Sikora: Nie zwolniłem Enevoldsena

Najlepsi biatloniści od kilku tygodni trenowali indywidualnie, reszta osiągała fatalne wyniki. Dlatego Norweg Jan Arne Enevoldsen zrezygnował z funkcji trenera obu reprezentacji

- Nie komentuję decyzji dorosłego człowieka - mówi Sport.pl prezes biatlonowego związku Zbigniew Waśkiewicz. - Z naszej strony nie było zaległości, miał pełne poparcie. Skoro nie widział możliwości współpracy, wypada mi uszanować decyzję.

Enevoldsen podpisał dwuletni kontrakt, który w razie dobrej oceny miał być przedłużony do igrzysk w Soczi w 2014. Nie wypełnił nawet czwartej części umowy. W niedzielę w Anterselvie męska sztafeta zajęła ostatnie, 19. miejsce. Wielka Brytania i Chiny zostały zdublowane i nie ukończyły biegu. W klasyfikacji PŚ Agnieszka Cyl jest 25., pozostałe zawodniczki są w szóstej dziesiątce na 82 sklasyfikowane. U mężczyzn 26. lokatę zajmuje Tomasz Sikora (186 pkt). Łukasz Szczurek jest 81. na 93. sklasyfikowanych.

W kadrze zawodnicy się podzielili - Enevoldsena popierali Agnieszka Cyl i Łukasz Szczurek, w nich Norweg widział "przyszłość polskiego biatlonu". Najlepszy z Polaków, Tomasz Sikora, już w grudniu oświadczył jednak, że do sezonu nie jest przygotowany jak należy i dalej zamierza trenować indywidualnie. Podobnie zrobiła piąta na igrzyskach w Vancouver Weronika Nowakowska-Ziemniak. Enevoldsen był przybity i zaczął wspominać o rezygnacji.

Cyl opowiada PAP: - Miałam nadzieję, że wytrwa do końca sezonu. Pewnych rzeczy nie dało się przeskoczyć. Powodem rezygnacji nie są słabe wyniki, ja też nie mam już siły dłużej się szarpać i rozważam zakończenie kariery.

Tymczasowym trenerem zostanie pewnie prowadzący od sześciu lat kadrę juniorek Adam Kołodziejczyk.

- Postaram się w Rosji znaleźć szkoleniowca na następny sezon - mówi prezes. - W sztabie może być jeszcze jeden-dwóch trenerów, kandydatem jest Tomasz Bernat, z którym trenuje Tomek Sikora.

Rozmowa z Tomaszem Sikorą, najlepszym polskim biatlonistą, wicemistrzem olimpijskim z 2006 roku

Robert Błoński: Rzadko się zdarza w biatlonie, by trener rezygnował w połowie sezonu.

Tomasz Sikora: To niespotykane. Ta decyzja mnie nie dotyczy, ale dotyka osobiście. Od paru tygodni nie mieliśmy kontaktu i słyszałem tylko, że zrezygnował z przyczyn osobistych. Oskarżano mnie, że to ja go zwolniłem. To nieprawda. Plan przygotowany przez trenera Enevoldsena wykonałem niemal w stu procentach. Nie opuściłem ani jednego treningu. Dopiero pod koniec przygotowań zachorowałem i w Bormio siłą rzeczy plan trzeba było zmodyfikować.

Jak się porozumiewaliście?

- Z moim angielskim jest różnie, ale kiedy potrzebowałem dłuższej rozmowy, miałem tłumacza. Po mizernym początku uznałem, że nie jestem dobrze przygotowany. Latem byłem zachwycony nowymi metodami, nie dało to efektów. Znam swój organizm, w listopadzie czułem, że brakuje mi mocy i dynamiki. Wiedziałem, że jeśli to poprawię, wyniki będą lepsze. Przed wyjazdem na grudniowy PŚ do Oberhofu powiedziałem prezesowi Waśkiewiczowi, że dalej chcę trenować indywidualnie. Enevoldsen przyjął tę decyzję spokojnie. Kontakt się urwał, a drogi rozeszły.

Stracił pan kolejny sezon?

- Mój organizm źle znosi duże obciążenia. Latem trenowaliśmy więcej niż w ostatnich latach. Ale i tak Enevoldsenowi ufałem bezgranicznie. Mogłem i na pewno by mnie wysłuchał, poprosić o więcej wolnego, ale chciałem pracować według jego metod. Chęci miał dobre. Gorzej z wynikami. Frustrowałem się.

Mam nadzieję, że nie wszystko stracone. Do końca sezonu potrzebuję spokoju. Wierzę, że MŚ będą dla mnie udane. Czuję, że forma rośnie i odbijam się w górę. W przyszłym roku będę startował, ale przygotuję się indywidualnie.

Więcej o: