Astoria - Turów 74:80

Po wyjazdowym zwycięstwie nad Astorią w ostatnim meczu 16. kolejki EBL Turów Zgorzelec jest na dobrej drodze do zapewnienia sobie miejsca w czwórce przed play off. W Bydgoszczy znów klasę pokazał Yann Mollinari

Francuski rozgrywający po raz kolejny poprowadził swój zespół do zwycięstwa i po tym, co prezentuje w ostatnich spotkaniach, trudno sobie wyobrazić Turów bez niego. Przeciwko Astorii zdobył 23 punkty (7/9 za 2 punkty, 2/8 za 3), miał 7 asyst, 4 przechwyty i tylko jedną stratę. I tylko w obronie nie zawsze sobie radził, a największe problemy miał z Gregiem Harringtonem.

Amerykanin z kolei wczoraj miał w ogóle nie wystąpić z powodu kontuzji, ale najwyraźniej była to tylko zasłona przed spotkaniem, bo przeciwko Turowowi nawet na chwilę nie zszedł z parkietu. Świetnie grał zwłaszcza do przerwy, gdy miał na koncie już 17 punktów i 7 zbiórek, i to głównie dzięki niemu ten mecz był tak wyrównany. Goście wówczas sporo rzucali z dystansu (do przerwy więcej mieli prób za 3 niż za 2 punkty) i prawie cały czas prowadzili, lecz nie wyżej niż różnicą 8 punktów. W 16. minucie było 23:31, ale w kolejnej akcji Astoria zdobyła aż sześć punktów (rzuty za 3 punkty Szotki z faulem i Harringtona po zbiórce) i błyskawicznie było po przewadze. Świetnie grał w pierwszej połowie niemal bezbłędny Szawarski (wówczas 13 punktów), a Young zaskakująco łatwo radził sobie z Krzysztofem Wilangowskim, lecz to było za mało, aby odskoczyć na większą różnicę punktową od Astorii.

Co więcej, gospodarze jeszcze przed przerwą wyszli na prowadzenie, a tuż po niej osiągnęli nawet ośmiopunktową, najwyższą w meczu przewagę (47:39 w 25. minucie). Wówczas jednak Turów postawił strefę, która zupełnie rozbiła gospodarzy. Astoria momentami nawet nie mogła sobie wypracować pozycji do rzutów i popełniała wiele prostych strat (w całym meczu 18, przy zaledwie 8 Turowa).

- To nawet nie chodzi o to, że ta obrona była jakaś wybitna, po prostu mój zespół zagrał zbyt nerwowo i niecierpliwie - stwierdził trener Astorii Wojciech Krajewski. - Zawodnicy zamiast spokojnie rozbijać obronę, decydowali się na szybkie, indywidualne zagrania.

Decydujące dla losów spotkania były końcówka trzeciej i początek czwartej kwarty, gdy goście zdobyli 13 kolejnych punktów. Właśnie wówczas znakomicie zagrał Mollinari, który wręcz perfekcyjnie dyrygował grą zespołu.

- Strefa sprawiła wiele kłopotów Astorii i to był jeden z powodów zwycięstwa, ale też w ważnym momencie bardzo grę w ataku pociągnął Yann - stwierdził Szawarski.

Turów spokojnie dowiózł prowadzenie do końca meczu, ale aż strach pomyśleć, co będzie, jeżeli kiedyś Francuza zabraknie. Debiutujący wczoraj w Bydgoszczy Aleksander Avlijas niczym specjalnym się bowiem nie wyróżnił (choć trudno było tego oczekiwać, gdyż wcześniej w ogóle z zespołem nie trenował) - spudłował wszystkie cztery rzuty z gry. Trzeci rozgrywający Grzegorz Mordzak nawet na parkiecie się nie pojawił.

Najważniejsze jednak, że Turów wygrał kolejny ważny mecz i jest na najlepszej drodze do zapewnienia sobie miejsca w pierwszej czwórce po sezonie zasadniczym, co oznaczać będzie przewagę własnego parkietu w pierwszej rundzie play off. Już teraz sytuacja beniaminka w tabeli jest więcej niż dobra (zwłaszcza jeżeli weźmiemy pod uwagę lepszy bilans bezpośrednich spotkań z Polpharmą i identyczny z Astorią, ale lepsze małe punkty), a dodatkowo do Zgorzelca przyjadą najpierw Wisła Kraków, a później Polonia Warszawa.

- Teraz mamy trudny terminarz spotkań, dlatego tak bardzo zależało nam na zwycięstwie z Astorią, być może nawet bardziej niż jej - stwierdził trener Turowa Mariusz Karol. - Ten mecz po prostu musieliśmy wygrać.

Kwarty: 17:17, 20:18, 20:25, 17:20.

Astoria: Harrington 27 (3), Kudriawcew 11 (1), Wiekiera 10 (2), Szczotka 9 (1), Wilangowski 4 oraz Arabas 9 (2), Dryja 4, Korszuk 0.

Turów: Mollinari 23 (2), Szawarski 17 (4), Machowski 14 (2), Young 10, Zabłocki 3 (1) oraz Bennett 8, Laksa 4, Avlijas 1, Czerwonka 0, Łopatka 0.

TABELA EBL

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.