Piotr Meresiński, kierowca rajdowy z Tychów, marzy o międzynarodowych sukcesach

Piotr Meresiński chce zawojować Europę. Na razie cieszy się z mistrzostwa Polski. Zwycięstwo kosztowało go jednak sporo wyrzeczeń

31-letni rajdowiec zaczął się ścigać zaledwie przed trzema laty, a już może się pochwalić tytułem mistrza kraju. W tegorocznej edycji rajdów o mistrzostwo Polski nie miał sobie równych w klasie N3. Rywalizacja o złoto nie zaczęła się dla kierowcy z Tychów i jego pilota Marka Brzozoka zbyt szczęśliwie. W czasie majowego rajdu Elmotu wypadł z trasy, pędząc 160 kilometrów na godzinę. Samochód zatrzymał się na drzewie! - Myślałem, że się nie pozbieramy - przyznaje.

Jeszcze większego pecha miał Norbert Guzek - najgroźniejszy rywal Meresińskiego i absolutny faworyt w klasie N3. Kierowca z Gdańska nie ukończył żadnego rajdu! - To niesamowite, ale jak się okazało możliwe. Gdyby miał więcej fartu, walka o złoto byłaby jeszcze bardziej zacięta - dodaje.

Największym rywalem Meresińskiego okazał się Bartłomiej Boruta z Cieszyna. Przed ostatnią eliminacją obie ekipy miały po dziewięć punktów. - Przed Rajdem Warszawskim wszystko było jasne - pierwszy na mecie, będzie pierwszym w Polsce - mówi.

Wszystko wyjaśniło się już po pierwszym odcinku specjalnym. Samochód Boruty miał defekt i do mety nie dojechał. - Moja komórka zagrzała się wtedy od przychodzących SMS-ów. Słała je moja mama, która śledziła naszą rywalizację w internecie. Pisała ciągle: "Zwolnij synku!" - uśmiecha się Meresiński.

Meresiński przyznaje, że sukces kosztował go sporo wyrzeczeń. - Nigdy nie ma mnie w domu. Żona się denerwuje. Dzieci tęsknią. Zaniedbałem pracę. Kiedyś przygotowywałem projekty wyposażenia łazienek, teraz nawet nie włączam komputera - wzdycha.

Natłok obowiązków nie zraża jednak Meresińskiego do kolejnych startów. Plany ma ambitne - w przyszłym sezonie będzie rywalizować o mistrzostwo Europy. - Budżet pewnie skoczy dwa razy do góry, ale trudno, kocham się ścigać i z tego nie zrezygnuję - mówi.