Jaka droga czeka Polonię?

Co czeka koszykarzy Polonii Warszawa? Droga Pruszkowa, Włocławka, a może Słupska? Jak informowaliśmy wczoraj, firma Warbud odchodzi po tym sezonie z klubu, który utrzymywała od siedmiu lat

W ten sposób Polonia traci jednocześnie głównego sponsora i właściciela. Prezes klubu Wojciech Kozak zapowiada intensywne poszukiwania następcy Warbudu. Jakie ma na to szanse?

Spójrzmy, co stało się z czołowymi zespołami koszykarskimi w Polsce, kiedy znajdowały się w podobnej sytuacji. Choć dokładnie takiej sytuacji nie ma, głównie dlatego, że w mniejszych miejscowościach (Ostrów, Słupsk, Inowrocław, Włocławek) w powstawaniu sportowych spółek akcyjnych spory udział miało miasto, często także wykupiwszy udziały. Polonia to klub niemal całkowicie prywatny, niewielkie udziały ma tylko KS Polonia.

Najbardziej pozytywnym przykładem podniesienia się po rezygnacji głównego dobroczyńcy jest Włocławek. Choć nie do końca jest to sytuacja podobna, gdyż Zakłady Azotowe "Anwil" i - w mniejszym stopniu - Nobiles nadal wspierają klub. Jednak czas złotych gór dostarczanych przez te wielkie fabryki minął. Po okresie kłopotów, kiedy koszykarze z Włocławka często nie dostawali pełnych wypłat, prezes Zbigniew Polatowski zdołał nie tylko zbudować nowy zespół - złożony z młodych graczy - za małe pieniądze, ale i pozyskać wielu sponsorów, z których najpoważniejszym jest Browar Kasztelan z Sierpca. Budżet zasilać mają także wypożyczenia i sprzedaż wychowanych we Włocławku zawodników. Za roczne przejście Armandsa Skele do Belgii klub z Włocławka otrzymał ponoć 100 tys. dol. W ten sposób klub pozostał w czołówce, mimo że na działalność wydaje może nawet jedną czwartą tego, co cztery lata temu.

Kłopoty ma w tym sezonie także Śląsk Wrocław, ale i jego przykład jest w miarę pozytywny. Klub koszykarski Śląsk jest w 99 proc. własnością Grzegorza Schetyny (ostatnio do spółki włączono także sekcję piłkarską). Po utracie wypełniającej wielką część budżetu umowy z Ideą wrocławianie musieli raptownie zmniejszyć budżet, bo żadnego równie wielkiego sponsora nie znaleźli. O sprzedaży akcji klubu nie było mowy, choć podobno był na nie chętny - jeden z najbogatszych Polaków Leszek Czarnecki, który chciał, by jedna z jego firm była strategicznym sponsorem. Schetyna jednak nie chciał właściciela, lecz tylko sponsora, więc musiał zadowolić się mniejszymi pieniędzmi od firmy obuwniczej Deichmann. Śląsk obecnie ma małe szanse nawet na grę w finale, nie mówiąc o powtórzeniu niedawnych jeszcze seryjnych złotych medali MP.

Po utracie głównych sponsorów potrafili utrzymać się w ekstraklasie, choć w dole tabeli, także w Słupsku, gdzie szanują każdego drobnego sponsora i o czasach szalonego wydawania pieniędzy piwnego sponsora Broka już zapomnieli. Właściwie jedynym klubem, który po utracie sponsora, zapaści finansowej i spadku do niższych lig był w stanie wrócić do czołówki, była... Polonia Warszawa. Już na początku lat 90. dzięki firmie Nadbuże w Polonii budowano wielki zespół. Udało się go utrzymać w pełnym składzie tylko pół roku, później szef Nadbuża znalazł się w więzieniu, a Polonia z trudem dograła sezon w okrojonym składzie. Siłą rozpędu grała jeszcze w ekstraklasie trzy lata i na pięć kolejnych zmieniła się w zespół półamatorski w II lidze. Wtedy na szczęście pojawił się Warbud.

Taki powrót nie udał się jak dotąd niegdysiejszym potęgom ligi - klubom ze Stalowej Woli, Zielonej Góry, Poznania, Przemyśla, Bytomia, Rudy Śląskiej, Sosnowca czy Stargardu. Wszystkie one w latach 90. grały wiele razy w play-off, a Polonia Przemyśl, Bobry Bytom i Komfort Stargard nawet w finale. Odkąd spadły z ligi, słuch po nich zaginął. W najlepszym wypadku są w pierwszej lidze, gdzie z trudem wiążą koniec z końcem. A większość z nich w latach boomu na koszykówkę miała również bardzo mocnych sponsorów z wielkiego biznesu.

Zresztą przykładów nie trzeba szukać daleko. Koszykarze Legii Warszawa i zespołu z Pruszkowa dzisiaj rywalizują w drugiej lidze. Szefowie wojskowego klubu po odejściu Browarów Warszawskich Królewskich ponad dwa lata szukali jakiegokolwiek sponsora, ale musieli się poddać, i teraz zespół jest praktycznie amatorski. W Pruszkowie lokalni sponsorzy inwestują w zespół, który ma szansę na awans do pierwszej ligi. O powrocie do ekstraklasy jednak na razie nikt tam nawet nie marzy.

Losy klubu z tej podwarszawskiej miejscowości - w końcu dwukrotnego mistrza Polski (1995, 1997) - są zresztą chyba najlepszym ostrzeżeniem dla Polonii. W Pruszkowie udało się przeżyć odejścia trzech bogatych sponsorów (po Mazowszance nastał Pekaes, po nim Hoop, a później Wizja Sport). Za każdym razem blisko było do katastrofy, ale klub przetrwał. Jednak dopiero w ostatniej fazie stał się sportową spółką akcyjną i z właścicielami - rodziną Gmochów - nie było już tak prosto. W ostatniej fazie działalności Gmochowie chcieli niemal odstąpić klub z jego najważniejszym skarbem, czyli miejscem w ekstraklasie. Chętnych jednak nie było.

Podobnie sprzedaż klubu (z bagażem długów) nie udała się w Tarnowie. Tamtejsza SSA jest sztucznie utrzymywana przy życiu i sensem jej istnienia jest wynajmowanie miejsca w lidze Wiśle Kraków. Praktyczny koniec wielkiej koszykówki w Tarnowie także wiązał się z odejściem sponsora i właściciela - Zakładów Azotowych.

Polonia jest w o tyle lepszej sytuacji, że nie ma długu jak kluby z Pruszkowa czy Tarnowa. Może to ułatwić sprzedaż.

Oczywiście są jeszcze przykłady z innych dyscyplin sportu. Kibice warszawscy wiedzą doskonale, jak w bólach rodziły się przejścia z rąk do rąk klubów piłkarskich Legii (z Polmotu do ITI) i Polonii (od Janusza Romanowskiego do Jana Ranieckiego). Nie wystarczyło na to kilka miesięcy, jakie zakłada spółka koszykarska Polonii na zmianę sytuacji.

- Wielu firmom przeszkadzało, że to był klub Warbudu, i dlatego nie wchodziły do Polonii jako sponsorzy. Teraz mają okazję się wykazać - twierdzą, nieco złośliwie, ludzie z firmy budowlanej. Zobaczymy, czy tak jest rzeczywiście już w najbliższych miesiącach. Z powyższych przykładów wynika niezbicie jedno: w ostatnich 15 latach, kto bardzo szybko nie pozbierał się po takim ciosie, na długo stracił szansę na powrót do czołówki. Oby Polonia nie była kolejnym przykładem.