Bereś, Skoczylas: Stranieri z golonką raz!

Właściciel Pogoni Szczecin ma wyrobione zdanie o polskich piłkarzach i akurat w tej sprawie zgadzamy się z nim tak jak Andrzej Lepper z Renatą Beger w ocenie Balcerowicza. Technikę mają absolwenta zawodówki budującego prom kosmiczny, ale wyprzedzają Billa Gatesa w pomysłowości zdobywania kasy, ruszając tylko głową, a nie machając nogami. W sumie, choć grają na poziomie okręgowej ligi albańskiej, to jednak wymagania finansowe mają na poziomie Ligi Mistrzów. I co ciekawe, często udaje im się łączyć jedno z drugim.

Dlatego Antoni Ptak postanowił rozwiązać problem radykalnie: jego drużyna składa się niemal wyłącznie z obcokrajowców. Jest ich już dziesięciu, a właściciel znowu wyleciał do jakiegoś hipermarketu, aby kupić kolejnych Latynosów. Wkrótce Pogoń zapisze się w historii polskiego futbolu jako klub, w którym na boisku nie ma ani jednego rdzennego Polaka.

Pozornie myślenie prezesa Ptaka jest słuszne. "Teraz tylko czekać - myśli sobie - jak Brazylijczycy podbiją naszą ligę finezyjnymi sztuczkami, czeski trener wdroży niemiecki dryl i szwejkowską fantazję, a my będziemy mistrzem Polski".

Ale jak to bywa z genialnymi pomysłami, są one genialne tylko w teorii. W praktyce naszpikowana obcokrajowcami Pogoń została ośmieszona przez słabiutkiego Górnika, który niby też korzysta z zawodników zagranicznych, ale głównie takich, za których nie trzeba płacić, bo w kasie Górnika jest tyle pieniędzy, ile rozumu w głowach Renaty B. i Andrzeja L.

Gdzie tkwi błąd? Antoni Ptak nie docenił siły polskości, szczególnie silnej w prasłowiańskim Szczecinie (dawniej Stettin). W ciągu tysiąca lat naszej państwowości przyjeżdżali tu różne Wity Stwosze, które w try miga stawali się Polakami. Niestety, jak tylko się już całkiem stali Polakami, to też zaczynali pracować po polsku. Ów norymberski rzeźbiarz, żeby coś jeszcze zrobić w życiu, musiał z Polski czym prędzej wyjechać

Znamy nawet czarnoskórego malarza, którego kiedyś ganiali skini w Nowej Hucie, a on odwrócił się i nienagannym krakowskim akcentem puścił im długą wiąchę zakończoną: "Polskiego Murzyna chcecie bić?"

Jasne więc, że każdy Brazylijczyk już po 12 miesiącach pobytu nad Odrą i Wisłą, owszem, wypowie może bez śladu obcego akcentu wszystkie słowa na literkę k, ale z pewnością też zażąda osłony socjalnej i przerwy w pracy na kanapkę, nawet gdyby wypadała w ostatnim kwadransie najważniejszego meczu.

Tak więc, panie Ptak, nie tędy droga.

No chyba że pańskim celem jest przerobienie całego świata na polskie kopyto - wszak polski model, aby mało się narobić, a dużo zarobić, może być hitem eksportowym jak mercedesy dla Niemców, Nokia dla Finów i Moskowskaja dla poddanych Putina.

No i im więcej Brazylijczyków będzie grało w Polsce, tym większa szansa na to, że już nigdy dobrze nigdzie nie zagrają.