Nie przestraszył się gwiazd NHL

To był cudowny wieczór - mówi Marcin Jaros, który w środę w meczu reprezentacji Polski z gwiazdami NHL strzelił dwa gole

23-latek na co dzień grający w Dworach Unii Oświęcim w kilkadziesiąt minut stał się jednym z najbardziej popularnych polskich hokeistów. Osiem tysięcy kibiców zgromadzonych w katowickim Spodku dwukrotnie oklaskiwało go po zdobytych golach. Po meczu był chyba najszczęśliwszy w polskiej ekipie. Do pełni szczęścia zabrakło tylko zwycięstwa. Pokazowe spotkanie zakończyło się remisem 3:3, a trzeciego gola polska reprezentacja straciła na cztery sekundy przed końcem.

Z Marcinem Jarosem rozmawia Grzegorz Rudynek

Jakie to uczucie strzelić dwa gole największym gwiazdom NHL?

- Wspaniałe. Niedawno nie mogłem nawet marzyć, aby zagrać przeciw tak dobrym hokeistom, nie mówiąc o strzeleniu goli. Naprawdę jestem bardzo, bardzo szczęśliwy, w końcu dwukrotnie pokonałem Dominika Haszka, najlepszego bramkarza na świecie.

Gwiazdy nie takie straszne...

- Ale jakie dobre! Na pewno nie zagrali z nami na pełnych obrotach. W końcu to był mecz tylko pokazowy, byli na dużym luzie. Ale nie zmienia to tego, że to dla nas olbrzymie doświadczenie.

Czy można powiedzieć, że dwa gole zdobyte w Katowicach to Pana pierwszy krok, aby zagrać w NHL?

- Marzeniem chyba każdego hokeisty jest, aby zagrać za oceanem. Moim także, ale po jednym meczu, nawet jeśli był transmitowany do Ameryki, nie ma się co podniecać. Powtórzę, że to jednak był mecz pokazowy.

Co powie Pan o atmosferze panującej w Spodku?

- Pierwszy raz tam zagrałem i było fantastycznie. To była świetna reklama hokeja. Chciałbym bardzo, aby tylu kibiców pojawiało się na każdym meczu ligowym. To był cudowny wieczór.