W sobotę derby Noteć - Astoria

- Dopiero przed samym meczem będzie na pewno wiadomo, czy Brown z Penlandem zagrają z Astorią - mówi menedżer obu amerykańskich koszykarzy Noteci Grzegorz Piekoszewski. W bydgoskiej drużynie zabraknie Zbigniewa Białka

Wczoraj nowy skrzydłowy Astorii nie dokończył treningu. Bydgoszczanie pojechali trenować do Inowrocławia. - Niestety Zbyszek musiał zejść z parkietu. Jego kolano musi zostać poddane dokładnym badaniom. Na pewno w derby nie zagra - mówi trener Astorii Wojciech Krajewski - Z samych zajęć jestem zadowolony. Mogliśmy przyzwyczaić się do warunków panujących w hali Noteci. Ostatnio u siebie trenujemy tylko na Astorii, bo Łuczniczka jest zajęta, więc dobrze było znowu przypomnieć sobie warunki panujące w większych obiektach - dodaje Krajewski.

Brak Białka i Adriana Małeckiego (klub rozwiązał z nim kontrakt), który miał też zadebiutować w ligowym meczu w barwach Astorii nie ma, zdaniem Krajewskiego, znaczenia.

- Wcześniej wygrywaliśmy bez nich - tłumaczy bydgoski szkoleniowiec.

Kto jest faworytem derbów? - pytamy Krajewskiego

- Ze względu na problemy w Noteci faworytem jest mój zespół, ale równoważy je fakt, że mecz gramy w Inowrocławiu - odpowiada trener.

Kiedy bydgoszczanie wchodzili na salę w hali OSiR, by zacząć treningi, kończyli zajęcia koszykarze Noteci. Ciągle jest ich tylko sześciu (Artur Robak, Tomasz Mrożek, Mariusz Redek, Duszan Radović, Bartosz Zarembski, Marko Djurić). Wieczorem pojawił się Tomasz Świętoński, który wrócił ze Szczecina z zabiegów akupunktury.

Co najważniejsze - jeszcze wczoraj nie było wiadomo, czy nietrenujący z powodów braku wypłat Brandon Brown i Adrian Penland zagrają dziś przeciw Astorii.

- Poczyniliśmy z klubem pewne ustalenia, o których nie chcę mówić. Jeśli zawodnicy je zaakceptują, zagrają z Astorią. Decyzja należy do nich. O ich ewentualnej grze dowiemy się naprawdę dopiero przed samym meczem, kiedy przebiorą się w dresy i staną na parkiecie - stwierdza menedżer obu Amerykanów Grzegorz Piekoszewski.

Natomiast prezes Noteci Cezary Rydlichowski jest pewny występu Browna i Penlanda w spotkaniu z Astorią - Obaj na pewno zagrają. Jestem też przekonany, że Adrian będzie dalej naszym zawodnikiem. Co do losów Brandona w Noteci, sprawa jest otwarta - powiedział wczoraj Rydlichowski.

Według prezesa klub toczy negocjacje z potencjalnymi sposorami. Być może jednym z nich będzie angielska firma Ocean Software - jeden ze współwłaścicieli piłkarskiego zespołu Everton z Liverpoolu. - Żadnych komentarzy. Nie wypada mi o tym mówić. Potwierdzam tylko, że negocjujemy z kilkoma firmami - mówi prezes Noteci.

Mówi Paweł Wiekiera

Kto rządzi w regionie

- Nie nastawiamy się na osłabienie rywali. Nie zagra tylko Szubarga a Noteć już udowodniła, że w każdym składzie jest groźna - stwierdza kapitan Astorii przed derby koszykarzy

Maciej Łopatto: Czy gdybyście dziś zmierzyli się z Notecią, to wygralibyście ten mecz?

Paweł Wiekiera: Dlaczego dziś? Mecz jest w sobotę.

No, ale załóżmy że w piątek nie zagraliby Amerykanie Adrian Penland i Brandon Brown, bo nie dogadali się jeszcze z klubem.

- To na pewno byłoby udogodnienie dla nas. Ale z tego co zdążyłem się zorientować, to nie zagra tylko Szubarga. Amerykanie wystąpią chyba w pożegnalnym dla siebie i publiczności meczu. Nie zapowiada się, by łatwo się poddali wraz z drużyną. Na pewno będą chcieli się jak najlepiej pokazać. Nie nastawiamy się na osłabienie rywali. Lepiej być mile, niż negatywnie zaskoczonym.

Ale Brown z Penlandem nie trenują. Jak to może na nich wpłynąć?

- Z tym bywa różnie. Czasami jest tak, że przerwa pomaga. Przychodzi luz i świeżość. Nie zawsze jednak jest tak. Może się na przykład ujawnić się z powodu nieobecności na treningu brak kondycji i siły pod koniec trudnego spotkania.

Dlaczego ono będzie trudne?

- Wiadomo, to derby. Chodzi nie tylko o punkty w lidze, ale pokazanie kto rządzi w regionie. To wzbudza większą adrenalina. Hala Noteci jest też specyficzna. Na pewno wszyscy będą walczyli o każdą piłkę. To będzie zacięty i widowiskowy mecz.

Noteć w tym sezonie już pokazała kto rządzi w regionie. Pokonała was w bydgoskiej hali, Anwil u siebie. W poprzednim sezonie w Inowrocławiu także wydarła wam prawie pewne zwycięstwo.

- Wszystko się zgadza. Mam nadzieję, że zagramy dobrze zespołowo. Nie dopuścimy, by odebrali nam wypracowaną przewagę i znowu dwa punkty. Z drugiej strony to tylko sport i możliwe są różne rozwiązania.

Jak wygrać ten mecz?

- Trzeba skoncentrować się na zadaniach w obronie. Przede wszystkim obrona. Kto kogo zatrzyma, pozwoli zdobyć mniej punktów, ten wygra. Obaj Amerykanie w Noteci oddają najwięcej rzutów. Pytanie, na jakim procencie zagrają. Myślę, że będę pilnował ich najlepszego strzelca Browna. Postaram się to robić jak najlepiej tak, żeby choć w jakimś stopniu ograniczyć zagrożenie z jego strony. Przeciwnicy są w każdym składzie groźni. Udowodnili to w Bydgoszczy. Teraz grają u siebie, chcą się pokazać, walczą jeszcze dodatkowo o sponsorów. Łatwiej płacić wygrywającym niż przegranym, prawda?

A co z atutami Astorii? Ostatnia seria zwycięstw?

- To raz. Dwa, że coraz lepiej gramy w obronie. Widać, że zaczynamy tworzyć zespół a przestajemy być zlepkiem indywidualności. Jeszcze zdarzają się błędy, nieporozumienia, ale jest lepiej z meczu na mecz.

Mieliście jeszcze trening w hali przeciwnika.

- Tego nie było w poprzednim sezonie. Mam nadzieję, że będzie z tego pożytek. Trening był w południe, bo w ogóle przygotowaliśmy się do tego meczu z nastawieniem, że będzie w telewizji o 13,30. Szkoda, że nie ma transmisji. Ale głód grania po dwóch tygodniach przerwy jest. Mecz to mecz, treningi nigdy nie będą mu się równały.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.