Astoria wygrała 88:83 z Gipsarem

Cztery tysiące ludzi na stojąco oglądało w Łuczniczce niesamowity finisz koszykarzy Astorii. Bydgoszczanie pokonali Gipsar i wygrali już szósty mecz w rewanżowej rundzie rozgrywek

Potrzebny był finisz, bo początek gospodarze mieli znowu bardzo słaby. - Chyba przed meczem w jakiejś bocznej salce chłopacy będą między sobą rozgrywali pierwszą kwartę. Może wtedy wyjdą bardziej pobudzeni - tak niemoc swoich graczy podsumował trener Wojciech Krajewski. Astoria przegrywała po czterech minutach 2:13 i wtedy trener musiał przerwać strzelecki popis rywali prosząc o czas. Pierwszy powód złej postawy bydgoszczan to była ich słaba, zbyt wolna gra w obronie. Straty rosły tym bardziej, że ostrowianie grali z dużą, niebywałą wręcz skutecznością. Po pierwszej kwarcie: 66 procent w rzutach za dwa (6/9) i 60 za trzy punkty (3/5) przy 58 procentach (7/12) Astorii za dwa i tylko 33 z dystansu (2/6). Tak jak siłą napędową rywali był Brandon Spann (15 punktów w I kwarcie), tak tego motoru brakowało w bydgoskiej ekipie. Nie był to dobry dzień Aleksandra Kudriawcewa, który nie ma chyba po prostu szczęścia do Gipsaru. W Ostrowie grając przez 11 minut zdobył 2 punkty. Tym razem w ciągu niespełna 18 minut na parkiecie nie trafił żadnego z trzech rzutów z gry. Gdyby nie jedyny (z czterech w meczu) wykorzystany wolny w końcówce spotkania, w ogóle nie wpisałby się na listę strzelców. Słaby początek miał też drugi z motorów napędowych Astorii, Greg Harrington. Kiedy Gipsar/Stal powiększał przewagę brakowało punktów ze strony Harringtona (7 pkt do przerwy). Na dodatek po czwartym faulu mózgu drużyny w 25 minucie musiał powędrować na ławkę a zastąpił go Artur Gliszczyński. Szkoda, że nie trafił przy próbie zza linii 6,25 m, ale o następcy Vedrana Bosnica można powiedzieć, że spełnił rolę - dał odetchnąć Harringtonowi i nie naraził zespołu na wielkie straty. Amerykanin powrócił, gdy piąte przewinienie wykluczyło z gry wartościowego zmiennika "Asty" Grzegorza Arabasa (15 pkt - 3/3 za dwa, 3/5 za trzy) i trafił z dystansu przy remisie 78:78 na 98 sekund przed końcem spotkania. W połowie tego czasu popisał się kolejnym celnym rzutem z dystansu. - Zmazał plamę z początku meczu - mówił Krajewski.

Największą gwiazdą Asty był jednak Kevin Fletcher. Grał efektownie. Jego pięć bloków (m. in. na Srdjanie Lalicu czy Jameelu Heywoodzie) bardzo pomogło drużynie w obronie. Ten element w grze zespołu znakomicie funkcjonował po przerwie - w pierwszych dwudziestu minutach rywale rzucili Astorii aż 54 punkty, w drugiej zaledwie 29. Stało się tak też dlatego, że Brandon Spann stracił skuteczność z pierwszych minut a kłopoty rywalom sprawiła bydgoska strefa. Gospodarze zagrali też o wiele lepiej zespołowo - mieli w drugiej połowie 9 asyst a Stal tylko 2. - Uwidoczniła się też przewaga Astorii w walce na tablicach. Przecież sam Fletcher miał 8 zbiórek w ataku a zespół 16, czyli o 10 więcej od nas - zauważył trener pokonanych Wadim Czeczuro.

ASTORIA BYDGOSZCZ 88

GIPSAR OSTRÓW 83

Kwarty: 21:28, 21:26, 18:15, 28:14

Astoria: Fletcher 27 (2), Harrington 19 (3), Szczotka 15, Wiekiera 9 (1), Kudriawcew 1 oraz Arabas 15 (3), Dryja 2, Wilangowski 0, Białek 0, Gliszczyński 0

Gipsar: Spann 25 (3), Piacun 17 (2), Heywood 12, Lewandowski 6 (1), Parzeński 5 oraz Krzykała 7 (1), Lalić 7, Rudzitis 5, Karlikanovas 0,

Mówi Kevin Fletcher

Kevin zbieracz

Maciej Łopatto: Nie ma się co dziwić, że rozdajesz tyle autografów, w końcu byłeś dziś najlepszym zawodnikiem meczu.

Kevin Fletcher: Gram dla zespołu i dla tych kibiców. Są fantastyczni. Nigdy nie słyszałem tak głośnego dopingu. Cieszę się, że mogę pomóc drużynie. Dziś bardzo chciałem się skupić na grze w obronie i ją poprawić. To jeden z tych elementów, z których nie byłem zadowolony. Także ze zbiórek (po trzech meczach w EBL Fletcher ma średnią zbiórek 10,7 - red.).

Czy masz jakiś limit zbiórek w meczu?

- (śmiech) Zbiórki to mój cel. To właśnie lubię robić na parkiecie poza zdobywaniem punktów. Będę się starał, by w każdym meczu było ich jak najwięcej.

Pięć bloków to także imponujące osiągnięcie.

- Bloki, no cóż... kiedy można i tak wspomóc zespół, to się to robi. Będę się starał o więcej.

Jeszcze kilka takich występów i z pewnością wzrośnie suma przy twoim następnym kontrakcie.

- Ja nie gram dla pieniędzy. Gram po to, by stawać się coraz lepszym koszykarzem. Lubię grać, lubię to, co robię i staram się to wykonywać jak najlepiej. Na razie pracuję nad poprawą kozłowania, rzutów. Widzę, że z dnia na dzień się to poprawia, ale nie zawsze będzie tak, że będę zdobywał ponad dwadzieścia punktów w meczu. Dziś była taka możliwość, ale wiele zależy od zespołu. Koszykówka to przecież zespołowy sport. Ten trudny mecz na pewno wzmocnił nasze charaktery, bo to dobrze świadczy, jeśli potrafimy wyjść z takiej opresji.

Po tych trzech meczach w lidze polskiej, jakie widzisz różnice w porównaniu do portugalskich rozgrywek, w których poprzedni uczestniczyłeś?

- Na pewno gra jest szybsza. Jest też więcej swobody w sposobie rozgrywania akcji. To dobrze. Ja wolę taką grę i kibice na pewno też.

Na kim się wzorujesz w koszykówce?

- Dorastałem podziwiając Magica Johnsona, a za najlepszego gracza pod koszem uważam Tima Duncana.