Raimondas Rumsas: Leki były dla teściowej

Mój Tour był czysty - twierdzi trzeci kolarz Tour de France Rajmondas Rumsas, po tym jak w jego samochodzie znaleziono środki dopingujące. - To były lekarstwa dla mojej teściowej - tłumaczy Litwin

Samochód Rumsasa prowadziła jego żona Edyta, gdy w niedzielę rano przed tunelem Mont Blanc w pobliżu granicy francusko-włoskiej zatrzymali ją celnicy. - W samochodzie był testosteron, EPO, kortykoidy, hormony wzrostu, anaboliki - ujawnił w poniedziałek wieczorem szef policji w Lyonie.

Pani Rumsas miała też przy sobie dwie recepty wypisane w języku polskim. Podpisał je doradca medyczny Rumsasa Krzysztof Ficek. - Napisałem, że ona potrzebuje tych leków, aby nie miała kłopotów z przekraczaniem granic. Na mojej liście nie było żadnego zakazanego środka - tłumaczył wczoraj w "Gazecie".

Chora teściowa

Wczoraj prokurator nakazał aresztowanie żony kolarza z powodu "posiadania i pomocy w używaniu produktów dopingowych". Umieszczono ją w celi dla kobiet w więzieniu Bonneville.

Véronique Coudray, adwokat Edyty Rumsas, wyjaśniał dziennikarzom: - Moja klientka tłumaczyła mi, że lekarstwa były przeznaczone dla jej rodziny. Nie przekonało to jednak prokuratury. - Jej wyjaśnienia były niekompletne i na pewno mało wiarygodne - stwierdził prokurator La Pannerer. - Potrzebne jest dodatkowe śledztwo.

Mimo że małżonkowie nie kontaktowali się ze sobą - tak mówi pani mecenas Coudray - Rajmondas Rumsas w wywiadzie dla "La Gazzetta dello Sport" wypowiada się w podobnym duchu. - Nigdy nic nie brałem. Mój Tour był czysty. Nie udało mi się skontaktować z Edytą. Wiem, że wiozła na Litwę lekarstwa dla swojej matki Jaksenii. Ona jest ciężko chora i potrzebuje tych lekarstw - powiedział kolarz. Włoska gazeta opatrzyła tę wypowiedź komentarzem: "Zawodnik tłumaczy się dosyć oryginalnie".

Odwodniony kolarz

Gdyby Rumsas przyznał się do posiadania środków dopingujących, straciłby trzecie miejsce w Tour de France oraz premie i nagrody. Według regulaminu UCI kolarza można zdyskwalifikować z trzech powodów - za posiadanie niedozwolonych leków, za dowody na ich posiadanie albo przyznanie się do winy.

A na razie Rajmondas Rumsas, choć zawieszony przez grupę Lampre do czasu wyjaśnienia sprawy, jest czysty. Badania Litwina przeprowadzone podczas Tour de France nie wykazały bowiem śladów stosowania niedozwolonych środków. Wiadomo już, że kolarz Lampre przeszedł dwie kontrole moczu: 9 i 22 lipca. Pozwalają one wykryć ślady EPO wprowadzonego do organizmu trzy-cztery dni wcześniej. Druga kontrola u Rumsasa wykazała wzrost hematokrytu o 1,5-2 proc., podczas gdy normalnie podczas wysiłku powinien on spadać. Można to wytłumaczyć jedynie odwodnieniem organizmu.

Prawdopodobnie sprawa będzie miała epilog sądowy, tak jak w przypadku słynnej afery Festiny z 1998 r.

Zepsuty samochód

W tej aferze tak ważne jest więc pytanie, czy lekarstwa w samochodzie Edyty Rumsas były przeznaczone dla jej męża czy dla... teściowej. - Moja żona nie jest moim lekarzem i nie podaje mi bidonów wzbogaconych lekarstwami. Przyjechała na Tour de France dlatego, że jest moim największym kibicem - stwierdził Rumsas w wywiadzie dla "El Mundo".

"Le Monde" prześledził drogę pani Rumsas podczas Wielkiej Pętli. Przyjechała do Francji przed etapami w Pirenejach. Według wersji oficjalnej podanej przez grupę podczas podjazdu do La Plagne - 24 lipca - zepsuł się jej samochód (naprawiali go mechanicy Lampre) i od tego momentu zajmowała miejsce w hotelu, w którym przebywała grupa. 28 lipca wyjechała do Włoch.

Rajmondas Rumsas wciąż przebywa we Włoszech, ale być może wybierze się do żony do Francji i złoży wyjaśnienia. - Zastanawia się nad tym - powiedział jego adwokat.