Rafał Stec: kto był najlepszym piłkarzem roku?

Jak to często bywa, najlepszy gracz roku nie został wyróżniony ani w plebiscycie kibiców (Ronaldinho, magazyn "World Soccer"), ani dziennikarzy (Szewczenko, magazyn "France Football"), ani trenerów i piłkarzy (Ronaldinho, nagroda FIFA).

Najlepszy był bowiem Deco, Brazylijczyk naturalizowany w Portugalii, który jako jedyny utrzymywał się na topie okrągły rok. Wiosną zdobył z Porto Puchar Europy i uznano go za najjaśniejszą gwiazdę rozgrywek. Latem wywalczył ze swoją drugą ojczyzną wicemistrzostwo Europy i trafił do "dream teamu" turnieju. Jesienią stał się istotnym ogniwem Barcelony grającej najpiękniejszy futbol na kontynencie, wygrywającej w Lidze Mistrzów i deklasującej rywali w Primera Division. Wśród ofensywnie zorientowanych Brazylijczyków jest unikatem, bo angażuje się w destrukcję, często odbiera piłkę, wystrzega się bezproduktywnych popisów, zawsze gra dla drużyny.

Deco w plebiscytach poległ, co wzmacnia tendencję, o której piszę od kilku lat - malejącej rangi rywalizacji drużyn narodowych. Ronaldinho doceniono, choć zignorował Copa America. Szewczenko nie wystąpił na Euro. 36 lat temu Złotą Piłkę zdobył Szkot Denis Law. To poprzedni przypadek, kiedy w roku ME po nagrodę sięgnął nieobecny na najważniejszym turnieju.

Ustawienie jedenastki jest trochę archaiczne (wiedzą coś o tym kibice Legii Warszawa). Zdecydowałem się na nie, by wyróżnić trójkę stoperów, którzy moim zdaniem w skali roku na tle rywali wyróżniali się bardziej niż boczni obrońcy. Postawiłem też na dwóch lewoskrzydłowych, bo nie tylko w Polsce piłkarze lewonożni (Nedved, Rothen, Reyes, Krzynówek) zachwycali częściej niż prawonożni. Już wkrótce przyćmić wszystkich może jednak Frank Lampard, niezniszczalny i niezmordowany, nieopuszczający żadnego meczu w Premier League, którego typuję na najlepszego piłkarza roku 2005.

Gwiazdy jutra

Tak nazwałem drużynę zdolnych, nie zawsze bardzo młodych, którzy niekoniecznie błyszczeli przez cały rok, ale w każdej chwili mogą stać się najjaśniejszymi gwiazdami. W każdej chwili, wystarczy być może szczęśliwy transfer, by ich los się odmienił z dnia na dzień (vide przenosiny Samuela Eto'o z Mallorki do Barcelony). Brałem jednak pod uwagę tylko tych, którzy nie trafili jeszcze do żadnego z najsłynniejszych klubów i raczej nie zobaczymy ich wiosną walczących o triumf w Lidze Mistrzów (pomijam zatem Rooneya, Cesca Fabregasa, Cristiano Ronaldo, Reyesa, Kakę etc.):

Timo Hildebrand (25 lat, VfB Stuttgart) - Andreas Hinkel (23, Stuttgart), Sebastien Squillaci (24, AS Monaco), Vincent Kompany (18, Anderlecht), Asier del Horno (24, Athletic Bilbao) - Joaquin (23, Betis), Daniele De Rossi (21, Roma), Marek Jankulovski (27, Udinese) - Carlos Tevez (20, Corinithians) - Walerij Bożinow (19, Lecce), Alberto Gilardino (22, Parma).

Gwiazdy nie dla mundiali

Jeszcze nigdy tak wielu wielkich nie zrezygnowało z gry w reprezentacji, choć wciąż rywalizuje na najwyższym poziomie klubowym (dużymi literami ci, którzy porzucili kadrę w tym roku):

Francesco TOLDO - LILIAN THURAM, JAAP STAM, Paolo Maldini - LUIS FIGO, ZINEDINE ZIDANE, CLAUDE MAKELELE, PAVEL NEDVED - RUI COSTA, PAUL SCHOLES - Alan Shearer