Kim jest Clijsters?

Co się śni Kim Clijsters? Już nie kontuzja nadgarstka ani Lleyton Hewitt. Śni jej się Justine Henin-Hardenne przemawiająca po francusku po wygranej w Wielkim Szlemie. Kim stoi obok i nic nie rozumie. To sen z gatunku koszmarów, które spełniają się na jawie. Już trzy razy.

Dziecięcy szpital pod Londynem. Pośród gromady maluchów siedzi ona - blondynka, pyzata buzia usiana piegami, szeroki uśmiech. Przyniosła prezenty. Mijają dwie, trzy godziny, a ona wciąż nie chce wychodzić. To Kim Clijsters realizuje kontrakt z federacją tenisową WTA podczas turnieju w Wimbledonie. Każda zawodniczka z czołówki musi czasem uczestniczyć w takich akcjach charytatywnych.

- Ale siostry Williams w szpitalu wytrzymały 15 minut. Śpieszyło im się. Kim ma serce wielkie jak góra, kocha dzieci, nie robi tego na siłę - wyjaśnia pracownica szpitala, która widziała już dziesiątki tenisowych odwiedzin. Ta historia z 2003 r., opisywana m.in. przez "The Guardian", to najlepsza wizytówka Clijsters. Tenisistki, która i na korcie, i poza nim kieruje się emocjami i intuicją. - Chciałabym być dobrym sportowcem... Dobrym dla ludzi - mówi o sobie Kim. I jest. Na korcie przegrała niemal wszystkie najważniejsze mecze w karierze.

Na szczyt i z powrotem

Świat usłyszał o niej w 2000 r. W wieku 17 lat wygrała dwa turnieje i awansowała do pierwszej dwudziestki rankingu WTA. W 2003 r. była już numerem jeden, wygrała też nieoficjalne mistrzostwa świata, czyli kończący sezon turniej Masters. Głośno było o niej także z powodu związku z australijskim tenisistą Lleytonem Hewittem, z którym spotykała się od 16 roku życia.

Kolorowa prasa była w siódmym niebie, bo Kim i Lleyton często pokazywali się razem. Kibicowali sobie wzajemnie podczas turniejów. Na luty br. planowali ślub. Byłoby to kolejne - po Agassim i Graf oraz Connorsie i Evert - wielkie tenisowe wesele. Nic jednak z tego nie wyszło, para się rozstała. Do dziś nie wiadomo, dlaczego i kto zerwał, ale 21-letnia Kim, o której często mówi się, że to duże dziecko, bardzo przeżyła rozstanie. Tym bardziej że Hewitt niemal od razu związał się z inną.

Do udręk sercowych doszło załamanie zawodowej kariery. Kontuzja lewego nadgarstka (Kim jest praworęczna, ale gra oburęczny bekhend) sprawiła, że prawie w ogóle nie startowała. Spadła na 133. miejsce w rankingu WTA. Nikt się nie spodziewał, że wróci do czołówki tak szybko. A jednak. Dwa tygodnie temu, grając drugi turniej od pięciu miesięcy, pokonała w finale prestiżowego Pacific Open w Indian Wells najlepszą obecnie na świecie Amerykankę Lindsay Davenport. Historia zatoczyła koło, bo to właśnie tam przed rokiem doznała urazu. W kwietniu Clijsters przyjedzie do Warszawy na turniej J&S Cup. W stolicy Polski wystartuje też inna Belgijka - Justine Henin-Hardenne, która od lat nawiedza Kim w sennych koszmarach.

Justine, moja zmora

Obie Belgijki znają się od dziecka, ale nigdy za sobą nie przepadały. W juniorach porozumiewały się na migi, bo Henin jest Walonką i nie zna flamandzkiego, Clijsters zaś pochodzi z Flandrii i nie mówiła po francusku. Do dziś, gdy po zwycięskim turnieju trzeba powiedzieć parę słów do mikrofonu, Clijsters używa angielskiego, a Henin francuskiego.

