Ring w kinie Apollo

W piątek upłynęło 60 lat od niezwykłego wydarzenia w historii lubelskiego boksu. 25 czerwca 1944 roku, a więc zaledwie na kilka tygodni przed wyzwoleniem Lublina spod okupacji niemieckiej, w kinie Apollo rozegrano mecz bokserski pomiędzy reprezentantami Warszawy i Lublina

Dwa tygodnie wcześniej w tej samej sali kinowej, na specjalnie przygotowanym ringu, odbyły się walki bokserskie z udziałem pięściarzy warszawskich.

Oba wydarzenia miały charakter precedensowy. Rozegrany 25 czerwca mecz był pierwszą tego typu imprezą zorganizowaną na okupowanych ziemiach (ściślej - na obszarze Generalnego Gubernatorstwa) od chwili wybuchu wojny. Przypomnijmy, że po 1 września 1939 polskie ośrodki bokserskie zawiesiły swą działalność. Sytuacja wojenna nie sprzyjała swobodnemu rozwojowi jakiejkolwiek dyscypliny sportu, więc trudno było w okupacyjnych warunkach propagować również boks. Represje wojenne dotknęły także czołowych polskich pięściarzy, by wymienić Antoniego Kolczyńskiego, wywiezionego na roboty do Niemiec, czy więzionego w Oświęcimiu Antoniego Czortka.

Zapewne słabnąca pozycja Niemców, nad którymi w 1944 roku ciążyło już widmo nieuchronnej klęski, sprawiła, że wśród wielu koncesji czynionych przez okupanta względem Polaków znalazło się prawo do organizowania większych imprez o charakterze sportowym. Na kilka dni przed pierwszym bokserskim meczem międzymiastowym "Nowy Głos Lubelski" donosił - "W najbliższą niedzielę o godzinie 11 odbędzie się w sali kina Apollo dawno oczekiwane przez cały sportowy świat lubelski spotkanie bokserskie Warszawa - Lublin. Mecz zapowiada się nadzwyczaj ciekawie, a walki powinny dostarczyć zwolennikom boksu wiele emocji, tym bardziej że warszawiacy zapowiadają nokauty, a lublinianie twierdzą ze swej strony, że mecz wygrają". Gazeta zapewniała ponadto, że lubelscy zawodnicy są w doskonałej formie i "od kilku dni trenują zapamiętale w specjalnie na ten cel przeznaczonej sali".

W wypełnionej do ostatniego miejsca sali zmierzyli się ze sobą zawodnicy pięciu kategorii. Program walk przedstawiał się następująco. Waga musza: Śmiech (Warszawa) - Zalewski (Lublin), piórkowa: Sobkowiak - Choina, lekka: Brzózka - Wojda, półśrednia: Seweryniak - Zieliński, średnia: Karpiński - Wójcicki. Mecz odbył się w dość prowizorycznych warunkach. Zainstalowany na kilka dni przed spotkaniem ring nie posiadał maty, miękkich narożników, liny zaś nie były odpowiednio dobrze umocowane. Anonimowy dziennikarz relacjonujący przebieg walk pisał w podsumowaniu: "Sędziowie p. Frank w ringu i p. Zięc na punkty rozstrzygnęli walki według sumienia sportowców bez zarzutu, na co publiczność w niektórych wypadkach reagowała niesłusznie. Sędzia o wielkiej rutynie jak p. Frank, który sędziował poważne mecze tak w kraju, jak i za granicą, którego nie uszedł uwadze najmniejszy błąd zawodnika strzegł sumiennie czystości walk".

Zwyciężyli pięściarze z Warszawy, którzy dwie walki wygrali (Sobkowiak, Karpiński), jedną przegrali i dwie zremisowali. Najlepszym zawodnikiem w drużynie lubelskiej okazał się Stanisław Zalewski. Legendarny później trener i masażysta reprezentacji Polski pokonał Śmiecha. - To inteligentny, sprytny i o dobrej technice bokser - tak oceniał Zalewskiego genialny trener Feliks Stamm. Zresztą później papa Stamm ściągnął lublinianina do swojego sztabu szkoleniowego i wraz z Pawłem Szydłą tworzyli słynną trójcę, pod wodzą której polscy bokserzy osiągnęli największe sukcesy w historii tej dyscypliny sportu. Natomiast remisem zakończyły się walki stoczone przez Wojdę i Zielińskiego.

Zapowiedziane na 23 lipca, a następnie przesunięte na 6 sierpnia spotkanie rewanżowe nie doszło już do skutku. Stanęły temu na przeszkodzie szybko rozwijające się wypadki toczącej się jeszcze wojny.