Rozmowa z Jerzym Skuchą, szefem szkolenia Polskiego Związku Lekkiej Atletyki

LEKKA ATLETYKA. - Cieszę się, że minimum wypełnił komplet, czyli szóstka zawodników. Mam nadzieję, że jest to powrót polskiego maratonu na szlaki mistrzowskie - mówi Skucha.

Podczas igrzysk w Atenach na trasie maratonu zaprezentuje się szóstka Polaków. Trzy miejsca zarezerwowano dla pań, trzy dla panów. Przed mistrzostwami Polski w Dębnie wolne były trzy miejsca. Wcześniej kryteria związku spełnili: Grażyna Syrek (Olimpia Poznań), Małgorzata Sobańska (Sporting Międzyzdroje) i Grzegorz Gajdus (Oleśniczanka). W niedzielę dołączyli do nich mistrzowie Polski: Monika Drybulska (Olimpia Poznań) i Waldemar Glinka (GLKS Świdnica) oraz wicemistrz kraju Michał Bartoszak (Biegus Wreczyca). Zawody w Dębnie obserował szef wyszkolenia Polskiego Związku lekkiej Atletyki - Jerzy Skucha.

Aleksandra Warska: Plan został wykonany. Na igrzyskach olimpijskich w Atenach pobiegnie maksymalna liczba polskich maratończyków.

Jerzy Skucha, szef wyszkolenia PZLA: Cieszę się, że mamy komplet. Mam nadzieję, że jest to powrót polskiego maratonu na szlaki mistrzowskie. Zawsze byłem przeciwny opinii, że zainteresowanie startem w maratonie łączyło się tylko z komercją, a kiedy przychodziło do startów na mistrzostwach świata czy olimpiadzie, to nie było już chętnych na starty w takich niekomercyjnych maratonach. Dlatego bardzo się cieszę, że taka szóstka zadeklarowała chęć startu na olimpiadzie. Jestem przekonany, że Dębno to początek przygotowań do Aten.

Zawodnicy spełnili już większość wymagań, jakie postawił im związek. Został jeszcze jeden warunek.

- Za nimi już deklaracja, że chcą startować na olimpiadzie i wypełnienie postawionego przez PZLA minimum. Teraz zostało im zatwierdzenie przez związek planu przygotowań. Palny zawodników muszą być zaakceptowane przeze mnie i sztab przygotowań olimpijskich Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Potem będą włączeni do kadry olimpijskiej, dostaną stypendia i do roboty.

Maratończycy walczyli o sześć miejsc, ale chętnych było więcej.

- Zadeklarowali się jeszcze m.in. Andrzej Krzyścin, który nie ukończył biegu i Leszek Bebło, którego bardzo mi żal, bo to historia polskiego maratonu. Niestety w Dębnie był trzeci, a do tego nie wypełnił minimum, więc z dwóch powodów mu się nie udało.

W sierpniu w Atenach zapowiadają się upały. Czy - aby przygotowywać się do biegania w takich warunkach - PZLA wyśle maratończyków na obozy do ciepłych krajów?

- U nas robi się co raz cieplej, więc część przygotowań będzie odbywała się w kraju. Spodziewam się, że zawodnicy będą potrzebowali nie tyle treningu w upałach, co obozów w wysokich górach, bo tam najlepiej pracować nad formą przy dyscyplinach wytrzymałościowych. Pierwsze obozy pewnie już w maju.

Jakie szanse mają nasi maratończycy w Atenach?

- Nie chciałbym obiecywać wielkich sukcesów. Nie sądzę, by walczyli o medale. Ale mam nadzieję, że wszyscy zawodnicy potraktują igrzyska poważnie i tam będą poprawiać swoje rekordy życiowe. Będziemy się cieszyć z miejsc w pierwszych dziesiątkach.

Lekkoatleci dopiero zaczęli walkę o Ateny.

- Aż strach pomyśleć, co będzie dalej. Już mamy dziesięć przepustek (maraton i chód), a rywalizacja na stadionach dopiero przed nami. W sumie może być nawet 60 olimpijskich nominacji.