Dzielił je nie tylko język, ale też przynależność do federacji, bo w Belgii były dwie: walońska i flamandzka. Do dziś dzieli je też charakter. Kim jest otwarta, rozmowna, czuła, uczuciowa (zawsze dostawała wypieków na twarzy, jak grał Hewitt), dobrze żyła z rodziną. Henin to jej przeciwieństwo. Wcześnie straciła matkę, a z ojcem się nie układało, więc wyprowadziła się z domu. - Rodzice sprawili, że polubiłam sport, ale nigdy mnie do niego nie zmuszali. Gdybym dziś powiedziała, że chcę z tym skończyć, nie robiliby problemów - mówi Clijsters. - Ale gdyby nie ich wsparcie, nie osiągnęłabym tego, co mam - dodaje.

Ojcem Kim jest Leo Clijsters, znany przed laty piłkarz. Z Enzo Scifo i Janem Culemansem byli liderami reprezentacji narodowej, która na mundialu w Meksyku w 1986 r. wywalczyła brązowy medal. Mama Els też uprawiała sport, była gimnastyczką, wielokrotną mistrzynią Belgii. Kim żartuje, że odziedziczyła po ojcu silne piłkarskie nogi, a po matce gibkość. To dzięki temu jest znana jako mistrzyni szpagatów - często na korcie wykonuje głębokie wykroki, by sięgnąć piłkę.

Clijsters i Henin połączył kort. W sumie grały ze sobą 36 razy. Jest remis, obie wygrały po 18 pojedynków. Ale w tych najważniejszych zawsze lepsza była Henin: w finałach Rollanda Garrosa i US Open w 2003 r. i Australian Open w 2004. Clijsters potrafiła wygrywać z Henin w finałach trzeciorzędnych imprez, jak w S'Hertogenbosch czy Filderstadt. Wygrywała też w niższych rundach. Ale gdy szło o naprawdę wielką stawkę - przegrywała, zresztą nie tylko z Henin.

Pierwszy raz w finale Wielkiego Szlema wystąpiła w 2001 r. w Paryżu. Mimo że kilkakrotnie była o dwie piłki od zwycięstwa, uległa wówczas Jennifer Capriati po najdłuższym trzecim secie w historii Rollanda Garrosa (6:1, 4:6, 10:12). W 2003 r. Clijsters jako pierwsza tenisistka w historii wspięła się na szczyt rankingu WTA bez zwycięstwa w Wielkim Szlemie. Doszła w całym sezonie do 15 finałów (na 21 turniejów), tylko raz nie awansowała do półfinału! Najważniejsze finały przegrała, ale punktów na pierwsze miejsce wystarczyło.

W swoim najlepszym sezonie w karierze przeżyła jednak także największe upokorzenie. W półfinale Australian Open grała z Sereną Williams. Prowadziła już 5:1 i miała dwie piłki meczowe. Ale nie wytrzymała presji i w niewiarygodny sposób przegrała sześć kolejnych gemów i cały mecz. Prasa długo pokpiwała sobie z tego wyczynu.

Dlaczego mająca świetne warunki fizyczne Clijsters - nazywana "Kim Kong" lub "Killing Kim" - nie radzi sobie w kluczowych momentach? Dlaczego zawsze przegrywa ważne mecze z niższą o 10 cm, lżejszą o 10 kg i wyglądającą jak cień człowieka Justine Henin? - Bo u Kim zawsze grają emocje. Potrafi na korcie wykazać się wielka intuicją, ale to zawsze intuicja, a nie strategia gry. Żeby ją trenować, trzeba umieć kierunkować te emocje, nie da się jej uczyć schematów. Ma to swoje zalety, ale i wady - opowiada jej były trener Carl Maes.

