Historyczny wyczyn Stali Ostrów Wlkp.

Po raz pierwszy w dziejach ostrowscy koszykarze wygrali we Wrocławiu.

Ostrowianie 24 razy grali dotąd ze Śląskiem i tylko trzykrotnie wygrali. Nigdy jednak nie udało się to we Wrocławiu, nawet za czasów Zorana Sretenovicia. - Przed wyjazdem do Wrocławia tylko nieliczni wierzyli, że uda się nam wygrać mecz, a jednak udało się - komentował zadowolony Wadim Czeczuro, trener Gipsaru Stali Ostrów Wlkp. Szanse na zwycięstwo we Wrocławiu wydawały się jeszcze mniejsze, kiedy okazało się, że w meczu nie zagra Srdjan Lalić. - Gdybyśmy się uparli, mógłby zagrać, ale jego prawa noga po wcześniejszej kontuzji nie jest jeszcze w pełni sprawna. Woleliśmy nie ryzykować - mówił Maciej Karwacki, prezes SSA Ostrów. Sam Lalić oglądał mecz z wysokości ławki rezerwowych, i jak sam stwierdził, bardzo go przeżywał. - Momentami nie mogłem wytrzymać spokojnie na ławce - mówił center Gipsaru.

Co ciekawe, historyczne zwycięstwo odniósł stosunkowo słabszy zespół niż ten sprzed lat. - To fakt, ale ekipa Śląska po raz pierwszy nie ma realnych szans na mistrzowski tytuł - mówił Dariusz Parzeński, kapitan Gipsaru.

Kluczem do końcowego zwycięstwa w konfrontacji z ekipą Śląska była agresywna obrona ostrowskiego zespołu. - Po analizie meczów z udziałem zespołu z Wrocławia, przygotowaliśmy odpowiednią taktykę, która polegała na tym, że wszyscy zawodnicy od początku mieli agresywnie bronić - mówił Wadim Czeczuro. - Momentami mieliśmy już dosyć tych kaset z meczami Śląska, które musieliśmy oglądać - mówił Nerjus Karlikanovas, który w sobotnim meczu pokazał, że potrafi grać zespołowo i zdobywać w efektowny sposób punkty.

Wprawdzie na początku meczu Czeczuro nakazał bronić każdy swego, ale później zespół postawił strefę. - Nie jest żadną tajemnicą, że Śląsk - podobnie jak większość polskich drużyn - ma spore kłopoty z rozbijaniem strefy - twierdzi Czeczuro. - Dlatego postanowiłem również spróbować tego rozwiązania.

- Szczerze mówiąc, to dopiero wieczorem doszło do mnie, że udało się nam odnieść historyczne zwycięstwo nad zespołem z Wrocławia. Mam nadzieję, że od tego momentu mój zespół będzie stopniowo piął się w górę w ligowej hierarchii. Musimy w końcu opuścić ostatnie miejsce w tabeli. Cieszę się, że w sobotnim meczu, nie zabrakło zawodnikom w końcowych minutach zimnej krwi - mówił Czeczuro.

Śląsk potrzebuje jeszcze co najmniej czterech zwycięstw i być może zagrożony dotąd spadkiem Gipsar wywalczy jeszcze miejsce w pierwszej ósemce.

Maciej Karwacki, prezes Gipsaru w sobotę ostanie minuty meczu przeżywał... przez telefon! Obecni we Wrocławiu przekazywali mu bezpośrednią relację. - Nie mogłem wyjechać do Wrocławia, bowiem byłem na ostrowskim Balu Sportowca - mówił prezes SSA ,,Ostrów", którego w plebiscycie "Gazety Ostrowskiej" i telewizji Proart okrzyknięto najpopularniejszym działaczem.