Liga Światowa siatkarzy: Polska - Brazylia 3:2

Polska pokonała w katowickim Spodku Brazylię 3:2 i jest bardzo bliska zapewnienia sobie miejsca w finale Ligi Światowej. Sukces biało-czerwonych oglądało 10 tys. widzów

Liga Światowa siatkarzy: Polska - Brazylia 3:2

Polska pokonała w katowickim Spodku Brazylię 3:2 i jest bardzo bliska zapewnienia sobie miejsca w finale Ligi Światowej. Sukces biało-czerwonych oglądało 10 tys. widzów

Wczorajszy mecz rozgrzał do białości dziesięciotysięczną publiczność katowickiego Spodka. Trwał blisko dwie i pół godziny i zakończył się dramatycznym tie-breakiem. Jego początek należał do Brazylijczyków, prowadzili już nawet 8:5. Wydawało się, że nasz zespół nie zdoła odrobić strat. - Wychodząc na boisko, zawsze walczymy do końca. Nigdy się nie poddajemy - podkreślał po spotkaniu najlepszy polski zawodnik Dawid Murek. - Przegraliśmy, bo w decydujących momentach popełniliśmy proste błędy - dodał Rezende. Rzeczywiście, mimo że Brazylijczycy to bardzo doświadczona drużyna, Gustavo mylił się w ataku, a rozgrywający Mauricio Lima miał problemy ze zrozumieniem się z kolegami. Polacy odrobili straty, a w końcówce kilkoma kapitalnymi akcjami popisał się Murek. W decydującej akcji spotkania Marcin Nowak zablokował Nalberta i Spodek opanowała euforia. - Przez całe spotkanie wzajemnie się mobilizowaliśmy. Szczególnie wtedy, kiedy nam nie szło. Wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo, ale nie odpuściliśmy do końca. Tak trzeba grać! - cieszył się po meczu Nowak.

Brazylijczycy nie spodziewali się chyba, że gospodarze sprawią im aż tyle kłopotów. Przed pierwszym gwizdkiem sędziego byli rozluźnieni. Kiedy nasi zawodnicy energicznie się rozgrzewali, czołowi siatkarze "Canarinhos" - Nalbert i Lima - spokojnie siedzieli, a libero Sergio Dutra Santos, jak przystało na Brazylijczyka, popisywał się piłkarskimi sztuczkami. Widzowie z podziwem przyglądali się, jak panuje nad piłką.

Polacy zgodnie z przedmeczowymi założeniami od początku próbowali mocno zagrywać. Już pierwszy serwis w wykonaniu Roberta Szczerbaniuka przyniósł im punkt. Również jego koledzy, wprowadzając piłkę do gry, ryzykowali. W ataku skutecznymi zbiciami popisywali się natomiast Szczerbaniuk, Murek i Piotr Gruszka. Dobra gra Polaków przyniosła efekt. Biało-czerwoni zdobyli kilkupunktową przewagę. Przy stanie 13:8 trener gości Rezende poprosił o przerwę. Najwięcej pretensji miał do Sergio i Andre. Siatkarze usłyszeli wiele gorzkich słów pod adresem swojej gry. Andre chyba bardzo się przejął słowami swojego trenera, bo po chwili dał koncert gry. Przy stanie 16:12 poszedł na zagrywkę i serwował jak natchniony, zdobywając pięć punktów z rzędu. Chwilową niemoc naszej drużyny przełamał dopiero Sebastian Świderski.

Potem nastąpił zryw Polaków. Doskonałym posunięciem Wspaniałego było wprowadzenie do gry Roberta Prygla. W końcówce spotkania świetnie spisywali się nasi środkowi Szczerbaniuk i Nowak, którzy szczęśliwie skończyli kilka piłek. Decydujący o wygranej punkt wywalczył Murek, skutecznie kończąc akcję mimo potrójnego bloku.

Gdy "Canarinhos" w kolejnej partii stosunkowo łatwo wygrali, wydawało się, że nie będą mieć już problemów ze zwycięstwem w całym meczu. Polacy nie załamali się jednak. Podjęli walkę. Nie było dla nich straconych piłek. Przez większą część trzeciego seta nasi zawodnicy prowadzili. Było już nawet 16:13. Niestety, przewagi tej nie utrzymali do końca. Goście, przede wszystkim za sprawą swojej największej gwiazdy Giby, odrobili straty. Lima w decydujących momentach do niego kierował wszystkie piłki, a ten nie zawodził. Seta Polacy przegrali jednak przez swoje proste błędy. Przy stanie 22:22 najpierw Nowak przy próbie ataku dotknął siatki, za chwilę Świderski nie trafił w boisko, a Gruszka został zablokowany. - Szkoda tego seta. Cały mecz powinniśmy wygrać 3:1 - żałował po meczu Rafał Musielak, libero polskiej reprezentacji.