Tymczasem Henin to chodzące wyrachowanie. Jej gra jest matematycznie precyzyjna, emocje - także poza kortem - ściśle kontrolowane.

Na prawo Belgia, na lewo Flandria

Gdy w 2003 r. Belgia miała dwie najlepsze tenisistki na świecie, mały kraj wpadł w euforię. Ta trwała jednak krótko, bo okazało się, że na sukcesy obu tenisistek inaczej patrzą Belgowie mówiący po francusku, a inaczej Flamandowie. Dla tych drugich numerem jeden była Kim, dla frankofonów Justine.

Gazety podsycały konflikt. Po US Open 2003, gdy Henin pokonała Clijsters w finale, pojawiły się sugestie, że ta pierwsza bierze doping. Cegiełkę dołożył Leo Clijsters. Stwierdził, że masa mięśniowa Justine zwiększyła się dwukrotnie. - Jej udo wygląda jak u Sereny Williams, nic dziwnego, że wygrywa. Pytanie tylko, jak to osiągnęła - wypalił ojciec Kim. - Belgijskie media nie znają się na tenisie. Nagle zaczęłyśmy wygrywać, więc szukały sensacji - mówiła później jego córka.

Ale i jej puszczały nerwy. Po finale w San Diego w sierpniu 2003 r. Clijsters w przypływie złości zarzuciła Henin, że symuluje kontuzje, że przerywa grę, gdy przegrywa. - Niby bierze masaż, ale tak naprawdę chodzi o wybicie rywalki z rytmu - powiedziała Kim. W San Diego Clijsters wygrała pierwszego seta, ale po przerwie spowodowanej kontuzją Justine przegrała dwa kolejne. Po meczu - kontuzjowana przecież - Henin pojechała z mężem na koncert Celin Dion do Las Vegas.

Konflikt między Belgijkami powrócił też podczas zeszłorocznych igrzysk w Atenach. Kim, która chwilowo nie miała problemów z nadgarstkiem, odmówiła przyjazdu. Stwierdziła, że boi się zamachu terrorystycznego. Tak naprawdę chodziło o to, że belgijski komitet olimpijski ubierał sportowców w stroje Adidasa, a Kim miała kontrakt z firmą Fila. Problemu by nie było, gdyby nie jeden szczegół - kontrakt z Adidasem miała Henin. A to dla Leo i Kim pachniało już spiskiem. Później Clijsters zszokowała wyznaniem, że wyprowadzi się do Australii, bo w Belgii płaci za wysokie podatki. Sprawa upadła, bo rozstała się z Hewittem.

Kim dorośleje?

Justine nadal prześladuje Kim. Poprzedni rok też zawaliła z powodu kontuzji. Solidarnie są więc na topie i razem spadają. Teraz się wspinają i wszyscy czekają na kolejny finał z ich udziałem. Czy Clijsters w końcu nauczy się wygrywać z Henin w meczach o stawkę? Jest promyk nadziei. W niedawnym finale w Indian Wells był taki moment, gdy Lindsay Davenport prowadziła z Kim już 4:0 w pierwszym secie. Belgijka w takich sytuacjach zazwyczaj składała broń. Ale nie tym razem. Poprawiła grę, szczególnie z głębi kortu, wygrała siedem kolejnych gemów i cały mecz. Być może przed oczami stanął jej blamaż z Sereną Williams z 2003 r., a może Clijsters przestaje być dużym dzieckiem i zaczyna wreszcie dorastać.

Kim Clijsters

WIEK: 21 lat

WYGRANE TURNIEJE: 22

WIELKOSZLEMOWE: 0 (cztery finały)

NAJWYŻSZE MIEJSCE W RANKINGU: 1

OBECNE MIEJSCE: 38

ZAROBIŁA NA KORCIE: 9,2 mln dol.

JEJ SPORTOWI IDOLE: Steffi Graf, Lance Armstrong i Allen Iverson

Copyright © Agora SA