Śledź i Kowalik unikneli karencji

Dariusz Śledź z Atlasu Wrocław i Mirosław Kowalik Polonii Bydgoszcz to dwaj najbardziej znani polscy żużlowcy, którzy niemal w ostatniej chwiię przedłużyli kontrakty ze swoimi klubami i w ten sposób unikną karencji.

Do wczoraj do północy żużlowcy mieli czas na podpisywanie kontraktów z klubami. Kto tego nie zrobił - trafi na roczną karencję i w sezonie 2005 nie będzie mógł nigdzie wystartować. Najbardziej znanymi zawodnikami, którzy niemal na ostatnia chwilę podpisali umowy to Dariusz Śledź z Atlasu i Mirosław Kowalik z Polonii Bydgoszcz. "Rybka" startował w minionym sezonie w Lublinie, w grudniu natomiast wrocławski klub wystawił go na listę transferową z kwotą 50 tys. zł. Jak można było przewidzieć nie znalazł się chętny na jego usługi. Ale Śledź nie zostanie na lodzie. - Kilka dni temu przedłużyłem kontrakt z Atlasem i teraz zostanę gdzieś wypożyczony - mówi żużlowiec. - Gdzie? Tego jeszcze nie umiem powiedzieć, bo sam nie wiem.

W podobnej sytuacji znalazł się Kowalik, który trafił na listę transferową z sumą 60 tys. zł. On postąpił podobnie jak Śledź. - To tak na wszelki wypadek, gdybym był potrzebny Polonii albo jakiś inny klub byłby mną zainteresowany - mówi żużlowiec. Kontrakt z Polonią zawarł w poniedziałek przed 14. - Jeżeli ktoś będzie potrzebował Kowalika, to nie ma problemu, będziemy rozmawiali. A może i my będziemy zmuszeni do skorzystania z tego zawodnika. Chodziło o to, by miał przynależność klubową. Umowa nie jest na razie obciążona zobowiązaniami finansowymi - informuje prezes Polonii Bogdan Sawarski.