Polska wygrała z Czechami

Polska pokonała w hali Orbita Czechy 86:78. Mecz obserwowało około tysiąca czterystu widzów To nieco więcej niż poprzednie spotkanie ze Słowenią. W naszej ekipie przyzwoicie zaprezentował się Wojciech Szawarski z Turowa Zgorzelec. Z kolei były gracz Śląska Michał Ignerski w ogóle nie pojawił się na parkiecie

Przed meczem z Czechami organizatorzy obawiali się niskiej frekwencji. Polska reprezentacja po trzech porażkach nie ma już szans na awans na tym etapie eliminacji, a sobotni rywal biało-czerwonych zespół Czech jest mało atrakcyjnym przeciwnikiem. W tych eliminacjach podopieczni Michala Jezdika występują bowiem bez swoich najlepszych graczy - Lubosa Bartona oraz Jirziego Welsha. Ci, którzy obecnie grają w zespole, są mało znani przeciętnym kibicom koszykówki. Poza tym organizatorzy mieli w pamięci to, co działo się tydzień temu w hali Orbita. Wówczas mająca jeszcze szansę na awans reprezentacja Polski grała mecz z silną Słowenią, w której składzie gra kilku znanych europejskich graczy. To spotkanie obserwowało zaledwie 1200 widzów (pojemność hali Orbita wynosi 2000 stałych miejsc siedzących).

Przed meczem z Czechami organizatorzy, obawiając się jeszcze mniejszego zainteresowania fanów, obniżyli ceny biletów (z najtańszych 15 do 5 złotych), a do tego sporo wejściówek rozdali za darmo w szkołach.

Cel został osiągnięty. Co prawda kibice nie wypełnili całej hali, ale zjawiło się ich nieco więcej niż na meczu ze Słowenią (około 1400). To i tak sukces. - Jestem zadowolony z frekwencji - ocenił Dariusz Kowalczyk, prezes Dolnośląskiego Związku Koszykówki, organizator imprezy.

- Cieszymy się, że kibice się od nas nie odwrócili. Na pewno lepiej byłoby, gdybyśmy wygrywali, a nasze mecze obserwował komplet widzów, ale dziękujemy tym widzom, którzy wciąż w nas wierzą i nam kibicują - mówił po meczu środkowy polskiej reprezentacji Kordian Korytek

Kibice zgromadzeni w hali Orbita nie obejrzeli jakiegoś fascynującego widowiska na wysokim poziomie, ale przynajmniej mogli cieszyć się z pierwszego w tych eliminacjach zwycięstwa Polaków (86:78). W meczu zaprezentował się jedyny Dolnoślązak - Wojciech Szawarski z Turowa Zgorzelec. Wszedł na parkiet w połowie drugiej kwarty, a w sumie zagrał 19 minut. W tym czasie zdobył 6 punktów (3/6 z gry). Ani minuty nie wystąpił natomiast Michał Ignerski, który w poprzednim sezonie występował w Śląsku Wrocław.

- Chciałem wygrać ten mecz, nawet kosztem absencji niektórych zawodników. Niestety, to spotkało Michała - tłumaczył po meczu trener kadry Andrzej Kowalczyk. - Poza tym Michał lubi szybką koszykówkę, a w dzisiejszym meczu musieliśmy grać nieco inaczej.

Jest mało realne, że Michał Ignerski pozostanie we Wrocławiu, mimo że podpisał ze Śląskiem tak zwany pre-kontrakt. - Raczej tutaj nie zagram - mówił Ignerski. Zawodnik ma propozycje z klubów z ligi niemieckiej i francuskiej, a jego pozyskaniem zainteresowana jest również Polonia Warszawa. - W przyszłym tygodniu powinno rozstrzygnąć się, gdzie zagram - tłumaczył Ignerski.

Mówi Pavel Milos

Czech Pavel Milos dwa tygodnie temu był na testach w Śląsku Wrocław. Wówczas zaprezentował się nieźle, jego gra zrobiła wrażenie na trenerach klubu. Wczoraj jego umiejętności mogli sprawdzi wrocławscy kibice podczas meczu jego reprezentacji z Polską. Zaprezentował się jednak słabo. Przebywał na parkiecie 22 minuty. W tym czasie zdobył 8 punktów (3/7 z gry). To był jeden z najsłabszych jego występów w tegorocznych eliminacjach

Dariusz Kopeć: W Nymburku pokonaliście znacznie Polskę, różnicą aż 25 punktów, dziś byliście zdecydowanie słabsi. Jak to wytłumaczyć?

