CRACOVIA - GÓRNIK Polkowice 4:0

"Och, co ja widzę! Cracovia jest w I lidze!" - wiwatowało 10 tys. ludzi, gdy Łukasz Skrzyński strzelił z wolnego pięknego gola na 3:0. Później jeszcze Górnika dobił kapitan Piotr Bania i w perspektywie rewanżu w sobotę w Polkowicach chyba nic nie jest w stanie zabrać "Pasom" upragnionego awansu.

Pomysłodawca Cracovii w takiej formule (kibice są gospodarzami stadionu, działają na dobro, a nie na szkodę klubu), a zarazem prezes Paweł Misior po meczu płakał jak bóbr. - Nie za bardzo wierzę w to, co się dzieje. Przez ostatnie 20 lat marzyłem głównie o ekstraklasie, a teraz gromimy pierwszoligowca, jesteśmy od niego o klasę lepsi - trzymał się za głowę.

Z kolei twórca stylu nowoczesnej, żywiołowej gry "Pasów" - Wojciech Stawowy po końcowym gwizdku spojrzał w niebo i w podzięce przeżegnał się. Wszystko wyszło zgodnie z jego planem.

Dzięki, tato!

Trybuna honorowa przepełniła się w sobotnie popołudnie do tego stopnia, że Misior musiał siedzieć na betonowych schodach koło krzesełek przeznaczonych dla dziennikarzy. Wierni fani biało-czerwonych radni Ireneusz Raś, Jan Okoński, współwłaściciel klubu prof. Janusz Filipiak, a nawet prezydent Jacek Majchrowski siedzieli z szalikami, na których wyszyto: "Tato! Dziękuję ci, że jestem Pasiakiem". Tylko wojewoda Janusz Adamik złożonym szalem wycieral spoconą na upale głowę.

- Będzie 3:0 - zapewniał przed meczem Raś. - Liczę na pozytywny wynik dla Cracovii - to opinia prezydenta z ostatnich chwil przed pierwszym gwizdkiem sędziego.

Rycerze Stawowego

Tymczasem rycerze Wojciecha Stawowego wręcz zmiażdżyli faworyzowanych przez rok gry w ekstraklasie piłkarzy Górnika Polkowice. Goście z Dolnego Śląska przyjęli taktykę boksera schowanego za podwójną gardą. Tyle że ciosy "Pasów" dochodziły z łatwością, a polkowiczanie nie byli w stanie zaatakować nawet wtedy, gdy przegrywali dwu- , trzybramkowo i bramy ekstraklasy zatrzaskiwały im palce.

Przez cały mecz pdoopieczni Wiesława Wojny nie oddali żadnego celnego strzału! W niczym nie przypominali ambitnej drużyny, która w marcu takie problemy sprawiła w Krakowie Wiśle, choć grała również bez trójki wypożyczonych krakowian (Daniel Dubicki, Grzegorz Pater, Łukasz Nawotczyński).

Bohaterem I połowy był wychowanek nie istniejącego już Kabla Piotr Giza. Zdobył dwie piękne bramki po precyzyjnych strzałach w prawy róg. Zwłaszcza przy pierwszym trafieniu 24-letni "Gizmo" zachował się jak rutyniarz. Biegnąc w kierunku środka pola karnego minął dwóch rywali i spokojnie kopnął piłkę w róg bramki. Współautorem bramek był rozgrywający świetną partię Paweł Drumlak. Za drugim razem odważnie przedarł się środkiem i oddał do Gizy, który wypalił bez przyjęcia piłki.

- Te gole to zasługa całego zespołu, więc nie ma się co zastanawiać czy był to mój najlepszy mecz rozegrany w Krakowie - mówił Giza. Do tej pory najbardziej chwalony był za wyjazdowe spotkanie z GKS-em Bełchatów. W przerwie po raz pierwszy na żywo udzielał wywiadu telewizyjnego (Canalowi +).

Piłkarze, a nie roboty

Krakowiacy już do przerwy mogli prowadzić trzybramkowo, lecz w 31. min w sytuacji sam na sam Piotr Bania już lobował bramkarza, jednak Jacek Banaszyński sięgnął piłkę i wybił ją ręką. - Gdyby moi chłopcy wykorzystywali wszystko, to byliby robotami, a nie piłkarzami - bronił zespół trener Stawowy.

Na 3:0 kibice musieli poczekać do 57. min, gdy dwa metry przed linią pola karnego został sfaulowany Giza. Łukasz Skrzyński z wolnego uderzył perfekcyjnie: piłka osiągnęła zenit tuż nad głowami piłkarzy skaczących w murze, po czym opadała i wpadła do bramki tuż przy słupku. Bramka - marzenie!

Na polkowiczan nawet tak lodowaty prysznic nie podziałał otrzeźwiająco. Nadal nie potrafili wymyślić nic konstruktywnego. Leżeli na deskach. Jedyna sytuacja, którą można okreslić mianem "bramkowa", to strzał Marcina Jeziornego z 9 m (55. min). Fatalnie niecelny - piłka o mały włos nie wyszła na aut boczny.

A "Pasy" już do końca grały "swoje". Tak jak sobie wymarzył Stawowy: szybko, z polotem, atakując raz lewą, raz prawą (głównie) stroną boiska, a czasem śrdokiem. Właśnie po akcji środkową strefą padł ostatni gol. Łukasz Szczoczarz podał z klepki do Piotra Bani, a ten wpadł w pole karne i pokazał, że nie na darmo jest królem strzelców II ligi. Wziął na plecy obrońcę i ze spokojem z półobrotu posłał piłkę do siatki.

Po zdobyciu przez Wisłę mistrzostwa również Cracovia zaakcentowała, że to Kraków jest piłkarską stolicą Polski. - Mistrzostwo Polski w hokeja to wewnętrzna rozgrywka Małopolski. Mam nadzieję, że od nowego sezonu również w piłce nasz region będzie rządzić - cieszył się marszałek Sepioł.

- Szanse jeszcze są, bo w sporcie muszą być - przekonywał nas i siebie na konferencji trener gości Wiesław Wojno, lecz chyba sam w to nie wierzył.

Strzelcy bramek

Cracovia: Giza (6. z podania Drumlaka, 22. z podania Drumlak), Skrzyński (57. z wolnego po faulu na Gizie), Bania (79. z podania Szczoczarza).

SKŁADY

Cracovia: Olszewski - Radwański (89. Świstak), Skrzyński, Węgrzyn, Baster - Przytuła, Baran (78. Szczoczarz), Giza (80. Makuch), Nowak - Drumlak, Bania.

Górnik: Banaszyński - Majewski Ż, Jeziorny, Szymański - Malawski, Adamski, Bosanac, Wojtarowicz Ż (70. Urbaniak), Żelasko - Pilch Ż (46. Krzyżanowski), Narwojsz (46. Moskal).

Sędziował Robert Małek z Katowic. Widzów 9.5 tys.

Cracovia - Polkowice

Gracz meczu

Piotr Giza

Dwa gole w tak ważnym meczu - droga do gwiazd.