Deichmann Śląsk - Wisła/Unia Kraków 75:88

PLK. Śląsk upokorzony i ośmieszony! Wrocławianie po kiepskiej, a momentami wręcz kompromitującej grze ulegli u siebie Unii/Wiśle Kraków i są wciąż bez zwycięstwa w lidze. - To, co zagraliśmy, to katastrofa - trafnie ocenił występ swoich koszykarzy trener Śląska Tomo Mahorić. Tak fatalny start w rozgrywkach wrocławskiej drużyny trudno sobie przypomnieć. A już 9 listopada ruszają rozgrywki ULEB Cup.

Była 38. minuta gry. Na tablicy wyników 61:82 na niekorzyść Śląska... Niektórzy kibice zdenerwowani, zażenowani opuszczają halę Orbita, w której prawie nie słychać już było dopingu. Fani Śląska, którzy zdecydowali się zostać, jakby z niedowierzaniem obserwują to, co się dzieje na boisku i co wyprawia ich zespół, któremu kibicują. W poprzednich sezonach wrocławscy koszykarze przyzwyczaili ich do zwycięstw, a przede wszystkim do gry na wysokim poziomie. Dziś to już tylko historia. W niedzielę aż przykro było patrzeć, jak Śląsk niemiłosiernie męczy się z przeciętnym polskim zespołem ligowym z Krakowa, którego gracze momentami wręcz ośmieszali na parkiecie koszykarzy reprezentujący najbardziej zasłużony klub polskiej koszykówki. Wrocławscy zawodnicy chyba zdawali sobie z tego sprawę. Po meczu byli załamani. Większość milcząc opuszczała parkiet, a Radosław Hyży nawet się popłakał...

Pierwsza połowa nie zwiastowała tragedii Śląska. Mecz przez pierwszych 20 minut, choć nie stał na wysokim poziomie, był wyrównany. Tradycyjnie trener Śląska Tomo Mahorić skorzystał już do przerwy z dziesiątki graczy. W dwóch pierwszych kwartach grały dwie różne piątki. Dużo lepiej spisywali się jednak rezerwowi. Głównie dzięki niezłej grze Michała Ignerskiego (10 pkt w drugiej kwarcie), Raitisa Grafsa (5) oraz Michaela Watsona (4) Śląsk odrobił w końcówce drugiej kwarty kilkupunktową stratę i tuż przed przerwą wyszedł na jednopunktowe prowadzenie.

Wydawało się, że w kolejnych kwartach może być tylko lepiej. Tak się jednak nie stało. Wrocławianie rozpoczęli drugą połowę meczu tą samą piątką graczy, która wyszła od początku spotkania. Na parkiecie byli Skibniewski, Zieliński, Randle, Hyży oraz Kiausas. Początkowo toczyli oni wyrównany pojedynek z rywalami. W 22. minucie był jeszcze remis 40:40. Jak się później okazało, ostatni w tym meczu. Dramat Śląska rozpoczął się od bezmyślnego faulu Aivarasa Kiausasa na Tulkoviciu. Bośniak nie dość, że trafił do kosza, to za przewinienie techniczne wykonywał dodatkowy rzut (który wykorzystał), a drużyna krakowska dodatkowo pozostała w posiadaniu piłki. Goście wykorzystali ten prezent, jak i kolejne wrocławskich zawodników, którzy w prostych sytuacjach tracili piłki. W efekcie już w 27. minucie goście prowadzili różnicą 13 punktów (42:55). Świetny mecz rozgrywał wówczas Paweł Szcześniak. Rozgrywający Wisły zdobył w trzeciej kwarcie aż 14 punktów. Trafiał niemal z każdej pozycji, ośmieszając pilnujących go wrocławskich obrońców. - Pablo był wspaniały. Jego świetna gra była kluczem do zwycięstwa naszego zespołu - chwalił Szcześniaka jego kolega klubowy Willie Anderson.

Nie tylko z rozgrywającym gości wrocławianie mieli problemy. Nie do zatrzymania po przerwie byli także Michael Ansley oraz Muljo Tulković. Ten pierwszy zakończył mecz z dorobkiem 22 punktów (14 po przerwie) oraz 12 zbiórek, drugi zdobył w sumie 18 punktów i miał trzy przechwyty.

W Śląsku zawiedli niemal wszyscy. Wrocławianie byli nieporadni zarówno w ataku, jak i w obronie. Trener Mahorić próbował jakoś reagować. Dokonywał częstych zmian, ale nie przynosiły one większego efektu. Goście tylko powiększali przewagę, która momentami przekraczała 20 punktów.

W końcówce meczu słoweński szkoleniowiec meczu zrezygnowany głównie siedział na ławce. Podnosił się wtedy, gdy jego zespół tracił punkty lub gdy zawodnicy Śląska fatalnie pudłowali w ataku. Wówczas pozostało mu tylko bezradnie rozłożyć ręce.

Po meczu Mahorić był przybity. Na konferencji powtórzył niemal dokładnie to, co mówił po przegranych spotkaniach z Astorią Bydgoszcz i Turowem Zgorzelec, które miały bardzo podobny przebieg do niedzielnego pojedynku. - W kolejnym meczu znów fatalnie zagraliśmy w drugiej połowie spotkania. Nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego tak się dzieje - stwierdził. Potem dodał: - Ciągle pracujemy, ale wciąż nie jesteśmy zespołem. Nasz system nie funkcjonuje tak jak należy. W meczu z Wisłą mieliśmy zdecydowanie za mało zbiórek i asyst. W ogóle to, co zagraliśmy, to katastrofa.

W odmiennym nastroju był natomiast szkoleniowiec gości Mariusz Karol. - To zwycięstwo dla mnie niezwykle cenne, gdyż po raz pierwszy w swojej karierze trenerskiej wygrałem we Wrocławiu - promieniał po meczu trener Wisły. - Po przerwie znakomicie zagraliśmy w obronie i w znacznym stopniu zneutralizowaliśmy atak Śląska.

To, co Śląsk prezentuje w tym sezonie, staje się powoli niepokojące. Po tej trzeciej z rzędu porażce w lidze wrocławscy koszykarze spadli na 10. miejsce w tabeli i obok Noteci i Gipsaru Ostrów są jedynym zespołem bez zwycięstwa w ekstraklasie. Tak fatalnego startu w rozgrywkach ligowych Śląsk nie miał od niepamiętnych czasów. Jeśli tak dalej pójdzie, wrocławianie będą walczyć nie o medale, ale o utrzymanie w ekstraklasie. Aż strach pomyśleć, co się będzie działo w pucharach. Wrocławscy koszykarze już 9 listopada zainaugurują rozgrywki ULEB Cup meczem wyjazdowym z Lietuvos Rytas. Z taką formą, jaką prezentują obecnie, trudno będzie nawet myśleć o honorowej porażce.

Deichmann Śląsk Wrocław - Unia/Wisła Kraków 75:88

Kwarty: 13:15, 24:21, 11:28, 27:24

Śląsk: Skibniewski 5 (1), Kiausas 0, Zieliński 5 (1), Hyży 11, Randle 14 (2) oraz Ignerski 14, Grafs 9, Watson 6, Chanas 4, Hajnsz 3 (1), Szlachtowicz 2, Mróz 2

Unia/Wisła: Anderson 13 (2), Szcześniak 20 (2), Tuljković 18 (1), Żurawski 8, Ansley 22 (2) oraz Golański 4, Sulowski 3, Suski 0, Dudzik 0, Kenig 0

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.