Na czwarty set nasza drużyna wyszła osłabiona. Z powodu kontuzji kolana nie mógł grać Świderski. Zastąpił go Prygiel. Początkowo nie radził sobie najlepiej, zresztą cała drużyna sprawiała wrażenie, jakby pogodziła się z porażką. Biało-czerwoni przegrywali już 4:7. Kolegów do walki poderwał dopiero Murek. Dzięki jego silnej zagrywce Polacy wyszli na prowadzenie 8:7 i uśmiech wrócił na twarz trenera Wspaniałego. - Jestem pełen podziwu dla chłopców. W trudnych momentach, a było ich w tym meczu wiele, walczyli do końca - podsumował szkoleniowiec biało-czerwonych.

Powiedzieli po meczu

Bernardo Rezende (trener Brazylii)

Polacy przez cały mecz grali bardzo twardo. Nawet w czwartym secie, gdy wydawało się, że kontrolujemy grę, nie poddali się. O naszej porażce zadecydowały drobne, ale ważne elementy. W decydującym momencie nie było zrozumienia między rozgrywającym a pozostałymi zawodnikami. Również nasz blok nie funkcjonował tak, jak trzeba. Polakom udało się kończyć akcje, nawet gdy mieli problemy z przyjęciem serwisu.

Dla nas był to bardzo dobry test przed turniejem finałowym, którego będziemy gospodarzem. Widać teraz, ile jeszcze musimy poprawić w naszej grze.

Waldemar Wspaniały (trener Polski)

Przez trzy czwarte meczu Brazylijczycy bardzo mocno zagrywali i mieliśmy wielkie problemy z przyjęciem ich serwisu. W piątej, decydującej partii role się odwróciły. To Brazylijczycy nie mogli sobie poradzić z naszą zagrywką. Są efekty naszej pracy. To już któryś mecz z rzędu, w którym nie poddajemy się i walczymy do końca.

Piotr Gruszka (atakujący Polski)

Wiedzieliśmy, że dzisiaj będzie bardzo trudno. Brazylijczycy po porażce z nami u siebie za wszelką cenę chcieli się zrewanżować. Przez tamten mecz także bardziej nas szanowali. Od początku spotkania mieliśmy stosować trudną zagrywkę. Nie zawsze nam się to udawało, ale na tym polega ryzyko. Myślę, że zagraliśmy nieźle. Walczyliśmy do końca i to się opłaciło.

Rafał Musielak (libero Polski)

Zawaliliśmy trzeciego seta. Powinniśmy grać cały czas konsekwentnie jak wcześniej. Czy już czujemy się finalistami? Zrobiliśmy duży krok, ale jeszcze poczekajmy. W dzisiejszym spotkaniu popełniliśmy dużo błędów w przyjęciu, ale Brazylijczycy też się mylili.

Paweł Zagumny (rozgrywający Polski)

Mieliśmy duży problem z przyjęciem zagrywki Brazylijczyków, było też kilka chwil zwątpienia, ale nie załamaliśmy się. Bardzo dobrą zmianę dał Robert Prygiel. Świetnie zagrywał i w decydującym momencie doskonale blokował. Wstąpił w nas nowy duch i udało się wygrać.

Nalbert Bitencourt (kapitan reprezentacji Brazylii)

Ten mecz na pewno mógł się podobać kibicom, a my możemy Polakom tylko pogratulować. Zagrali bardzo dobre spotkanie. Czy nie mamy pretensji do sędziów? Nie. Kiedy grasz na wyjeździe, to normalne, że sędziom zdarzają się pomyłki. W meczu rewanżowym w sobotę musimy trochę zmienić sposób gry.

Polska - Brazylia 3:2 (25:23, 20:25, 22:25, 25:23, 15:13).

Polska: Zagumny, Gruszka, Nowak, Szczerbaniuk, Murek, Świderski - Musielak (libero), Prygiel, Stancelewski, Siezieniewski, Stancelewski. Brazylia: Lima, Andre, Henrique, Gustavo, Nalbert, Giba - Sergio (libero), Anderson, Gavio, Garcia Ricardo.

Mecze Argentyna - Portugalia odbędą się dziś i jutro czasu polskiego.

1. Brazylia 7-2 17 23:9

2. Polska 5-4 14 19:17

3. Poertugalia 3-5 11 11:20

4. Argentyna 2-6 10 11:18