Pavel Milos: Nie graliśmy swojej koszykówki. Polacy zagrali bardzo dobrze w obronie, a my trochę niefrasobliwie w ataku. Mieliśmy zdecydowanie zbyt dużo strat i niecelnych rzutów. Polacy zadecydowanie zasłużyli na zwycięstwo.

Wystąpiliście bez Ladislava Sokolovskiego, który świetnie spisał się w pierwszym meczu z Polską. W jego braku można upatrywać przyczynę porażki?

- To dobry gracz, bardzo przydatny w drużynie, ale nie można wszystkiego zwalać tylko na to, że jego nie było. Zagraliśmy słaby mecz jako zespół.

Wierzy Pan jeszcze w awans z grupy swojego zespołu?

- Po tej porażce realnych szans już nie mamy, ale kolejne mecze będziemy traktować poważnie i walczyć o zwycięstwa.

Trzy tygodnie temu był Pan na testach w Śląsku Wrocław. Czy od tego czasu ktoś z działaczy Śląska dał znać, czy jest zainteresowany pozyskaniem Pana?

- Te sprawy pilotuje mój agent. Jak dotąd nie otrzymałem od niego żadnych informacji w tej kwestii, więc chyba nie są mną zainteresowani. Być może problemem jest to, że mam wciąż ważny kontrakt ze Spartą Praga. Chciałbym tutaj grać, gdyż Śląsk to znany zespół. Nie zależy to tylko ode mnie.

Dziś jednak swoją grą Pan nie zachwycił.

- Nie jestem z siebie zadowolony. Zagrałem bardzo słabo. Na pewno stać mnie na lepszą grę.

Teraz w Śląsku na testach przebywa Pana rodak Pavel Frana. Co Pan może powiedzieć o jego umiejętnościach?

- Wiem o tym, że przebywa na testach w Śląsku, choć trochę mnie to zaskoczyło, gdyż kilka dni temu rozmawiałem z nim i nic mi nie mówił, że wybiera się do Wrocławia. Jest to solidny gracz, typowy center lubiący grać blisko kosza. Na pewno będzie znacznym wzmocnieniem, gdy klub zdecyduje się go zatrudnić.

Statystyki jego nie są jednak imponujące. W przeciętnej niemieckiej lidze grał kiepsko w słabym zespole.

- Trudno powiedzieć czemu tak było. Na pewno ma spory potencjał do gry.

"Dwunastka zaskoczyła"

Czech Radek Necas, który był w kręgu zainteresowań Turowa Zgorzelec, był zdecydowanie najlepszym czeskim zawodnikiem w meczu z Polską. Zgromadził 20 punktów (najwięcej w zespole), a do tego dołożył 7 zbiórek. Umiejętności gracza docenił trener kadry Andrzej Kowalczyk.

- Zaskoczył nas zawodnik z numerem 12 (z takim numerem grał właśnie Necas), który sprawiał nam sporo kłopotów - ocenił zawodnika Andrzej Kowalczyk.

Dziwi nieco nieznajomość nazwiska Czecha przez szkoleniowca kadry, gdyż pozyskaniem tego gracza zainteresowany był prowadzony przez Kowalczyka Turów Zgorzelec. Co więcej, Necas był nawet na testach w zgorzeleckim zespole. Gdy trenerowi zwrócił na to uwagę jeden z dziennikarzy, Kowalczyk nieco się zmieszał. Po czym powiedział: - Necas miał swój dzień i dlatego grał dobrze, grał bardzo dobrze. Wyjaśnił także, dlaczego zgorzelecki klub nie był zainteresowany jego pozyskaniem. - Miał zbyt wygórowane warunki finansowe. Poza tym wyjechał do Stanów, a po powrocie nie mieliśmy z nim kontaktu - wytłumaczył Kowalczyk.