Hokeiści wygrali turniej kwalifikacyjny

Polacy bez problemu wygrali wszystkie mecze w Nowym Targu, w niedzielę wysoko pokonując najgroźniejszą Holandię. Sęk w tym, że awans do olimpiady jest dla nich trochę jak ?Mission Impossible?.

W lutym w Rydze na ostatecznym etapie kwalifikacji sukcesem dla nas będzie wygranie choć jednego meczu, a co dopiero turnieju. Łotwy ani Białorusi nie pokonaliśmy jeszcze nigdy, ze Słowenią wysoko przegraliśmy w tegorocznych MŚ I Dywizji w Gdańsku. A do Turynu pojedzie tylko zwycięzca zawodów w Rydze.

W Nowym Targu wszystko szło z górki. Zawodnicy Andrieja Sidorenki i Andrzeja Słowakiewicza znokautowali pierwszych rywali - Litwę (6:1) i balansującą między drugą a trzecią ligą światową Chorwację (7:0 - pierwszy mecz tych państw w historii). Najtrudniejszą przeprawę biało-czerwoni mieli wczoraj z naszpikowaną naturalizowanymi Kanadyjczykami Holandią.

"Pomarańczowi" długo przeważali, gra toczyła się głównie pod bramką Tomasza Jaworskiego. Gdy do boksu kar powędrował Krzysztof Śmiełowski, Jaworski z najwyższym trudem obronił strzał z dwóch metrów Marka Bultje.

Przełomowym momentem meczu były dwa faule Holendrów, po których przez 93 s graliśmy w pięciu na trzech. Przez pierwszą minutę przewagi szamotaliśmy się z obrońcami, aż w miejsce Grzegorza Piekarskiego pojawił się na lodzie czwarty napastnik - Krzysztof Oliwa. Gdy tylko "Chris" otrzymał krążek od Mariusza Czerkawskiego, wyłożył go przed bramkę Michałowi Garboczowi, a ten nie mógł nie trafić z metra do pustej bramki. 33 s później, gdy z boksu kar miał już wyjeżdżać Bultje, Leszek Laszkiewicz zdobył drugą bramkę, dobijając krążek wrzucony spod niebieskiej linii przez Łukasza Sokoła.

Przy dwubramkowym prowadzeniu grało nam się jak z płatka. O kolejne trafienia mogli się pokusić Czerkawski (19. min) czy Oliwa (30.). W końcu Waldemar Klisiak uderzył z klepki w lewy róg i dobrze spisujący się Philip Groeneveld rozłożył bezradnie ręce, bo nie miał szans na reakcję. Tak szybki był to strzał.

W niedzielę graliśmy skutecznie w przewadze jak nigdy dotąd. Potwierdził to Adrian Parzyszek, strzelając czwartą bramkę 17 s po tym, jak Rody Jacobs sfaulował pędzącego sam na sam na bramkę Damiana Słabonia.

- Dobrze, że mieliśmy najsilniejszy skład, że wszyscy pracowali dla dobra drużyny, że atmosfera w zespole była świetna, bo Holandia nie była taka słaba. Ważne, że praca włożona na treningach w skuteczne rozgrywanie przewag nie poszła na marne. Ale przed turniejem w Rydze trzeba wzmocnić linię obrony - mówił trener Sidorenko.