Basałaj: nie dybałem na pozycję prezesa

Właściciel krakowskiego klubu Bogusław Cupiał wyrzucił w czwartek dotychczasowy zarząd i mianował tymczasowym prezesem Janusza Basałaja, do niedawna szefa sportu w TVP.

Cupiał, który wypoczywa na Hawajach, nie mógł się pogodzić z nieporadnością zarządu przy zwalnianiu trenera Henryka Kasperczaka. Pozycja Tadeusza Czerwińskiego (prezes), Bogdana Basałaja (wiceprezes, brat Janusza) i Zdzisława Kapki (wiceprezes) była słaba. Po porażce z Dinamem Tbilisi w walce o fazę grupową Pucharu UEFA cały zarząd podał się do dymisji, ale rada nadzorcza dymisję przyjęła tylko ustnie.

Miarka przebrała się w czwartek, gdy jedna z lokalnych gazet krakowskich doniosła o tym, że Cupiał dzwonił do każdego członka zarządu z pytaniem o stanowisko w sprawie zwolnienia Kasperczaka. W związku z tym, że zarząd nie mógł dojść do porozumienia w tej sprawie, właściciel Wisły dał mu czas na podjęcie jednoznacznej decyzji do wczoraj do godz. 11.

Czerwiński, Basałaj i Kapka stawili się o umówionej porze na głosowaniu. Nie zdążyli go przeprowadzić. Z Hawajów (w Honolulu była północ) zadzwonił wściekły Cupiał, który znał już treść porannego artykułu. Nie chciał dociekać, kto jest autorem przecieku, tylko zwolnił wszystkich prezesów.

Bogdan Basałaj miał wypaść z zarządu, ale szykowano dla niego stanowisko dyrektora ds. marketingu. Zdzisław Kapka miał być zdegradowany na kierownika drużyny (obecnie pełni tę funkcję drugi trener Jerzy Kowalik). Choć Kapka odleciał w czwartek do Brazylii w poszukiwaniu talentów (tylko dlatego, że miał wcześniej wykupiony bilet), nikt nie wie, czy dotychczasowi wiceprezesi zostaną w Wiśle. W niedawnych planach tylko Czerwiński miał pewną pozycję w zarządzie - za to, że przyczynił się do rozbudowy stadionu. Teraz jego los zdaje się być przesądzony.

Jego następca Janusz Basałaj, od niedawna szef działu public relations w całej Tele-Fonice, prezesem Wisły będzie za darmo. Społecznie w klubie pracują też członkowie rady nadzorczej na czele z jej prezesem Hubertem Praskim.

A co dalej z Henrykiem Kasperczakiem? Wszystko rozstrzygnie się za 10 dni po powrocie Bogusława Cupiała z Hawajów.

Basałaj: nie dybałem na to stanowisko

Michał Białoński: Jak Pan zareagował na propozycję zostania prezesem Wisły?

Janusz Basałaj: Było to dla mnie olbrzymią niespodzianką.

Co Pan zamierza zrobić?

- W piątek pojadę do Krakowa. Spotkam się z radą nadzorczą, pracownikami klubu, piłkarzami i mediami.

Podobno bronił się Pan przed objęciem tego stanowiska rękami i nogami?

- Bez komentarza. Na pewno nie dybałem na pozycję Tadeusza Czerwińskiego. Pozostaję na stanowisku dyrektora PR i komunikacji w Tele-Fonice. Prezesowanie Wiśle to moje nowe obowiązki, za które nie będę otrzymywał pieniędzy.

Był Pan szefem sportu w TVP, a wcześniej w Canal+, ale nie kierował Pan jeszcze klubem piłkarskim. Jak Pan sobie poradzi?

- Wisła to klub świetnie zorganizowany. Ma bardzo stabilnego właściciela. Dlatego mam nadzieję, że ta praca nie będzie drogą przez mękę.

Czy będzie Pan prezesem tymczasowym?

- Tego nie wiem. Proszę zrozumieć, jestem ledwie trzy godziny po decyzji [rozmawialiśmy o godz. 16 - red.]. Człowiek chce robić w życiu różne rzeczy, ale jest uzależniony od tylu czynników i od tak wielu ludzi, że nie zawsze może plany realizować precyzyjnie.

Jak się Pan czuje, stając się szefem klubu, w którym trwa zawierucha związana ze zmianą trenera?

- Chciałbym uspokoić atmosferę, wyciszyć. Ten zasłużony i wielki klub nie może sobie pozwolić na taką huśtawkę nastrojów - uwielbienie przeplatane z nienawiścią.

Tadeusz Czerwiński, były prezes Wisły

W piątek idę normalnie do pracy, bo choć zostałem zdjęty ze stanowiska prezesa, to nadal mam umowę o pracę. Zawsze wyrażałem zdecydowany sprzeciw zwolnieniu Henryka Kasperczaka. Uważam, że pozostawienie tego szkoleniowca w Wiśle to decyzja dobra dla klubu i właściciela. Nawet za cenę mojego fotela. Ja mogę odejść. Najbardziej żal mi kibiców i zawodników. Zżyłem się z nimi. Potrafiłem dotrzeć do środowiska kibiców, rozmawiać z nimi. Niestety, w połowie drogi zostałem zawrócony.

not. mibi

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.