Legia - Polonia 4:1 w derbach Warszawy

Przed meczem o mistrzostwo stolicy na stadionie przy Łazienkowskiej z głośników popłynęła pieśń Czesława Niemena ?Sen o Warszawie". Jak zwykle, ale po raz pierwszy w całości. I Legia pod kierunkiem Jacka Zielińskiego po raz pierwszy zagrała dobre spotkanie. Wygrała z Polonią szóste derby z kolei

O wszystkim przesądziło sześć minut pierwszej połowy. Wtedy gospodarze strzelili trzy gole. Pierwszego z nich - najładniejszego - Marcin Smoliński, jeden z czterech zawodników na boisku pochodzących z Warszawy, ale jedyny w Legii (w Polonii są to: Krzysztof Bąk, Dariusz Dźwigała i Wojciech Szymanek). Akcentów warszawskich było w tym meczu więcej. Kibice Legii wywiesili na trybunie podobiznę przedwojennego prezydenta stolicy Stefana Starzyńskiego, a na płocie słynne zdanie z jego przemówienia: "Chciałem, by Warszawa była wielka (...). I widzę ją wielką.". Kibiców Polonii nie było. Oglądali mecz na telebimie na własnym stadionie. Na Łazienkowską nie przyszli, bo protestowali przeciw obowiązkowi posiadania kart chipowych.

Smoliński pierwszego gola w ekstraklasie zdobył uderzeniem zza pola karnego. Zrobił to, czego wcześniej w tej samej akcji nie byli w stanie dokonać Piotr Włodarczyk i Tomasz Sokołowski, których strzały bronił Jacek Banaszyński. - Do niedawna nawet nie śniłem, że zagram w derbach Warszawy i jeszcze strzelę w nich gola - mówił 19-letni pomocnik, który jeszcze pół roku wcześniej występował w czwartoligowym GKP Targówek (klub już nie istnieje). Później dwie bramki zdobył Marek Saganowski. On lubi derby. W poprzednich, wygranych przez Legię 7:2, popisał się hat trickiem.

Polonia w tej części gry mogła nawet prowadzić. Krzysztof Bąk nie trafił jednak z ostrego kąta do pustej bramki. - Kto wie, jak by ten mecz się potoczył? Powinienem strzelić - mówił Bąk.

Sprawa zwycięstwa była rozstrzygnięta i w drugiej połowie mecz był słaby. Obie drużyny grały wolno, bez wielkiego jak na derby zaangażowania. Tuż po przerwie czwartego gola strzelił Tomasz Sokołowski I - z pola karnego trafił w okienko bramki Banaszyńskiego. Polonię stać było na honorowego gola. Łukasz Jarosiewicz uderzył niemal w to samo miejsce bramki co Sokołowski I, tylko że z dalszej odległości. W ostatniej minucie Konrad Gołoś trafił piłką w poprzeczkę.

Na trybunach stadionu przy Łazienkowskiej obok dyrektora sportowego Polonii, a jeszcze niedawno Legii Jerzego Engela zasiedli przedstawiciele angielskiej firmy Global Soccer Agency Ltd. Do środy będą prowadzić rozmowy z właścicielem klubu Janem Ranieckim w sprawie kupna akcji KSP Polonia, a z władzami miasta na temat dzierżawy terenów przy ulicy Konwiktorskiej. - Jak się zakończą? Któż to wie - powiedział Engel, patrząc w niebo.

Legia Warszawa - Polonia Warszawa 4:1 (3:0): Smoliński (30., dobitka ze strzału Sokołowskiego I), Saganowski (33., z karnego po faulu na nim Dźwigały, 35. z podania Sokołowskiego I), Sokołowski I (47., z podania Smolińskiego) - Jarosiewicz (54., z podania Gołosia).

Legia: Boruc - Dudek Ż, Magiera, Rzeźniczak, Kiełbowicz - Sokołowski II, Surma, Smoliński Ż (89. Kowalski), Sokołowski I (67. Stanford) - Włodarczyk (60. Korzym), Saganowski. Polonia: Banaszyński - Gołaszewski Ż, Udarević, Szymanek, Jakosz Ż - Bąk (65. Mazurkiewicz), Dźwigała Ż (46. Imeh), Gołoś, Cichoń - Jarosiewicz Ż, Kosmalski. Widzów: 10 tys.