Rozmowa z piłkarzem Cracovii Tomaszem Wackiem

Waldemar Kordyl: Mija niemal rok, od kiedy nabawił się Pan kontuzji. Dlaczego leczenie tak długo trwało?

Tomasz Wacek: Najpierw były złe diagnozy lekarzy, pojechałem do Niemiec na operację łąkotki, później okazało się, że są zerwane więzadła krzyżowe przednie. Wreszcie, że mam jeszcze naderwane więzadła krzyżowe tylne.

Jest Pan już wyleczony?

- Od początku przygotowań do rundy wiosennej trenuję z pełnym obciążeniem, a noga, co ważne, nie boli. Powoli mija też blokada psychiczna w obawie przed ponowną kontuzją. Sparing z Admirą Wacker na pierwszym obozie był pierwszą grą po niecałym roku.

Konkurencja na prawej obronie jest spora: Krzysztof Radwański czy Karol Piątek.

- Na każdą pozycję trener ma dwóch, trzech, a czasami czterech piłkarzy. Na mojej pozycji może przecież grać także Jacek Wiśniewski. Trenuję ostro i walczę o miejsce. Jeśli usiądę na ławce, na pewno się nie poddam. Jest 13 meczów do rozegrania w lidze i różnie może być. Czuję smak gry i brakuje mi tego.

Czy atmosfera w zespole się zmieniła?

- W Cracovii zawsze była superatmosfera, a teraz poszedł za tym wynik.

Czy pamięta Pan przygotowania do rundy z dwoma obozami zagranicznymi?

- Gram sześć lat w "Pasach" i pamiętam, jakie były kłopoty, by w ogóle pojechać na obóz. Pamiętam obóz na Słowacji, na który pojechaliśmy dzięki Grupie 100. Pamiętam, jak brakowało pieniędzy na wypłaty i na inne podstawowe rzeczy.

Trener Wojciech Stawowy olbrzymi nacisk kładzie na przygotowanie teoretyczne do meczów i przestrzega, że kto nie będzie realizował jego założeń, nie będzie grał. Jak sobie Pan radzi z wykładami na temat wariantów gry w systemie 4-3-3?

- Gram już trzeci sezon u trenera Stawowego i zdążyłem się już nauczyć pewnych zasad i nawyków do gry kombinacyjnej. Taktyka to klucz do sukcesów Cracovii.