El. MŚ: Polska - Azerbejdżan 8:0

Polska - Azerbejdżan 8:0. Carlos Alberto: - Polska jest lepsza niż Anglia, na mundialu zajdzie wysoko. Janas: - Trener Azerów jest pewnie w szoku po wysokiej porażce. Do Anglii się nawet nie porównujemy, bo nam do niej jeszcze daleko.

Zwycięstwa dobrze wpływają na polskiego selekcjonera. Janas, który porażki tłumaczy mętnie, po wygranych zachowuje przytomność umysłu. Na konferencji prasowej po rekordowym zwycięstwie zaczął od tego, że drużyna w pierwszych minutach za bardzo była spięta i popełniała proste błędy. W końcu nawet jeden z dziennikarzy zauważył, że po wygranej 8:0 nie wypada być tak krytycznym. Janas odpowiedział, że z wyniku jest oczywiście zadowolony, ale w grze widział dużo mankamentów. I rzeczywiście selekcjoner się nie myli - braki są, choć radość z ośmiu goli pokryła je w Wielką Sobotę grubą warstwą.

Bohaterem spotkania był Tomasz Frankowski (hattrick w 68 min). Może jest drobny, może nie za szybki, ale zimnej krwi i instynktu strzeleckiego pozazdrościć mu może nawet bardziej utalentowany piłkarsko Maciej Żurawski. Frankowski to taki klasyczny "morderca o twarzy dziecka", który z zimną krwią pakuje piłkę do siatki ani się przy tym nie pocąc, ani nie stresując. Mistrz świata z 1970 roku Brazylijczyk Carlos Alberto mówił: - Wielki Boże - pomyślałem sobie, gdy spojrzałem na tablicę wyników, jeszcze nigdy w życiu nie przegrałem tak sromotnie.

Trener Azerów powinien podziękować Pawłowi Janasowi, że 68. min postanowił zdjąć Frankowskiego z boiska, bo gdyby zawodnik Wisły grał do końca wynik byłby dwucyfrowy. Żeby być tego pewnym wystarczy przypomnieć sobie jakie sytuacje marnował potem zmiennik Frankowskiego Andrzej Niedzielan.

Piłkarze mówią o takich: "ma ułożoną stopę". Oznacza to, że potrafi ustawić ją tak, że odbijająca się od stopy piłka trafia w bramkę. Piłkarz z ułożoną stopą nie musi zdawać się na przypadek, zamykać oczu i strzelać mysląc sobie: "a nóż się uda". Niedzielan ułożonej stopy nie ma, a Frankowski ma. Z całym szacunkiem dla szybkości gracza Nijmegen na tym polega różnica.

- Jestem załamany porażką, ale też się cieszę. Cieszę się, bo zobaczyłem drużynę, która grała ładny, ciekawy, ofensywny futbol. Polska pojedzie na finały mistrzostw świata i tam świat się o tym przekona - słowa Carlosa Alberto były jednym wielkim peanem na cześć polskich piłkarzy. Brazylijski mistrza świata, którego drużyna przegrała z Anglią u siebie tylko 0:1, która zremisowała z Walią i Irlandią Płn, mówił, że Polscy są w grupie 6 po prostu najmocniejsi.

Trzeba przyznać, że równie uprzejmi jak trener byli azerscy piłkarze. Zamiast, jak się spodziewali Polacy, murować bramkę, zupełnie nie zważli na obronę. Zachowywali się jak bokser, który zamyka oczy i prze na przeciwnika machachając rękami. I to nie za mocno. Reprezentanci Polski potrzebowali czasu, żeby się w tym zorientować, tylko Frankowski nie potrzebował, bo nim koledzy przeprowadzili pierwszą składną akcją, on już zdobył gola.

Potem uprzejmi Azerowie sami sobie strzelili drugą bramkę. Po centrze Macieja Żurawskiego jeden obrońca gości przerzucił piłkę nad własnym bramkarzem, a drugi wbił ją do bramki. Potem jeszcze jeden z Azerów w sytuacji sam na sam zderzył się z Jerzym Dudkiem, potem podniósł się wcześniej, ale widząc pustą bramkę kopnął piłkę nad nią (on ułożonej stopy nie ma). I na tym skończyły się jakiekolwiek szanse azerskie. Goście grali coraz gorzej, a Polacy coraz lepiej i stąd się wziął wynik. Nawet Janas przyznał, że Azerowi byli znacznie słabsi niż myślał.

Dość kuriozalna była trzecia bramka, bo jeden z Azerów dotkął piłki ręką w polu karnym, kibice krzyknęli: "karny", goście stanęli, a Kamil Kosowski strzelił obok bramkarza, który nie wiedział czy gra wciąż się toczy, czy została przerwana. W efekcie już w Wielką Sobotę Azerowie mieli Lany Poniedziałek.

W drugiej połowie to już była taka piłkarska masakra gości, spiker co chwilę musiał pytać kibiców ile goli ma Polska, bo padała bramka za bramką i niełatwo było je zliczyć. Po meczu jeden z angielskich dziennikarzy spytał nawet Janasa ile goli w środę Azerom strzeli Anglia, ale selekcjoner odparł, że to nie jego sprawa.

W środę Polska gra z Irlandią Płn i tak jak przed meczem z Azerami kadrowicze mówią, że wystarczy im 1:0, bo to będą kolejne trzy punkty w walce o mundial w Niemczech. Kibice czekają jednak na kolejne przekonywujące zwycięstwo, że po Wielkiej Sobocie, będzie Wielka Środa.

Polska - Azerbejdżan 8:0 (3:0): Frankowski (11. bez asysty, 63. po podaniu Krzynówka, 67. po podaniu Krzynówka), Hadżijew (samobójcza 16. po podaniu Żurawskiego), Kosowski (40. po podaniu Żurawskiego), Krzynówek (73. bez asysty), Saganowski (84. po podaniu Rząsy, 89. po podaniu Smolarka)

Składy:

POLSKA: Dudek - Baszczyński, Bąk, Kłos, Rząsa - Kosowski (46. Smolarek), Szymkowiak, Sobolewski, Krzynówek - Frankowski (68. Niedzielan), Żurawski (75. Saganowski).

AZERBEJDŻAN: Kramarenko - Amirbekow, Hadżijew, E. Gulijew (19. Malikow), Kerimow - Sadygow, Szukurow, K. Gulijew, Nadirow (46. I. Gurbanow) - Nabijew (46. Achtiamow), G. Gurbanow.

ŻÓŁTE KARTKI: Szukurow, I. Gurbanow - Azerbejdżan.

SĘDZIOWAŁ Vollquartz z Danii.

WIDZÓW 10 tys.

Sobotnie wyniki:

Anglia - Irlandia Płn. 4:0 (0:0): Cole (47.), Owen (52.), Baird (54. samobójcza), Lampard (62.)

Walia - Austria 0:2 (0:0): Vastić (82.), Stranzl (86.)

Tabela grupy 6