Piłka ręczna. Przeszli obok meczu - mówi Wenta o postawie swoich graczy w meczu z Barceloną

Jeden zespół rządził na parkiecie. Kilku zawodników przeszło obok meczu - mówił niezadowolony Bogdan Wenta, po porażce Vive Targi Kielce z wielką FC Barceloną Borges 26:33.

Trudno się nie zgodzić z kieleckim szkoleniowcem. Mistrzowie Polski w starciu z Dumą Katalonii, grającą bez z reguły czterech podstawowych zawodników: Siergieja Rutenki, Daniela Sarica, Juanina Garcii i Dani Sarmiento zawiedli na całej linii. Choć każdy wiedział z jak klasowym rywalem (finalista Ligi Mistrzów z ubiegłego sezonu) przyjdzie rywalizować, to nadkomplet 4200 widzów liczył, że ich ulubieńcy nawiążą walkę.

Tymczasem bardzo szybko ich nadzieje zostały rozwiane. Kielczanie mieli spore problemy z wysuniętą obroną, oddawali nieprzygotowane rzuty a rywale kontrowali. - Oni z tego żyją, błyskawicznie biegają do przodu. Barcelona dzięki temu zdobywała łatwe bramki - mówi Patryk Kuchczyński, skrzydłowy Vive Targi Kielce.

Już w 9. minucie po piątym golu z rzędu wygrywała aż 7:2. - I właściwie było po meczu - przyznał Wenta. Błyskawicznie próbował coś zmienić w grze. Już po kwadransie! Na parkiecie było trzech rezerwowych rozgrywających - Paweł Podsiadło, Henrik Knudsen i Mateusz Zaremba. Ten ostatni dał bardzo dobrą zmianę, był najjaśniejszym punktem gospodarzy. Po jego dwóch ładnych asystach i bliźniaczych akcjach z Kuchczyńskim Vive przegrywało 6:9 (18.). Ale to był promyk nadziei, błyskawicznie rozwiany. Bo goście znakomicie spisywali się w ataku pozycyjnym - w pierwszej połowie mieli w nim zaledwie jedną stratę a ich akcje zespołowe momentami wprawiały w zachwyt! Nie do zatrzymania był lewy rozgrywający Iker Romero - zdobył siedem bramek na osiem rzutów. A prawdziwą klasę pokazał w ostatnich sekundach, kiedy trafił z 10 metra w okienko. - Chyba trochę brakowało, by wszyscy walczyli w defensywie, za bardzo odpuszczaliśmy - powiedział Daniel Żółtak, kołowy kieleckiej siódemki.

Po przerwie gospodarze grali już lepiej. Pomagali też rywale, którzy popełniali proste straty w ataku pozycyjnym. Już po jedenastu minutach mieli ich aż pięć i poirytowany Xawier Pascual wziął czas i szybko wszystko wróciło do normy. W pięć minut "Barca" rozstrzygnęła spotkanie, zdobyła cztery gole z rzędu, wszystkie z kontrataków i wygrywała już 27:19 (47.). Kapitalnie w ich szeregach spisywał się szwedzki bramkarz Johan Sjostrand. W całym meczu obronił aż dziewiętnaście rzutów. - Zasłużył na dobre piwo - śmiał się w drodze do autokaru Siergiej Rutenka. - Nie mieliśmy żadnych szans - rzucił Rastko Stojković, kołowy Vive Targi Kielce.

Kielczanie po tej porażce mają już tylko iluzoryczne szanse na awans do najlepszej szesnastki (z każdej grupy awansują cztery drużyny). - Nawet przy pięciu spotkaniach do końca i dobrych wynikach w meczach we własnej hali może nam już zabraknąć tych oczek. Ale obowiązek dobrego zaprezentowania się pozostaje - powiedział Bogdan Wenta.

Więcej o: