Wisła już trenuje i wie, na kogo trafi w II rundzie eliminacji LM

- Jestem przekonany, że Gruzini z Tibilisi przejdą zespół z Wysp Owczych, tak jak my ich - powiedział prezes Wisły SSA Tadeusz Czerwiński na wieść o tym, że rywalem jego klubu w II rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów będzie mistrz Gruzji FC Wit Georgia Tibilisi lub niżej notowany zespół z Wysp Owczych - Havnar Boltelfalg.

Czerwiński śledził internetową transmisję z losowania II rundy eliminacji razem z wiceprezesem Zdzisławem Kapką, a rzecznik Jarosław Krzoska na miejscu w Nyonie. - Wymieniłem kontakty z dyrektorem Havnar i wiceprezesem klubu z Gruzji. Oni za bardzo nie interesowali się Wisłą. Na razie mają głowę zajętą rywalizacją między sobą - przyznał Krzoska.

Obowiązek - przejść

O tym, kto będzie ostatecznie rywalem "Białej Gwiazdy", dowiemy się 21 lipca, gdyż wtedy zostanie rozegrany rewanż na Wyspach Owczych. Wisła przystąpi do rywalizacji o Ligę Mistrzów tydzień później od meczu rozegranego na wyjeździe.

- Z całym szacunkiem dla rywala z Gruzji, ale jeżeli mamy się bać tej rundy, to o czym my myślimy? - wiceprezes Kapka nie ma złudzeń, że do II rundy awansuje Wit Georgia.

- Naszym obowiązkiem jest przejść tę rundę. Nie ma innego wyjścia - stwierdził zakatarzony Maciej Żurawski, który wolałby konfrontację z Havnarem, bo ma miłe skojarzenia związane z ostatnim meczem Wyspy Owcze - Polska (wygraliśmy 6:0). - Nieważne, czy przeciwko nam staną Gruzini czy ekipa z Wysp Owczych. Trzeba będzie włożyć sporo serca i walki w mecz. Przecież rok temu z Omonią Nikozja nie było lekko - przypomina.

Daleki od lekceważenia Gruzinów był właściciel Górnika Zabrze Marek Koźmiński, który przyjechał do Krakowa z ojcem Zbigniewem na negocjacje w sprawie wypożyczenia wiślaków. - Pamiętam, jak z reprezentacją dostaliśmy tam "trójeczkę" - kręcił głową.

- Gruzini są szybcy, dobrzy technicznie - dodaje Marcin Baszczyński, który nie ma najmilszych wspomnień z kontaktów z Gruzinami. Razem z reprezentacją olimpijską "Baszczu" przegrał w Tibilisi 1:4.

Jak w rodzinie

Zanim doszło do losowania, pierwszy trening po urlopach rozpoczęła drużyna Henryka Kasperczaka. - Co to, gramy dzisiaj jakiś mecz? W Amice takie tłumy piłkarzy były tylko w dniu meczu - nie mógł się nadziwić Tomasz Dawidowski.

Wszyscy, nawet trener, czuli głód piłki. Szkoleniowiec razem z duetem Mirosław Szymkowiak - Tomasz Frankowski ćwiczył przyjęcie i podanie piłki.

Przed treningiem prezes Czerwiński wespół z Kasperczakiem przywitali piłkarzy. Takie wprowadzenie do pierwszego treningu ma być już tradycją. - To tak jak w rodzinie: gdy ktoś wyjeżdża chociażby na tydzień, to się go wita serdecznie po powrocie - porównuje prezes, który na wtorek obiecał drużynie uroczysty lunch z właścicielem klubu Bogusławem Cupiałem.

Już się nie posypię

W zajęciach nie uczestniczyli Żurawski (infekcja), Nikola Mijailović, Kalu Uche (nie wrócili jeszcze do Polski) i Martins Ekwueme, który leczy kontuzję oka. "Niko" miał dosyć nietypową przygodę. Po złamaniu nosa przeszedł operację, przez co musi teraz nosić na twarzy usztywniająca maskę. - Załoga samolotu nie zgodziła się wziąć na pokład pasażera świeżo po operacji - opowiadał prezes Czerwiński. Mijailović za radą Kasperczaka miał zdjąć maskę, by przylecieć w sobotę.

Ostatni miesiąc rehabilitacji przechodzi Iheanacho Kelechi. - Jestem pewien, że teraz się już nie posypię i nie potrzebuję żadnego ju-ju - zapewniał "Gazetę". - Po prostu porozmawiałem z Bogiem i wyjaśniliśmy sobie wszystko. Chodzi o to, że każdy ma swój limit kontuzji. Jedni przechodzą je na końcu kariery, a inni tak jak ja - na początku. Mam już wszystko wyleczone, udoskonalone, będę mógł wreszcie grać.

Przysłuchując się wypowiedzi Nigeryjczyka, gospodarz szatni Jan Batko skomentował: - "Keli", ty to powinieneś książkę napisać.

Rano na obiektach Wisły trening biegowy w asyście Ryszarda Szula przeprowadził piłkarz FC Kaiserslautern Kamil Kosowski.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.