Bunt najbogatszych klubów 2

Mecze Legii i Wisły Kraków w TVN, Groclinu i Amiki w Polsacie, a reszty ekstraklasy w Canal+? Możliwy jest nawet taki scenariusz, bo cztery najbogatsze kluby cofnęły PZPN swoje pełnomocnictwa na podpisanie nowego kontraktu z telewizjami. Chcą decydować same.

PZPN zakończył przyjmowanie ofert w piątek. Ale - jak się dowiedzieliśmy - nie wszystkie kluby chcą, by to związek odgrywał decydującą rolę w przetargu, a bunt zatacza coraz większe kręgi. Najostrzej występuje grupa G-4 skupiająca najbogatsze kluby ekstraklasy, a ofertę przyłączenia się do niej otrzymały już Lech Poznań i Cracovia - jedne z najbardziej medialnych zespołów w Polsce. We wtorek prezes Lecha Radosław Majchrzak spotkał się z szefem Amiki Jackiem Rutkowskim, który przedstawił mu dokumenty i całą koncepcję wycofania pełnomocnictw dla związku. - Jestem wciąż pod wrażeniem tego, co przeczytałem. Dlatego całym sercem popieramy działania G-4 - mówi Majchrzak. - Dysponowanie prawami do transmisji zostało scentralizowane w 2000 r., ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby wycofać pełnomocnictwa dla PZPN. Lech tego nie wyklucza.

G-4 już tak zrobiła. Od kilku dni jej interesy w sprawie nowego przetargu na prawa telewizyjne nie reprezentuje już PZPN, lecz poznańska kancelaria adwokacka Jacek Masiota i Wspólnicy. Powodów jest kilka.

Po pierwsze, kluby mają poważnych sponsorów, a ci swoich prawników, którzy biją na alarm, że takie umowy nie mogą być tajne dla zainteresowanych stron. Chodzi więc o to, by kluby znały szczegóły negocjacji i ewentualnej umowy z telewizją, a także rolę, jaką odgrywa w tym wszystkim PZPN i pośrednik - firma Sportfive (wiadomo, że pobiera wysokie prowizje). - Tymczasem dotychczasowego kontraktu z Canal+ z 2000 r. nie widzieliśmy na oczy - powiedział nam wczoraj przedstawiciel jednego z klubów ekstraklasy. Działacz klubu z G-4 dodaje: - Gdyby PZPN wynegocjował warunki, które nas satysfakcjonują, w ogóle nie byłoby sprawy. Może to być nawet umowa uzgodniona przez PZPN z Canal+, ale jawna i bez wysokiej prowizji dla pośrednika.

Po drugie, G-4 chce wywrzeć nacisk na PZPN, bo domaga się sprawiedliwszego podziału pieniędzy od telewizji. Chodzi o to, by w nowym kontrakcie telewizyjnym kluby o największej oglądalności dostawały więcej pieniędzy (obecnie Canal+ płaci nieznacznie więcej tylko tym, którzy zajęli wyższe miejsca w lidze). - Dziś dostajemy ok. 30 proc. wszystkich pieniędzy, tymczasem połowa transmitowanych meczów to spotkania z udziałem zespołów z G-4 - wylicza jeden z działaczy zbuntowanych klubów.

Po trzecie, G-4 uważa, że PZPN nie radzi sobie z polityką marketingową. Kluby bardzo krytykowały podpisywaną w wielkich bólach umowę z Ideą, która za 31,6 mln zł ma zostać na 3,5 roku sponsorem ligi. Zdaniem najbogatszych polskiej ekstraklasy Idea daje za mało pieniędzy, a sama umowa powinna być renegocjowana. Tę sprawę kluby w końcu odpuściły, ale w przetargu telewizyjnym uznały, że trzeba walnąć pięścią w stół.

Po czwarte, G-4 chce, by Piłkarska Liga Polska (organizacja zrzeszająca wszystkie kluby I i II ligi), która od następnego sezonu ma przejąć prowadzenie rozgrywek, miała własne środki finansowe. Teraz wszystko, co płaci Canal+, przechodzi przez PZPN.

Jakie scenariusze są teraz możliwe? Najbardziej drastyczny to taki, że każdy klub sprzedaje prawa do swoich meczów w lidze osobno, np. Legia TVN (właściciel tej telewizji, koncern ITI, jest też właścicielem warszawskiego klubu), a Amica Polsatowi. Byłoby to jednak bardzo ryzykowne. Po pierwsze, PZPN na pewno wystąpiłby na drogę sądową. Po drugie, centralizacja praw jest na dłuższą metę korzystna dla wszystkich klubów. Na Zachodzie nawet Real Madryt czy Arsenal Londyn nie sprzedają swoich meczów osobno, lecz razem z całą ligą, bo to jest korzystne dla wizerunku i wpływów.

Dla Gazety

Leszek Miklas, dyrektor wykonawczy PLP

O wycofaniu pełnomocnictwa przez kluby z G-4 dla PZPN dowiaduję się od was. Nie chcę gdybać, czy to oznacza decentralizację praw, czy nie. Na pewno PZPN bez zgody klubów i tak nie może niczego podpisać, bo prawa audiowizualne są własnością klubów i tylko one mogą nimi dysponować. Gdy pięć lat temu PZPN podpisywał umowę z Canal+, wszystkie luby zrzekły się swoich praw audiowizualnych na rzecz PZPN, ale tylko na pięć lat. Teraz związek, sprzedając prawa, musi znów dostać zgodę na dysponowanie nimi od wszystkich klubów.

not. qbi

Jak to było z centralizacją praw?

PZPN scentralizował prawa telewizyjne klubów w 2000 r. Wszystkie trafiły do jednego pakietu. Dzięki temu była możliwa ich łączna sprzedaż Canal+ w 2000 r. Związek uważa, że kluby zrzekły się tzw. praw audiowizualnych dożywotnio, a zapis o ich integralności znalazł się nawet w statucie PZPN. Z tym nie chcą się zgodzić niektóre kluby - zwłaszcza z G-4 (Wisła Kraków, Legia, Amica, Groclin) - i od kilkunastu miesięcy toczą o to spór ze związkiem. Uważają bowiem, że prawa przekazały jednorazowo - tylko na sprzedaż Canal + pięć lat temu. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, G-4 mają zamiar poprzeć w tej sprawie Lech i Cracovia.

Nowy przetarg telewizyjny

PZPN, który stoi na stanowisku, że tzw. prawa audiowizualne do ligi powinny być scentralizowane, zakończył przyjmowanie ofert na nowy przetarg telewizyjny (na trzy sezony, poczynając od 2005/06) w piątek. Ligę na żywo chce pokazywać Canal+, Polsat, a także egzotyczna Telewizja Centrum (praktycznie bez szans w przetargu). Magazyn ze skrótami - TVN i Polsat. W sumie wpłynęło osiem ofert (w tym m.in. trzy od portali internetowych, które ubiegają się o pokazywanie bramek w sieci).

Przetarg rozstrzygnie się w marcu. Wówczas PZPN miał zadecydować, do których stacji trafią wybrane pakiety praw. Wiadomo, że związek chce, by stacje zaoferowały klubom więcej niż 40 mln zł za sezon za wszystkie pakiety (najwięcej trzeba wydać za prawa do relacji na żywo - na pewno co najmniej 10 mln dol. za sezon).