Wisła szykuje się na mecz z Legią

Sam się dziwię, dlaczego tak jest, że nasza obrona, w której aż roi się od reprezentantów kraju, traci więcej goli niż grająca trójką w tyłach Legia - mówi Tomasz Frankowski, napastnik Wisły, przed jutrzejszym hitem wiosny w ekstraklasie

W Wiśle skrajne nastroje. Część piłkarzy (np. Marcin Baszczyński, Damian Gorawski) jest w takim napięciu przed meczem, że zapadliby się pod ziemię, żeby nie rozmawiać z dziennikarzami. Gorawski wyszedł z szatni po treningu w klapku na prawej nodze. - Ale nic mi nie jest, przecież trenowałem normalnie - mówił. Na pytanie "po co ten klapek?" zareagował trzaśnięciem drzwi swojego volkswagena i wystartował z piskiem opon.

- Jak widzę te wszystkie analizy w gazetach i gęstniejący las mikrofonów to dochodzę do wniosku, że wy, dziennikarze, bardziej przeżywacie ten mecz niż ja - wyznał z kolei Frankowski.

Henryk Kasperczak długo go trzymał na ławce, ale dwa ważne gole w meczach z Amicą i Wisłą Płock to argumenty przemawiające za nim. Jeśli zagra Frankowski, a Maciej Żurawski ma niepodważalną pozycję, to co począć z kadrowiczem Gorawskim? Być może Kasperczak wstawi go na lewą pomoc, gdyż Piotr Brożek i Roberto Edno nie zachwycają.

Jedynym problemem kadrowym krakowian są nerwobóle pleców Mirosława Szymkowiaka. Wczoraj przez cały dzień przechodził zabiegi (masaże, kręgarstwo, akupunktura). Jeśli nie będzie w stanie ćwiczyć dzisiaj, to nie zagra.

- Poza Odrą Wodzisław Legia nie miała wymagających przeciwników i stąd te zwycięstwa - uważa obrońca Tomasz Kłos. Nie wierzy w doniesienia prasowe, że w sobotę nie zagra najlepszy strzelec legionistów Marek Saganowski. - To typowa zasłona dymna - uważa. - Do soboty jeszcze kilku zawodników będzie łapało kontuzje i zdrowiało. Jesteśmy przygotowani na mecz z Legią grającą w najsilniejszym składzie.

Frankowski i Kłos twierdzą, że jutrzejszy mecz na szczycie nie przesądzi o mistrzostwie Polski. - No, chyba że wygramy i nasza przewaga wzrośnie do pięciu punktów - zaznacza Frankowski.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.