Rozmowa z Bogumiłem Klimiukiem, kierowcą rajdowym

Artur Wnuk: Jak oceniasz dotychczasowe starty?

Bogumił Klimiuk, zawodnik Automobilklubu Podlaskiego, reprezentujący grupę Nissan-Musiński, MTC-CEDC, Castrol, Avisa: W tym sezonie walczyliśmy z awariami, a nie z czasem. Defekt skrzyni biegów z Rajdu Mazowieckiego uniemożliwił nam udział w Rajdzie Elmot, eliminacji mistrzostw Polski. Późniejszy start w Rally Fama był wstępem do 61. Rajdu Polskiego - najważniejszej imprezy w tym sezonie. Rajd Polski to eliminacja mistrzostw Europy, w której po dwóch dniach zajęliśmy drugie miejsce w naszej klasie. To życiowy wynik. Z kolei w Rajdzie Kormoran i Rajdzie Rzeszowskim nie dojechaliśmy do mety. Znowu przez awarie.

Z czego wynikają defekty nissana micry?

- W aucie psuły się różne elementy: skrzynia biegów, hamulce, układ kierowniczy i elektronika. Samochód do ścigania był dobrze przygotowany, awarie to efekt wieku micry i liczby przejechanych przez nią odcinków specjalnych.

Za tydzień wystartujesz w Bieszczadach...

- To druga edycja Rally Fama. Dwa lata temu na seicento zajęliśmy tam trzecie miejsce, rok temu micrą byliśmy drudzy. W tym roku wypadałoby więc wygrać. Na koniec sezonu - w październiku - mamy Rajd Warszawski.

Przy dużych prędkościach łatwo o wypadek. W sierpniu Twój były pilot Mirosław Ciunel zginął w rajdzie.

- Śmierć Mirka to duża strata. Na tragedię miało wpływ niedoświadczenie kierowcy. To był praktycznie jego drugi start w życiu. Poza tym samochód był nieprzygotowany pod względem bezpieczeństwa. Według mnie powinna być większa selekcja między kierowcami, ścigającymi się w takich rajdach.

A sam się nie boisz się?

- Na strach jest miejsce. Nie wynika on z bezpośredniego zagrożenia, bo takich myśli nie dopuszcza się do siebie w trakcie rajdu. Obawiasz się, że gdzieś uderzysz, coś skrzywisz lub urwiesz i nie dojedziesz do mety. A tym samym zawiedziesz wiele osób: kibiców, sponsorów, serwisantów.