Szarapowa i Federer zwyciężyli w Wimbledonie

Rosjanka Maria Szarapowa przełamała trwającą od 2000 roku dominację sióstr Williams i nieoczekiwanie została mistrzynią Wimbledonu. W niedzielę po południu dołączył do niej Roger Federer, który obronił tytuł wywalczony rok temu.

Gdy w 2003 r. 16-letnia Szarapowa - startując po raz pierwszy na londyńskich kortach trawiastych - dotarła do czwartej rundy, prorokowano jej wielką przyszłość. Jednak wychowanka tenisowej akademii Nicka Bollettieriego zaskoczyła wszystkich, łącznie z największymi ekspertami. Wimbledon rzuciła do swych stóp już w rok później.

Można uważać, że miała sporo szczęścia. W tegorocznym turnieju najgroźniejsze rywalki same wykruszały się (np. Belgijki Clijsters i Hennen-Hardin sa kontuzjowane), w miarę jak postępowały kolejne rundy, przeciwniczki (szczególnie w ćwierć i półfinale) niespodziewanie doznawały prawdziwych "zaćmień", które pozwalały Szarapowej odwracać losy wydawałoby się przegranych meczy. Jednak występ finałowy udowodnił, że młodziutka Maria swój pierwszy tytuł wielkoszlemowy zawdzięcza tylko i wyłącznie sobie.

Telefon na kort centralny

Wiotka Rosjanka, która jeszcze dwa dni wcześniej musiała przekonywać licznie zgromadzonych dziennikarzy, że nie zamierza iść w ślady swojej sławniejszej koleżanki Anny Kurnikowej i stać się "dziewczyną z okładki", w sobotę udowodniła, że w głowie ma tylko i wyłącznie tenis.

W starciu z atletycznie zbudowaną ciemnoskórą Sereną Williams, zwyciężczynią z ostatnich dwóch lat, nie zadowoliła się rolą kopciuszka. Zamiast dać się zdominować zdecydowanie silniejszej fizycznie Amerykance i szybko przegrać, od pierwszych piłek przejęła inicjatywę i na każde potężne uderzenie mistrzyni odpowiadała równie szybko i precyzyjnie. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Jeden po drugim w tempie ekspresowym zaczęła zapisywać po swojej stronie kolejne punkty, gemy i wreszcie po niespełna 30 minutach pierwszego seta 6:1.

Serena, która w ostatnich czterech latach przegrała na kortach All Engladn Lawn Tennis Club tylko dwa mecze (oba w finałach ze swoją starszą siostrą Venus), była wyraźnie rozkojarzona. Gdy jednak ostro rozpoczeła drugą odsłonę meczu, wszyscy spodziewali się zaciętej walki. Amerykance zacięcia starszyło jednak tylko na sześć gemów. Prowadząc 4:2 znów, na podobieństwo pierwszej partii, seriami zaczęła psuć piłki, a Szarapowa skwapliwie to wykorzystała. Kolejne cztery gemy padły łupem blondwłosej tenisistki z syberyjskiego Niagania.

Po ostatniej piłce (niewymuszonym błędzie Williams) Rosjanka opadła na kolana i rozpłakała się. Po chwili pobiegła wyściskać się z ojcem Jurijem i odebrała telefon od mamy. Cały czas niemal 14 tys. kibiców biło jej brawo na stojąco.

- To zupełne szaleństwo. Wiem, że to nie przypadek, bo ciężko pracowałam na ten wynik. Ale nie pytajcie mnie jak tego dokonałam. Sama nie wiem - jąkała się wzruszona Szarapowa tuż po meczu, połykając wielkie łzy spływające jej po policzkach. Swej rodaczce telefoniczne życzenia złożył sam prezydent Władymir Putin.

Najwyżej po 22 latach

Dzień później do uszczęśliwionej Szarapowej dołączył ze swoją radością Szwajcar Roger Federer, który w finale mężczyzn pokonał Amerykanina Andy Roddicka4:6, 7:5, 7:6 (7-3), 6:4.

Ostatni raz dwóch najwyżej rozstawionych tenisistów zmierzyło się 22 lata temu, gdy Jimi Connors pokonał Johna McEnroe. Wtedy jeszcze przed rozpoczęciem było wiadomo, że puchar dla zwycięzcy trafi w ręce Amerykanina. W tym roku długo wyglądało na to, że 21-letni Roddick pójdzie w ślady swoich utytułowanych rodaków. W początkowej fazie meczu Amerykanin był szybszy i dokładniejszy. Jego zagrania - szczególnie forhend - przynosiły ważne punkty, a kolejne serwisy zamieniał na asy lub wygrywające zagrania. Pierwszą partię wygrał, a po chwili słabości w drugiej (przegrywał już 0:4) znów prowadził.

W tym momencie objawił się jednak fenomen Federera. Wprawdzie grał słabo i co najgorsze nierówno, ale przy decydujących piłkach zdobywał punkty. Głównie dzięki swojemu geniuszowi, ale także dzięki odrobinie szczęścia (kilka piłek trafił w taśmę lub w linię). Efekt - druga partia dla Szwajcara.

Gdy niezrażony tym Roddick znów przełamał Szwajcara, Federerowi z pomoca przyszła pogoda. Spadł deszcz i przerwano mecz na niemal godzinę.

Z szatni obrońca tytułu wyszedł jak odmieniony. Choć dalej popełniał niezwykłą jak na siebie liczbę błędów z bekhendu, wygrał w tie-breaku trzecią partię i zachował zimną krew w decydującej partii. Obronił siedem breakpointów i w siódmym gemie przełamał (do zera!) Amerykanina.

- Miałem dziś trochę więcej szczęścia - tłumaczył się skromnie Szwajcar, który odnosząc trzecie zwycięstwo w trzecim występie w finale wielkoszlemowej imprezy wyrównał osiągnięcie Bjorna Borga, Jimmi Connorsa i Stefana Edberga.

Wyniki finałów Wimbledonu 2004:

gra pojedyncza kobiet:

Maria Szarapowa (Rosja, 13) - Serena Williams (USA, 1) 6:1, 6:4

gra pojedyncza mężczyzn:

Roger Federer (Szwajcaria, 1) - Andy Roddick (USA, 2) 4:6, 7:5, 7:6 (7-3), 6:4

gra podwójna kobiet:

Cara Black, Rennae Stubbs (Zimbabwe, Australia, 6) - Liezel Huber, Ai Sugiyama (RPA, Japonia, 5) 6:3, 7:6 (7-5)

gra podwójna mężczyzn:

Jonas Bjoerkman, Todd Woodbridge (Szwecja, Australia, 1) - Julian Knowle, Nenad Zimonjic (Australia, Serbia i Czarnogóra, 16) 6:1, 6:4, 4:6, 6:4

gra pojedyncza juniorek:

Katerina Bondarenko (Ukraina, 6) - Ana Ivanovic (Serbia i Czarnogóra, 3) 6:4, 6:7 (2-7), 6:2

gra pojedyncza juniorów:

Gael Monfils (Francja, 1) - Miles Kasiri (Wlk. Brytania) 7:5, 7:6 (8-6)

gra podwójna juniorek:

Wiktoria Azarenka, Wola Hawarcowa (Białoruś, 3) - Marina Erakovic, Monica Niculescu (Nowa Zelandia, Rumunia, 4) 6:4, 3:6, 6:4

gra podwójna juniorów:

Brendan Evans, Scott Oudsema (USA, 2) - Robin Haase, Viktor Troicki (Holandia, Serbia i Czarnogóra) 6:4, 6:4