Piłka nożna. Rozmowa ze Zbigniewem Doboszem

Zbigniew Dobosz chociaż ostatnio woli pozostać w cieniu, nadal jest gwarancją sportowych sukcesów Rakowa. - Wierzę w to, że Raków w najbliższych latach będzie się rozwijał - mówi trener czwartoligowców

Piotr Toborek: Gdyby padła propozycja, że Raków odda 13 punktów przewagi, ale nie będzie musiał walczyć o awans w barażach, zgodziłby się Pan na taką zamianę?

Zbigniew Dobosz: Nie, nie zamieniłbym się, bo głęboko wierzę w to, że te baraże mimo wszystko zakończą się naszym sukcesem. Mówię mimo wszystko, bo jest bardzo dużo problemów, które mogą dość niespodziewanie zaistnieć. Myślę m.in. o słabych wynikach Rakowa w meczach kontrolnych. Chociaż jest taka teoria, że rezultaty sparingów nie są ważne, to ja się z nią nie zgadzam. One oddają pewną sytuację w drużynie, w klubie. Raków w ciągu ostatniego miesiąca wygrał tylko dwa sparingi, z A-klasowym Piastem Przyrów i MLKS-em Woźniki. Walczymy z tym. Chodzi o dekoncentrację drużyny. Widać piłkarze podświadomie przyjęli, że jak mają trzynaście punktów przewagi, to mogą sobie pozwolić na luz.

Właśnie stąd moje pytanie. Wbrew pozorom sytuacja Rakowa niesie ze sobą pewne pułapki. Trzeba grać piętnaście meczów z rywalami słabszymi - ta przewaga Rakowa nie wzięła się przecież z przypadku, a o wszystkim i tak zdecydują baraże, w których znaczenie elementu szczęścia czy przypadku niewspółmiernie wzrośnie. Jak przygotować zespół na te dwa najważniejsze mecze?

- To trafna uwaga, bo rzeczywiście jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji. My, trenerzy, dostrzegamy ten problem. Niestety, nie przez wszystkich jest on zauważany i traktowany poważnie. Jednak mimo wszystko wielki stres i obciążenie będą nas czekały dopiero na końcu, czyli na przestrzeni tygodnia, gdy rozegrane zostaną baraże. Nasi potencjalni rywale z grupy II będą się z nim borykać przez całą rundę. Dlatego, wracając do pierwszego pytania, jednak bym się nie zamienił. Trzeba pogodzić się z tym, co jest, i w odpowiedni sposób prowadzić zespół. Oczywiście, baraże są trudne, bo ciężko przewidzieć, co się w nich zdarzy, ale mimo obaw wierzę, że nam się uda awansować.

Oczywiście, to szukanie dziury w całym, bo wszyscy by chcieli mieć takie kłopoty jak Wy.

- Jednak nie. Ja i trenerzy Samodurow i Turek, którzy mają przecież wielkie doświadczenie, oceniamy to podobnie. Sytuacja nie jest tak doskonała, jak się przeciętnemu kibicowi wydaje. Przecież każdy będzie chciał wygrać z liderem i faworytem grupy, a każda porażka u zawodników przyzwyczajonych do zwycięstw może powodować zdenerwowanie. Zachowując proporcje, Wisła Kraków ma 10 pkt. przewagi w I lidze i nie powinna jej stracić, ale czy gwarantuje to awans do Lig Mistrzów? Niestety, nie, bo rywale są innej klasy.

Kadra Rakowa wydaje się silna i wyrównana i, co ważne, ostatnio jest dość stabilna.

- Tu też są pewne niebezpieczeństwa. Kadra jest niby równa, ale zauważamy różne podejście zawodników do tego, co się dzieje. Nie wszyscy traktują swoje obowiązki w taki sam sposób. Ci bardziej doświadczeni nieco inaczej niż ci młodzi, z ambicjami na sportowy awans. W tamtym roku drużyna była w bojowym nastawieniu psychicznym. Gdy teraz ten czynnik przestał działać i pojawiła się rutyna, to wyniki z tymi samymi rywalami są dużo gorze. To świadczy o tym, jak ważne jest to, co się nazywa przygotowaniem psychologicznym.

Czy to jest przełomowy moment dla Rakowa?

- Nie, to nie jest moment przełomowy. Zdecydowanie nie. Raków wszedł w kolejną fazę swojej ewolucji. Jeśli nawet nie awansujemy - bo chociaż wierzę w awans, to jednak tylko sport - to cytując prezes Bielecką, mogę powiedzieć, że nie będzie trzęsienia ziemi, nic się nie zawali. To nie jest asekuracja. To realna ocena sytuacji. Uważam, że w najbliższych latach Raków będzie się rozwijał. Dorasta pokolenie młodych zawodników, którzy popchną ten klub do przodu. Oni już wchodzą do drużyny, ale jeszcze są za młodzi, żeby decydować o jego obliczu. Jednak za kilka lat, wierzę w to, poprowadzą Raków wyżej. O tym, że Raków nie stoi w miejscu, świadczy też powrót do nas doświadczonych graczy, którzy jeszcze niedawno w ogóle nie brali pod uwagę takiej możliwości. To jest dla mnie znak odbudowy Rakowa