziś i szkodzi reprezentacji. Z Kałużnego sprzed czterech lat, który wygrywał większość powietrznych pojedynków, zostało już tylko wspomnienie. Dziś to piłkarz szokujący brakiem elementarnego wyszkolenia technicznego. Porusza się po boisku niewiele, a jeśli już, to wygląda jak człowiek notorycznie zwalniany w dzieciństwie z lekcji wf. Koordynacja ruchowa na pałę z wykrzyknikiem.

Wiemy, że Janas chciał z Kałużnego zrezygnować, ale za kolegą wstawiła się reprezentacyjna starszyzna. Niech więc teraz nie tylko selekcjoner, ale też Jacek Bąk, Tomasz Kłos czy Tomasz Hajto zrobią wysiłek i przeanalizują dokonania Kałużnego w meczach, w których grał. Gdy z Austrią zdobył gola, mit tak się utrwalił, że w kadrze skończyła się na temat Kałużnego wszelka dyskusja. Teraz jest czas, by ją znowu podjąć.

Z optymizmu płynnie przeszliśmy do pesymizmu. Nie ma drużyn bez wad, a gdyby nawet były, to reprezentacja Polski na pewno by się do nich nie zaliczała. Szkieletowi, który tworzą bramkarze (Dudek i Boruc), środkowi obrońcy (Bak, Kłos, a w rezerwie Głowacki, Hajto, Bosacki), boczni pomocnicy (Krzynówek, Kosowski, tylko w formie, i Smolarek lub Karwan, jeśli się odrodzi), a przede wszystkim napastnicy (Żurawski z Frankowskim i Rasiak), brakuje obudowy. Boczni obrońcy (Baszczyński, Rząsa, Michał Żewłakow wciąż grają, jakby zatrzymali się w poprzedniej epoce). Można na palcach jednej ręki policzyć ich akcje oskrzydlające. W tym elemencie reprezentacja Polski odbiega nawet od europejskich średniaków. To nie jest system 4-4-2 z początku XXI wieku, ale sprzed paru dekad.

To samo środek pomocy. Po transferze do Turcji Mirosław Szymkowiak biega rzeczywiście z większym entuzjazmem. W meczu z Azerami było dobrze, ale już z Irlandią Płn znacznie gorzej. A to właśnie w drugim meczu pojazd z szyldem "Polska" najbardziej potrzebował kierowcy. Standardów nie spełnia też drugi ofensywny pomocnik Mila ani defensywni Radomski, o Kałużnym nie wspominając. Sobolewski po niezłej grze z Azerami jest na razie tylko nadzieją.

Na tych wszystkich pozycjach potrzebne są zmiany, bo bez nich drużyna narodowa przypomina stół na trzech nogach. Potrzebny jest też plan, sposób, styl gry, schematy wypracowane na treningach, z których zespół korzysta, przede wszystkim w trudnych chwilach. Opracowane warianty stałych fragmentów gry, ataku pozycyjnego i kontrataku. I niech trener Janas przestanie narzekać przed każdym meczem, kto mu wypadł ze składu, ale doprowadzi do sytuacji, że drużyna ze Smolarkiem, Kosowskim czy Karwanem z prawej strony gra zawsze podobnie.

Sprawa jest dość prosta: kto ma pomysł na grę, ten mniej biega, a kto mniej biega, nie podpiera się nosem w 60. min, tylko walczy do końca. A kto walczy do końca, ten wygrywa. Na razie jednak piłkarska reprezentacja Polski wygrywa dzięki indywidualnym umiejętnościom Żurawskiego, Frankowskiego czy Krzynówka, a nie planowi wymyślonemu przez trenera i wypracowanych na treningach odruchach zachowań.

Dlatego uważam, że obecny zespół jest mimo wszystko słabszy od tego, który awansował na poprzedni mundial. Tam na przykład boczni obrońcy Marcin Żewłakow (ten sam) i Marek Koźmiński mieli duży udział przy zdobywaniu goli. Mimo to w azjatyckich finałach polscy piłkarze i ich kibice najedli się dziegciu. I choć jestem pewien, że o ile polscy piłkarze pojadą do Niemiec, nie grozi im ten wielki zachwyt nad sobą, który był udziałem Engela i jego graczy (Janas to człowiek skromny), to jednak na razie klasa tego zespołu i tak nie wystarczy do podbijania świata.

W skrócie: od selekcjonera oczekuję, że poza tym, iż wziął do składu najlepszych (z wyjątkami), to musi wnieść coś od siebie: jakąś wartość dodaną, dzięki której kadra będzie czymś więcej niż sumą umiejętności Krzynówka, Frankowskiego i Żurawskiego. Wtedy przestaniemy oglądać indywidualne wysiłki każdego z nich, ale płynną grę drużyny, w której gracze się wspierają i rozumieją. Indywidualne umiejętności mogą starczyć do pokonania Wali lub Austrii, ale w Niemczech kibiców będzie czekać nieuchronnie koreańskie déja vu.

Do czerwca, do najbliższego meczu eliminacyjnego z Azerami jest trochę czasu, ale też do stracenia nie ma go w ogóle. Tym lepiej, im krócej trwać będzie świętowanie dwóch ostatnich zwycięstw. Zwłaszcza gdy pamięta się, ile czasu zajęło polskiej ekipie świętowanie awansu trzy lata temu.

Grupa 6

Polska - Irlandia Płn. 1:0 (0:0): Żurawski (86. z podania Krzynówka). Polska: Dudek - Baszczyński, Bąk, Kłos, Rząsa (45. Kiełbowicz) - Karwan (74. Rasiak), Szymkowiak, Kałużny (67. Mila), Krzynówek - Żurawski, Frankowski. Irlandia Płn.: Taylor - Baird, Murdock, Hughes, Capaldi - Gillespie, Whitley, Davis, Williams (88. Elliott) - Quinn Ż (35. Fenney), Healy (81. Smith).

Austria - Walia 1:0 (0:0): Aufhauser (87.).

Anglia - Azerbejdżan 2:0 (0:0): Gerrard (51.), Beckham (62.)