Robert Sycz nie popłynie w Pucharze Świata w Poznaniu

Mam pogłębiające się zmiany zwyrodnieniowe okolicy lędźwiowej. Nie znam dnia, ani godziny, gdy przychodzi ostry ból i ucisk na nerwy - tłumaczy mistrz olimpijski z Sydney i aktualny wicemistrz świata w dwójce podwójnej wagi lekkiej. Wioślarz RTW Bydgostia-Kabel nie popłynie w weekendowym Pucharze Świata w Poznaniu.

Jarosław Dąbrowski: Od lat w przygotowaniach do wielkich imprez przeszkadzają Tobie lub Twemu partnerowi Tomaszowi Kucharskiemu jakieś urazy lub choroby. Co tym razem uniemożliwia Wam pierwszy międzynarodowy sprawdzian z rywalami z dwójki podwójnej wagi lekkiej?

Robert Sycz: Nie startujemy w weekendowym Pucharze Świata z mojej winy. Wszystko przez nawroty urazu kręgosłupa. Mam pogłębiające się zmiany zwyrodnieniowe okolicy lędźwiowej. Nie znam dnia, ani godziny, gdy przychodzi ostry ból i ucisk na nerwy. Objawia się w to różny sposób. Przykładowo wiosłuję spokojnie w łódce czy na ergometrze, wszystko jest w porządku i nagle gdy chcę zejść, nie mogę się wyprostować. Muszę to robić powoli, bo nagły wprost kończy się potwornym bólem, promieniującym aż do nogi. Tak samo jest jak zasiedzę się w fotelu przed telewizorem. Ta kontuzja wyłączyła mnie m.in. na kilka dni z treningów podczas marcowego zgrupowania w Portugalii. Nie wyleczyłem jej i znowu odezwała w Wałczu. Zdecydowaliśmy więc z trenerem Jerzym Brońcem, Tomkiem i szefem szkolenia Bogusławem Gryczukiem, że mój uraz musi zostać wyleczony, a nie tylko zaleczony. W grę wchodzi nawet operacja, ale na pewno nie w tym sezonie.

Jak więc wygląda rehabilitacja? Czy z tego powodu musiałeś zaprzestać treningów, czy trenujesz z mniejszym obciążeniem?

- Chodzę na fizykoterapię, zabiegi akupunktury, podczas której terapeuta nakłuwa igiełkami bolesne fragmenty kręgosłupa oraz uda i miejsca pod kolanami. Jeszcze w zeszłym roku miałem ćwiczenia manualne - akupresurę, masaże w wykonaniu specjalistki; teraz muszę robić to sam. A treningi zluzowałem na tydzień. W ogóle nie zaglądałem na siłownię. Na wodzie pływałem tylko na jedynce. Na lądzie wykonywałem tylko tzw. ćwiczenia izolowane, czyli np. trenowałem tylko ręce, ale bez połączenia ze schylaniem się. Za to bardzo dużo biegałem. Dopiero od poniedziałku pływam z Tomkiem w dwójce, ale bez wielkich obciążeń treningowych. Właśnie przyjechaliśmy do Poznania, gdzie będziemy dalej schodzić na wodę, ale do regat nie stajemy.

Zimą Twój partner przeszedł zapalenie płuc. W jakiej formie jest dziś?

- Myślę, że bardzo dobrej, może nawet życiowej. Badania i próbne przejazdy na wodzie w Wałczu to udowadniają. Jeśli tylko zdrowie nam dopisze, jesteśmy w stanie powalczyć o siódmy medal mistrzostw świata i igrzysk.

Kiedy więc pokażecie się światu?

- jak dobrze pójdzie, za trzy tygodnie na Pucharze Świata w Monachium lub dopiero w finałowych regatach PŚ w połowie czerwca w Lucernie. Potem już tylko Ateny. A na razie będziemy obserwować rywali w Poznaniu. Będzie kogo podglądać, bo zapowiada się kilka czołowych "lekkich" dwójki. Zabraknie jednak najlepszych od trzech lat Włochów.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.