Turów zapowiada walkę o medale

KOSZYKÓWKA. Nasz cel na ten sezon to minimum czwarte miejsce - zapowiada prezes koszykarzy Turowa Zgorzelec Zbigniew Kamiński, po tym jak jego zespół wzmocnił się w lutym czterema nowymi zawodnikami. A jeszcze przed sezonem szef zgorzeleckich koszykarzy mówił, że zadowoli go miejsce w pierwszej ósemce...

Wówczas prezes Turowa tłumaczył, że chce, aby w tym roku jego drużyna zajęła bezpieczne miejsce w środku tabeli, a o najwyższe cele klub miał walczyć w przyszłych sezonach. Wtórował mu ówczesny trener Turowa Andrzej Kowalczyk, który wysunął tezę (błędną zresztą), że nigdy dotąd beniaminek ligi nie zajął wyższego miejsca niż szóste w ekstraklasie. Trzymając się tego założenia, przestrzegał kibiców i dziennikarzy przed nadmiernym optymizmem i oczekiwaniami wobec gry i wyników jego zespołu.

Te jednak były spore, bo po pierwsze - klub dysponował drugim (po Prokomie) budżetem w lidze, a po drugie - do zespołu trafili gracze ze znanymi nazwiskami, tacy jak: Yann Mollinari, Brandun Hughes czy Wojciech Szawarski. - Co z tego, że to znani gracze, skoro większość z nich nic jeszcze w Polsce nie osiągnęła - przekonywał wówczas Andrzej Kowalczyk.

Dziś już Kowalczyka w Zgorzelcu nie ma. Od tej pory zmieniło się także podejście działaczy do celów zespołu. - Chcemy i musimy grać o najwyższe cele w lidze - podkreślają dziś.

W Zgorzelcu koszykówka ma być na wysokim poziomie

- zapowiada prezes Turowa Zbigniew Kamiński

Podobnie wypowiada się następca Kowalczyka - Mariusz Karol, pracujący w Zgorzelcu od ponad dwóch miesięcy. - Zawsze gram o najwyższe cele. Chcemy wygrywać. Tylko to nas interesuje. A jak będzie się odnosić zwycięstwa, to zajdzie się daleko - mówi szkoleniowiec Turowa.

Zresztą Karol to samo powtarzał, gdy pracował w Wiśle Kraków. Wtedy można było uznać go za szaleńca i hurraoptymistę, bo dysponował słabszą kadrą. Dziś tak nie jest, bo w Zgorzelcu ma zespół, który powinien włączyć się w walkę o medale.

- Jesteśmy silniejsi niż w grudniu - potwierdza Karol.

Turów dokonał w lutowym oknie transferowym aż czterech wzmocnień, ale też stracił dwóch podstawowych koszykarzy - Dominika Tomczyka oraz Branduna Hughesa, którzy z powodu kontuzji stracą pozostałą część sezonu. O ile tego pierwszego (jeśli jest zdrowy i w pełni sił) trudno będzie zastąpić, o tyle nieobecność Hughesa może paradoksalnie wyjść klubowi na dobre, bo w końcu w zespole jest wyraźny podział na pierwszego i drugiego rozgrywającego. Wcześniej tak nie było, bowiem grę Turowa prowadzili na zmianę Hughes z Mollinarim i rzadko się zdarzało, aby obydwaj zagrali na wysokim poziomie. Często bywało tak, że gracze zawodzili. Pod nieobecność Hughesa Francuz wyraźnie odżył, ma silną pozycję w zespole, czuje się pewnie i w ostatnich meczach był czołowym zawodnikiem zespołu, znacznie przyczyniając się do zwycięstw Turowa.

Teraz Mollinari ma do pomocy Grzegorza Mordzaka, a także Aleksandra Avlijasa, który jest jednym z czterech nowych nabytków Turowa. Bośniak, znany z występów w Śląsku i Wiśle, nigdy nie był i raczej nie będzie gwiazdą. Jego przyjście nie powinno spowodować, że pozycja Mollinariego w zespole osłabnie.

Zresztą lutowe transfery Turowa różnią się od tych sprzed i z początku sezonu. Wówczas stawiano głównie na graczy znanych, którzy należeli do wyróżniających zawodników polskiej ligi (Mollinari, Hughes, Szawarski, Tomczyk). Teraz sprowadzono czterech zawodników o mniej głośnych nazwiskach, a oprócz Avlijasa trzech pozostałych: Maris Laksa, Sebastian Machowski oraz Jure Lozancić to raczej mało znani gracze bez doświadczenia gry w Polsce. - Na pewno

nowi koszykarze będą wzmocnieniem, a nie uzupełnieniem składu

- przekonuje Karol, który wcześniej kilka razy wykazał się nosem menedżerskim, sprowadzając do Polski mało znanych zawodników, którzy stali się potem czołowymi graczami ligi. Tak było chociażby z Bośniakiem Mujo Tuljkoviciem czy Brandunem Hughesem.

Czy podobna sytuacja będzie w Zgorzelcu? - Bardzo chciałbym, aby tak było. Moi znajomi, którzy polecali mi tych zawodników, nigdy dotąd mnie nie zawiedli - mówi Karol.

Machowski i Laksa zagrali już w dwóch meczach zespołu i zaprezentowali się przyzwoicie, Avlijas miał sześciominutowy epizod w meczu z Astorią i wypadł raczej słabo, ale dzień wcześniej dopiero dotarł do Polski. Dziś ma z kolei dojechać do Zgorzelca ostatni z nowych - chorwacki center Jure Lozancić. Postawa tego gracza jest wielką niewiadomą. Koszykarz ma bowiem imponujące warunki fizyczne (213 cm wzrostu), ale grał ostatnio w egzotycznej lidze z Kosowa - Wiążę z nim spore nadzieje. Sporo dobrego słyszałem o tym graczu, widziałem go na kasetach i wierzę, że będzie on naszym dobrym nabytkiem - mówi Karol.

Tak czy inaczej, szkoleniowiec Turowa ma do dyspozycji jeden z najbardziej zbilansowanych zespołów z lidze. Na każdą pozycję ma po dwóch, często po trzech graczy. - Rzeczywiście mam teraz duży wybór. Wiem, że każdy zmiennik, który wejdzie na boisko, nie osłabi zespołu.

Długa ławka będzie miała spore znaczenie w rozgrywkach fazy play offów - tłumaczy Karol.

Decydujące rozgrywki ekstraklasy rozpoczną się dopiero w kwietniu. Turów na razie zajmuje trzecie miejsce, przed Polonią Warszawa, za Anwilem Włocławek. Właśnie te ekipy wydają się najgroźniejsze w walce o medale, bo Prokom Sopot jest raczej poza zasięgiem wszystkich drużyn. Drużyny Polonii i Anwilu też wzmocniły się w lutowym oknie transferowym, ale działacze tych zespołów w przeciwieństwie do tych z Turowa zatrudniły po jednym, ale za to znanym graczu - do Warszawy powrócił czołowy zawodnik ubiegłego sezonu Jeff Nordgaard, a Anwil wzmocnił znany z występów w Prokomie słoweński center Dusan Jelić.

Zmiany w zespołach ligowych mogą jeszcze następować, bo nowych graczy można zgłaszać do końca lutego. I choć w Turowie zapowiadają, że już więcej wzmocnień nie będzie, to niczego nie można być w stu procentach pewnym. W Zgorzelcu już nieraz w tym sezonie zmieniali zdanie.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.