Jak koszykarze Unii/Wisły grali w rundzie zasadniczej

Debiutująca w ekstraklasie Unia/Wisła zajęła po sezonie zasadniczym wysokie szóste miejsce. Pozostał jednak niedosyt, bo bardzo blisko był awans do czołowej czwórki.

Beniaminek, który do końca nie był pewny swojego udziału w rozgrywkach, z 22 meczów wygrał 13. Zdarzały się wahnięcia formy, Unia/Wisła miała dobrą passę sześciu zwycięstw, sezon zakończyła jednak czterema porażkami pod rząd.

- Przegraliśmy o cztery mecze za dużo - mówi niezadowolony trener Mariusz Karol, mając na myśli wyjazdowe porażki ze Stalą Ostrów i Startem Lublin oraz przegrane z Ideą i Anwilem u siebie.

Dlaczego krakowianie przegrali cztery ostatnie mecze? Bo kontuzji stopy nabawił się rozgrywający Brandun Hughes, a on stanowił o obliczu drużyny. Zastępujący go Aleksander Avlijas nie potrafił poprowadzić meczu przez pełne 40 minut.

Pod nieobecność Hughesa zupełnie zagubił się Mike Ansley. - W żadnym poprzednim klubie nigdy nie zależało od niego tak wiele - tłumaczy trener Unii/Wisły.

A dlaczego tak rzadko grali Jacek Sulowski i Łukasz Seweryn?

- Mieliśmy przyjemność być w czołowej trójce zespołów. Gdyby ci młodzi koszykarze grali częściej, bylibyśmy na ósmym-dziewiątym - argumentuje trener Karol. - A na wysokim miejscu nam zależało, bo szukaliśmy tytularnego sponsora. Od tego zależał nasz start w przyszłym roku.

Koszykarzom udało się znaleźć firmę, która obiecuje ich wspierać przez trzy lata. To też sukces klubu.

Teraz, by zagrać wśród ośmiu zespołów walczących o mistrzostwo Polski, trzeba pokonać Start Lublin w rundzie przed-play-offem. - Jesteśmy przekonani o swojej wyższości, nawet gdybyśmy mieli rozegrać pięć meczów - bez obaw wypowiada się szkoleniowiec. W rundzie zasadniczej krakowianie z lublinianami raz wygrali (102:97), a raz przegrali (72:73).

Przez cały tydzień Hughes będzie poddawanym zabiegom fizykoterapeutycznym. Jeśli uda się go wyleczyć, wystąpi przeciwko lublinianom.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.