Najbogatsza w Polsce Wisła gra na kredyt

Brak awansu do Ligi Mistrzów i grupowych rozgrywek Pucharu UEFA powoduje, że Wisła Kraków powinna zacząć zarabiać na transferach, jeśli marzy o spłacie sięgającego 80 mln zł zadłużenia wobec swojego właściciela - Tele-Foniki Kable. W zeszłym roku mimo dużego zastrzyku gotówki od głównego sponsora - Ery - klub stracił netto aż 7,5 mln zł.

Dotarliśmy do dokumentów finansowych Wisły Kraków SSA, w których zarząd klubu napisał wprost: "Oczekiwany sukces, który ma zostać odniesiony w 2004 r. w rozgrywkach ligowych i pucharowych, może spowodować rekordowy wynik finansowy spółki". Niestety, skończyło się na oczekiwaniach. O ile o porażki z Realem Madryt w walce o Ligę Mistrzów trudno mieć pretensje, o tyle kibice pewnie długo nie zapomną kompromitacji z Dynamem Tbilisi, która zamknęła Wiśle drogę do rozgrywek grupowych Pucharu UEFA. Klub poniósł przy tym realne straty finansowe, bo awans w Pucharze UEFA dałby minimum 7 mln zł, które finansowo pozwoliłyby stanąć klubowi na nogi.

Bo choć Wisła uchodzi za najbogatszy klub w Polsce, to w rzeczywistości jej piłkarze grają na kredyt - spółka jest zadłużona u swojego właściciela na 80 mln zł (nie spłaca kwoty głównej długu ani odsetek - są one dopisywane do kapitału i powiększają zadłużenie). Straty netto z lat ubiegłych przekroczyły już 70 mln zł.

Ktoś powie: przecież właściciel Tele-Foniki Bogusław Cupiał nie pozwoli rozłożyć klubu na łopatki żądając spłaty długu. To prawda - Wisła z ekonomicznego punktu widzenia nie powinna istnieć. Funkcjonuje tylko dzięki kaprysowi właściciela. Ale Cupiał kilka miesięcy temu zapowiedział, że klub przede wszystkim ma bilansować wydatki z przychodami, by nie powiększać strat. I zacząć funkcjonować jak normalne przedsiębiorstwo.

Odsiecz z Ery

W 2002 r. wydawało się, że klub jest na dobrej drodze, aby wyprostować swoje finanse. Po wielu latach strat - gdy był w sumie na minusie 66 mln zł - udało się zarobić netto 1,2 mln. W dużej mierze było to zasługa 10,4 mln zł wpływów z transferów. W 2003 r. dochodów z tego tytułu zabrakło i klub ponownie znalazł się pod kreską - i to aż 7,5 mln zł.

Stało się tak, mimo że klub coraz lepiej zarabiał na swojej podstawowej działalności - na biletach o 38 proc. więcej niż w 2002 r. (5,4 mln zł), a na reklamach aż 247 proc. (6,5 mln zł). Ten nadzwyczajny skok zawdzięcza wpłacie 4,33 mln zł od głównego sponsora - operatora komórkowego Ery. Gorzej było pod względem przychodów z praw telewizyjnych, które skurczyły się o 41 proc. głównie na skutek niższych wpływów za mecze ligowe oraz w rozgrywkach europejskich (tu spadek sięgnął aż 88 proc.). W sumie przychody ze sprzedaży wyniosły 20,7 mln zł i były o 18 proc. wyższe niż w 2002 r.

Jednak znacząco podskoczyły też koszty klubu. Na płace, głównie zawodników i trenerów, poszło 10,4 mln zł (o 17 proc. więcej niż przed rokiem), a koszty związane z meczami (np. eksploatacja stadionu czy zapewnienie bezpieczeństwa) sięgnęły 6 mln zł (plus 24 proc.). To, że klub nie oszczędzał na przygotowaniu zawodników, widać po kosztach podróży, obozów szkoleniowych czy hoteli. Na ten cel wydano 2,2 mln zł (więcej aż o 40 proc.).

Co z tym długiem?

Walne zgromadzenie Wisły 30 marca br. postanowiło, że strata za 2003 r. zostanie pokryta z dochodów osiągniętych w ciągu najbliższych trzech lat, a w szczególności z usług reklamowych i - co chyba po raz pierwszy zostało tak zaakcentowane - transferów zawodników. Poza tym zobowiązano zarząd do kontynuowania programu naprawczego, spłaty pożyczek, zwiększenia przychodów spółki i zrównoważenia ich z kosztami. Trudno się dziwić takiej uchwale, skoro zobowiązania klubu na koniec 2003 r. przekroczyły już 100 mln zł (80 mln zł to pożyczka od Tele-Foniki).

Z dokumentów finansowych można wyciągnąć wniosek, że sportowa spółka nie miała kłopotów z bieżącą wypłacalnością. Ernst & Young, renomowany audytor badający księgi Tele-Foniki, napisał, że budżet na 2004 r. sporządzony przez zarząd Wisły nie wykazywał konieczności dodatkowego dofinansowania ze strony akcjonariusza, który jest pod czujnym okiem banków, gdzie ma do spłaty około 1 mld zł kredytu.

Z drugiej strony spłata starych długów bez Ligi Mistrzów czy kariery w Pucharze UEFA wydaje się poza zasięgiem klubu. Jest jeszcze możliwość zamiany długu przez Tele-Fonikę na nowe akcje Wisły - wtedy klub miałby zapewne najwyższy kapitał zakładowy wśród klubów. Obecnie wynosi on jedynie 1,5 mln zł.