Polonia Warbud Warszawa - Turów Zgorzelec 73:86

Era Basket Liga. Superdebiut nowego trenera Turowa Mariusza Karola! Prowadzony przez niego zgorzelecki zespół nadspodziewanie łatwo ograł na wyjeździe Polonię Warszawa 86:73, która do tej pory nie przegrała meczu u siebie! - To zwycięstwo jest zasługą moich zawodników. Ja nie miałem nic do powiedzenia - przyznał skromnie po meczu Mariusz Karol

- Jedziemy do Warszawy na wojnę, którą musimy wygrać - mówił jeszcze przed meczem Karol, który dopiero od poniedziałku jest szkoleniowcem Turowa, a przed niedzielnym spotkaniem zdążył przeprowadzić zaledwie kilka treningów z nowym zespołem. Jego drużynie nie dawano zbyt wielu szans na zwycięstwo w Warszawie. Stuprocentowym faworytem pojedynku była ekipa Polonii, która dotąd nie przegrała meczu na własnym parkiecie. Natomiast Turów ostatnio spisywał się fatalnie. Tydzień temu przegrał w kompromitującym stylu u siebie z Gipsarem Stalą Ostrów, a kilka dni później został rozgromiony w Pucharze Ligi przez przeciętną ekipę Noteci Inowrocław. Zespół był w kryzysie i mało kto się spodziewał, że zostanie on przełamany już w meczu z Polonią. Tak się jednak stało.

W Warszawie Turów w niczym nie przypominał słabej ekipy sprzed siedmiu dni. Zgorzeleccy koszykarze zagrali świetny mecz, na miarę swojego ogromnego potencjału kadrowego, który predestynuje ich do gry o najwyższe cele w lidze.

Przełamał się amerykański rozgrywający Brandun Hughes, który w ostatnich meczach był krytykowany, a były trener Turowa Andrzej Kowalczyk postulował nawet wyrzucenie go ze składu. W niedzielę Amerykanin potwierdził, że potrafi zagrać na wysokim poziomie. Był zdecydowanym liderem zespołu. Zdobył 24 punkty (10/15 z gry) oraz zanotował siedem asyst. Te statystyki mógł mieć dużo lepsze, gdyby udało mu się dotrwać do końca spotkania. W 34. minucie popełnił jednak piąty faul i musiał zejść z parkietu.

Wówczas zrobiło się w ekipie Turowa bardzo nerwowo. Bo choć zespół prowadził z Polonią 9 punktami 71:62, to trener Karol nie mógł skorzystać też z Wojciecha Szawarskiego oraz Charlesa Benetta, którzy chwilę wcześniej spadli za faule. Największe problemy trener Karol miał z rozgrywającym. Wskutek zejścia Hughesa i absencji kontuzjowanego Yanna Mollinariego miał w składzie już tylko Grzegorza Mordzaka. Ten jednak nie dość, że w tym sezonie pojawia się na parkiecie sporadycznie, to jeszcze w końcówce grał obolały (z krwiakiem wielkości mandarynki na pośladku). W 28. minucie Mordzak miał starcie z wyższym o 20 centymetrów Erikiem Taylorem. Amerykanin staranował zgorzeleckiego rozgrywającego, gdy ten próbował wchodzić pod kosz. Mordzak długo nie mógł się podnieść z parkietu i z trudem o własnych siłach doszedł do ławki.

W końcówce jednak nie zawiódł. Naciskany przez agresywnie pilnujących go obrońców Polonii, umiejętnie rozgrywał, a także nie bał się wchodzić pod kosz, gdzie przy próbie rzutu często był faulowany. I choć nie zawsze udawało mu się wykorzystywać dwa rzuty wolne, to i tak Turów nie pozwolił rywalom na zbliżenie się na więcej niż 10 punktów. Koszykarze Polonii próbowali zmniejszyć stratę, oddawali wiele rzutów z półdystansu i dystansu, ale dolnośląski zespół przyzwoicie grał w obronie i bardzo dobrze spisywał się w walce pod tablicami. Duża w tym zasługa Adriana Czerwonki, który w końcówce zebrał kilka ważnych piłek w obronie i ataku.

Nie byłoby jednak zwycięstwa Turowa, gdyby nie świetna gra wspomnianego wcześniej Hughesa, a także Wojciecha Szawarskiego, którzy końcówkę oglądali już z ławki rezerwowych, oraz Dominika Tomczyka. To właśnie na tych trzech graczach oparta była siła w ofensywie Turowa w tym meczu. Dzięki ich świetnej postawie przewaga zgorzeleckiego zespołu wynosiła cały czas kilkanaście punktów, a momentami przekraczała 20 oczek. Wojciech Szawarski grał niezwykle skutecznie. Do przerwy zdobył już 10 punktów (4/4 z gry!). Trafiał często z nieprawdopodobnych pozycji przez ręce obrońców. Z kolei Tomczyk jako jedyny z tej trójki dotrwał do końca meczu. I choć nie jest jeszcze w takiej formie, do jakiej przyzwyczaił kibiców podczas gry w Śląsku, to i tak, jak na drugi występ po kontuzji, spisał się wręcz rewelacyjnie. Zdobył bowiem 15 punktów, a do tego dołożył 10 zbiórek i 4 asysty.

Gospodarze nie mieli pomysłu na zmniejszenie strat. Początkowo ich gra w ataku opierała się głównie na Ericu Elliotcie, który wpychał się pod kosz i rzucał niemal z każdej pozycji. Był jednak osamotniony. Eric Taylor oraz Otis Hill odzyskali skuteczność dopiero wówczas, gdy ich zespół przegrywał różnicą kilkunastu punktów.

Po tym zwycięstwie Turów Zgorzelec awansował na trzecie miejsce w lidze. Za tydzień szansa na umocnienie się na tej pozycji. Zgorzelecki zespół gościć będzie u siebie Czarnych Słupsk.

Kwarty: 15:24, 14:20, 25:21, 19:21.

Polonia: Elliott 26 (3), Taylor 15 (1), Hill 14, Koszarek 8, Straupis 0 oraz Jeklin 5 (1), Sidor 2, Pacocha 2,

Karwowski 1.

Turów: Hughes 24 (4), Tomczyk 15 (1), Szawarski 15 (2), Young 7, Czerwonka 6 (1) oraz Mordzak 8, Zabłocki 5 (1), Łopatka 3 (1), Bennett 3, Żak 0.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.