W sobotę bydgoskie siatkarki grają w Pile

Śmiech to zdrowie. Ciekawe, czy to powiedzenie sprawdzi się w przypadku bydgokich siatkarek. Przed meczem z Naftą/Gaz Piła relaksowały się na występie Kabaretu Moralnego Niepokoju.

- Kapitan zespołu Ewa Kowalkowska szybko zorganizowała nas i dziewczyny, i się rozluźniliśmy - mówi trener Centrostalu/Adriany/Gazety Pomorskiej Piotr Makowski. W bydgoskiej Adrii nie było tylko obu zagranicznych siatkarek Bułgarki Iljany Goczewej i Ukrainki Iriny Bajdjuk

- Ili chyba by nic nie zrozumiała, bo słabo mówi po polski. Ira, która mówi świetnie po polsku nie miała z kim zostawić dziecka, a występ był późno - opowiada Kowalkowska

Który ze skeczów kabaretu najbardziej się podobał - pytamy bydgoskiej siatkarki.

- Wszystkie lubimy się pośmiać. Każdy ma swoje poczucie humoru. Mnie podobały się wszystkie - tłumaczy kapitan drużyny.

Cały tydzień bydgoszczanki przede wszystkim solidnie trenowały przed konfrontacją z Naftą/Gaz Piła trenowaną przez byłego szkoleniowca Centrostalu/Adriany/GP Leszka Piaseckiego.

Pilanki to jedne z głównych kandydatek do mistrzowskiego tytułu - W tym klubie już przed sezonem postawiono za cel zdobycie złotego medalu - mówi Makowski.

Gwiazdami Nafty/Gaz są Katarzyna Skowrońska i Beata Strządała. - To niezwykle silny zespół. Kogo jeszcze w polskiej lidze stać, żeby na ławce rezerwowych trzymać Agnieszkę Orłowską czy Izabelę Bełcik - twierdzi bydgoski trener.

Drużyna z Piły zaczęła jednak słabo sezon, od porażki 1:3 z Muszynianką. Potem przyszły jednak już tylko zwycięstwa, w tym to najcenniejsze - w Bielsku ze Stalą - Wszystkie wygrane przyszły nam z trudem, właściwie tylko w spotkaniu z Dalinem się nie spociliśmy - tlumaczy Piasecki.

Jego zdaniem własny parkiet wcale nie przesądza, że jego zespół jest faworytem - Bydgoszczanki grały u nas tak często, że swoja hala nie ma znaczenia. Oby rywalki nie złamały nam kręgosłupa - dodaje szkoleniowiec Nafty/Gaz.

Zdaniem Makowskiego to ekipa z Piły jest jednak faworytem - My po prostu postaramy się zagrać jak najlepiej a na pewno zostawimy serce na parkiecie - kończy trener Centrostalu/Adriany/GP.

Mówi Leszek Piasecki

Czekam na przyjaciół

Wojciech Borakiewicz: Mecz pańskiej Nafty z bydgoskim Centrostalem/Adrianą/GP to chyba coś specjalnego.

Leszek Piasecki: Specjalne? Chyba tak, bo to będzie spotkanie starych znajomych i przyjaciół.

Pańskim rywalem na trenerskiej ławce w Bydgoszczy będzie bardzo dobry kolega, Piotr Makowski.

- Cieszę, że tak udanie zaczął pracę w serii A. Ma na pewno mocniejszy zespół. Dojście Goczewej i Bajdjuk poprawiło słabe strony bydgoskiej drużyny. Piotr dobrze przygotował zespół, który prezentuje wysoką dyspozycję. Okrzepła jeszcze bardziej Magda Godos jako rozgrywająca. Równo gra Karolina Ciaszkiewicz, a że pozostałe dziewczęta nic nie straciły ze swojej klasy, jest wynik.

Tylko pozazdrościć Piotrowi takiego debiutu. Doceniałem bydgoszczanki już przed sezonem, typując je do pierwszej czwórki.

Jakie są plusy przeprowadzki do Piły

- Jestem bliżej domu w Szczecinie. Łatwiej mi pogodzić pracę na uczelni i zajęcie w Nafcie. Oby tylko wyniki zespołu były dobre. Zacząłem kiepsko, ale teraz jest już lepiej.

Mówi Piotr Makowski

Leszkowi nie zazdroszczę

Wojciech Borakiewicz: Mecz bydgoskich siatkarek z drużyną z Piły twój kolega Leszek Piasecki, zapowiada jako spotkanie starych znajomych, na ławce trenerskiej i na boisku.

Piotr Makowski: Przed samym meczem i po nim to będzie z pewnością przyjacielskie i niezwykle miłe dla mnie spotkanie z Leszkiem. Między naszymi dziewczętami a zawodniczkami z Piły też są przyjaźnie. Na parkiecie jednak znajomości nie będzie

Jest coś w osobowości Leszka Piaseckiego, czego mu zazdrościsz?

- Jesteśmy zupełnie różni. Jestem wdzięczny Leszkowi, że przez cały okres pracy w Bydgoszczy nie miał przede mną tajemnic, jeśli chodzi o sprawy warsztatowe. Zawsze był otwarty i wiele się od niego nauczyłem. Wydało bardzo dobrą książkę o siatkówce, z której wiele skorzystałem. Naprawdę spędziliśmy razem wiele godzin na rozmowach i to nie tylko o siatkówce. Często był gościem u mnie w domu, szczególnie kiedy był jeszcze w Bydgoszczy sam, przed sprowadzeniem rodziny. Cenię go bardzo jako człowieka.

Rzeczywiście jesteście całkowicie różni w sposobie reagowania na to, co dzieje się na boisku.

- No tak. Ja nie duszę w sobie emocji. Leszek trzyma je w sobie, ale wcale nu tego nie zazdroszczę. Każdy z trenerów przeżywa mecz i każdy robi to na swój sposób. Jedni wybuchają wewnątrz. Nie staram się trzymać złych emocji na uwięzi. To chyba zdrowsze.

Rozmawiał Wojciech Borakiewicz